Share |  Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
#1PisanieKuźnia Smoczy Oddech   Pon Cze 05, 2017 4:31 pm


avatar
Administracja
Head admin
Join date : 24/04/2017
Liczba postów : 486
Zobacz profil autora
#2PisanieRe: Kuźnia Smoczy Oddech   Sob Lut 03, 2018 9:47 pm


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Larnwick
Join date : 19/01/2018
Liczba postów : 41

Statystyki
Życie:
1280/1280  (1280/1280)
Mana:
120/120  (120/120)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Castavis od 10 lat odbywał swoistą pielgrzymkę, czy też tułaczkę po świecie. Przemierzał po prostu świat, bez konkretnego celu. Aby się utrzymać, wykonywał różne pomniejsze zlecenia w różnych miastach. Były to zlecenia różne, niektóre kompletnie nie trzymające się kupy, jak na przykład znalezienie kury na jakiejś wsi. Brzmi zabawnie, ale póki płacili, to nie robiło mu to większej różnicy. Czasami zdarzały się też zadania wypędzenia, bądź zlikwidowania jakiegoś potwora uprzykrzającego życie mieszkańców. Posiadał dużą wiedzę na temat kowalstwa co również sprowadzało się do możliwości zarobku. Można powiedzieć że przez te 10 lat po prostu doskonalił własne umiejętności. Często zadawał sobie pytanie typu: "dlaczego to robię". Wówczas, nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, że nie pamięta jakichś 10 lat swojego życia. W końcu przybył do miasta Larnwick, wydawało mu się że nie zna tego miasta, że nigdy go w nim nie było. Jednocześnie odnosił wrażenie, że wizyta w tym mieście, wcale nie jest taka przypadkowa na jaką mogłoby się wydawać. Chodził po różnych traktach i wiele razy miał do wyboru kierunek marszu. Nigdy nie zwracał uwagi na drogowskazy, szedł tam, gdzie go nogi poniosły. Aż tu nagle trafia właśnie tutaj. Miasto, które wyglądało dla niego niezwykle znajomo, a jednocześnie okryte mglą jakiejś tajemnicy, której sam nie potrafił rozwikłać. Kiedy przechodził obok zakładu krawieckiego, zatrzymał się przy nim na chwilę. Nie wiedzieć dlaczego, owe miejsce wydało mu się znajome, a nawet jeżeli nie miejsce, to właściciel. Którego próbował sobie przypomnieć. Przez myśl przeszło mu imię "Avenath", wówczas jednak nie potrafił jeszcze połączyć tego z niczym sensownym. Poszedł więc dalej, aż doszedł pod kuźnie, która wyglądała dla niego jeszcze bardziej znajomo. Gdyby na ulicy był akurat ktokolwiek, to mógłby go uznać za jakiegoś niespełna rozumu, ponieważ wpatrywał się w ten budynek, jak w jakiś obrazek święty.
- Ja... znam to miejsce. - wyrwało mu się z ust. Na ulicy nie było nikogo, więc mówił tylko i wyłącznie do siebie.
Odruchowo sięgnął ręką do swojej kieszeni i wyciągnął z niej klucze. Przez 10 lat, zastanawiał się, skąd ma te klucze i do czego one służą. Nie wiedział dlaczego, ale poczuł nieodpartą potrzebę wypróbowania owych kluczy, na drzwiach od kuźni. Włożył więc klucz do zamka i ku jego zdziwieniu, klucz przekręcił się w zamku, co umożliwiło mu otwarcie drzwi. Wszedł do środka, zastanawiając się ciągle, czy to aby dobry pomysł. Jednak kiedy spojrzał na sprzęt znajdujący się tam, w jego głowie zaczęły pojawiać się obrazy, tworzenia rynsztunku w tejże kuźni. Nie potrafił jednak, ułożyć tych wszystkich obrazów w jakąś sensowną całość. Wziął pierwsze, lepsze narzędzie w dłonie i zaczął je oglądać. Był tym tak pochłonięty, że nawet pomimo jego wyczulonych zmysłów i wyuczonej ostrożności, nie zdawał sobie sprawy z tego, że miał gościa.
#3PisanieRe: Kuźnia Smoczy Oddech   Nie Lut 04, 2018 1:57 am


avatar
Postać Niezależna
Skąd : Nexero
Join date : 13/08/2017
Liczba postów : 5

Statystyki
Życie:
24000/24000  (24000/24000)
Mana:
75500/75500  (75500/75500)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Wiedziałem, że prędzej czy później ingerencja w Nici Przeznaczenie będzie miała swoje konsekwencje. Ja i Eter, a właściwie Chronos, wiedzieliśmy o tym. Norny uprzedzały nas, że każda, nawet najdrobniejsza ingerencja może wywołać niepowołany skutek.
Jednak, nie mogłem patrzeć na cierpienie Castavisa, który wbrew pozorom okazał się bardziej wrażliwy niż Avenath. Może wynikało to z wieku, a może z jego doświadczenia, a może ciężaru jaki nosił w sobie? Jakby nie patrzeć górował wiekiem nad Ave. Dzieciak miał ledwo sto dwadzieścia lat, więc gdzie tu porównywać do tak wiekowego wampira.
Sam nie byłem już młodzikiem, mimo, że wygląd pokazywał co innego.
Rozumiałem już wszystko, zwłaszcza to, czemu Belial zginął. Wprawdzie była to częściowo wina Erestora i May, ale po spotkaniu z Nornami i Eterem układanka złożyła się w całość. Ingerencja w los Castavia, zmiana jego biegu wpłynęła na los kogoś innego. Kogoś kto nie powinien był tego doświadczyć. Być może, skażenie pustką również było naszą winą. Chciałem ratować Casa tak bardzo, że zapomniałem o innych, których mogło to dotknąć i dotknęło.
Siedziałem na dachu kuźni, która kiedyś należała do Castavisa. Jedną nogę miałem zgiętą w kolanie, bo wygodniej było mi opierać rękę nią. Patrzyłem na trzymany w ręku Kryształ Rycerza Feniksa.
-A więc to prawda, że jeśli raz Rycerz zostanie wybrany, to nie ważne co się zrobi, Kryształ Zodiaku zrobi wszystko, aby do niego wrócić.- obracałem przedmiot w dłoni.-...-zaprzestałem zabawy, kiedy dostrzegłem wizerunek Castavisa w krysztale.-...-patrzyłem z uwagą, jak wampir idzie ulicami Larnwick.
Widziałem też to, jak zatrzymuje się przed zakładem Avenatha i duma, aż w końcu zawitał do swojego domu. Do kuźni, w której wszystko się zaczęło...tak, historia Castavisa jako Rycerza Feniksa rozpoczęła się właśnie tutaj i właśnie w tym miejscu, się zakończyła i znowu rozpocznie.
Uniosłem głowę ku górze, patrząc w niebo. Avenath jeszcze się nie pozbierał po stracie przyjaciela, więc nie będę go dzisiaj strofować. Uśmiechnąłem się na samą myśl o tym głupku. Mimo, że mnie wkurwiał to jednak zawsze, gdy miałem zły dzień był przy mnie. Martwiłem się za to o nowych Rycerzy Zodiaku. Może Avenath i Castavis wspomogą nowych i o Pino, który po tym wszystkim wrócił do Boskiego Świata.
Nasłuchiwałem tego, co robił Castavis. Nie wychylałem się, bo by mnie zobaczył, a tego nie chciałem. Nie teraz. Musiałem się przygotować, ale wtedy poczułem impuls przechodzący przez moją głową. Od razu skierowałem spojrzenie w stronę ratusza.
-...Ghrrr....Sakiki...-syknąłem, zaciskając w pięści Kryształ Feniksa.-Aż tak bardzo chcesz jego powrotu?-spojrzałem na ściśniętą dłoń-Dobrze...niech wszystko wróci do tego, jak być powinno...-rozprostowałem skrzydła, aby cicho zlecieć na dół.
Stanąłem w przejściu. Patrzyłem na Castavisa, który nawet nie dostrzegł mojej obecności.
Wodziłem wzrokiem po jego posturze.
-Witaj w domu, Castavisie von Alvatore...-podniosłem prawą rękę, a potem wyprostowałem ją.
Trzymałem w dłoni Kryształ Zodiaku Feniksa.
-...Nie chciałeś być Rycerzem Zodiaku, ale przeznaczenia nie da się oszukać...zatem...-klejnot zalśnił, jak tylko ten odruchem bezwarunkowym odwrócił się w moją stronę.
Jasna smuga światła wystrzeliła z Kryształu wprost na czoło wampira tworząc kształt koła. W nim pojawił się zegar, pieczęć Etera, która pękła ukazując dziesięć gwiazd składających się na gwiazdozbiór Feniksa.
Wszystkie wspomnienia, które zostały zapieczętowane przez Etera powróciły do Castavisa, podobnie jak kryształ, który lśniąc pełnym blaskiem zawisł nad głową wampira rozsypując się. Jak tylko pył dotknął ciała kowala, jego zbroja zmaterializowała się. Rycerz Feniksa powrócił, tak jak prawdziwy Feniks narodził się na nowo, z popiołów.
Uśmiechnąłem się i mimo różnicy wzrostu, jaka była między mną a Castavisem, podszedłem i mocno go przytuliłem, po przyjacielsku.
-Witaj w domu Rycerzu Feniksa...-powiedziałem głośno i wyraźnie, po czym odsunąłem się od niego, nie spuszczając z niego wzroku.
#4PisanieRe: Kuźnia Smoczy Oddech   Pon Lut 05, 2018 7:56 pm


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Larnwick
Join date : 19/01/2018
Liczba postów : 41

Statystyki
Życie:
1280/1280  (1280/1280)
Mana:
120/120  (120/120)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Usłyszawszy głos zza pleców, momentalnie odwrócił w stronę gościa, a jego ręka podświadomie spoczęła na rękojeści miecza. Nie wyjął go jednak z pochwy, nie zdążył. Zobaczył tylko osobę, a dokładniej demona, tyle zdążył zarejestrować, zanim jasna smuga światła nie uderzyła w jego czoło. Przez jego głowę nagle zaczęło przechodzić tysiące obrazów, zapełniała się 10 letnia pustka, z której dotychczas nie zdawał sobie nawet sprawy. Prawdopodobnie, gdyby był człowiekiem, to dostałby od tego migreny, jednakże jako że był wampirem, który już dawno nie zażywał eliksiru. Jedynie musiał sobie poukładać w głowie to wszystko co uderzyło w jego umysł. Nie zdążył jeszcze wszystkiego ogarnąć, kiedy jego zbroja zodiaku zaczęła pojawiać się na jego ciele.
Spojrzał na Havnouxihra, a na twarzy wampira pojawił się uśmiech. Nie zdążył nawet wypowiedzieć słowa, kiedy demon przytulił się do niego. Wspomnienia Castavisa powróciły, więc śmiało mógł powiedzieć że dobrze go znał. Wiedział że Havnoux nie jest zbyt wylewny jeśli chodzi o uczucia. Cas szybko jednak doszedł do siebie, również objął Havnouxa i odpowiedział na jego powitanie.
- Havnouxihr... Ty stary draniu, wiesz jak zrobić efektowne wejście! - Castavis zaczął się śmiać, szczerze. Ostatnimi czasy nie zdarzało mu się to zbyt często. Nagle poczuł znajomy impuls, który mógł zwiastować tylko jedno. Sakiki jest w mieście, a skoro to wyczuł, to wcale nie tak daleko. Po chwili zdał sobie sprawę że to okolice ratusza. A skoro wrócił jako rycerz, musiał się tam zjawić jak najszybciej, by zapobiec rozlewowi krwi, bądź pomścić tych, których sakiki zdążył zabić.
- Zdaje się że niestety nie przyjdzie nam zbytnio pogadać co i jak. Bardzo bym chciał wyjaśnić kilka kwestii. Ale jak sam już z pewnością wiesz. Nie mamy czasu na rozmowę. Wyjaśnij mi tylko pokrótce najważniejsze rzeczy, które powinienem wiedzieć na teraz. Jeśli chodzi o rzeczy które w chwili obecnej nie mają większego znaczenia, po prostu pomiń. Omówimy sobie wszystko innym razem, najlepiej przy beczce dobrego piwa. Póki co, brzydal musi zostać wyeliminowany.
Kiedy wysłuchał, co Havnoux miał do powiedzenia, udał się w stronę wyjścia. Gdy przekroczył próg drzwi, jego oczom ukazał się sowogryf. Oczywiście nie jakiś byle jaki. To był Madfire. Jego sowogryf którego otrzymał, kiedy został rycerzem zodiaku. Niewiele myśląc przytulił zwierzaka, który przez ten cały czas pozostał mu wierny, nawet po 10 latach go pamiętał. Szybko dosiadł sowogryfa, zanim jednak odleciał, zwrócił się w stronę Havnouxa.
- Zdecydowanie. Nie warto było igrać z przeznaczeniem. Jeżeli kiedykolwiek wpadnę w taki durny nastrój. Po prostu pierdolnij mnie w łeb i zamknij w lochu póki mi nie przejdzie. - Ponownie się zaśmiał, po czym poleciał w stronę ratusza. Nie wiedział czy demon zamierza lecieć raczej z nim, ale było to bez znaczenia. Teraz najważniejszą kwestią było jak najszybsze dotarcie do ratusza i zlikwidowanie sakiki.
z/t --> Sala balowa


Ostatnio zmieniony przez Castavis dnia Nie Lut 11, 2018 8:54 pm, w całości zmieniany 1 raz
#5PisanieRe: Kuźnia Smoczy Oddech   Nie Lut 11, 2018 8:21 pm


avatar
Postać Niezależna
Skąd : Nexero
Join date : 13/08/2017
Liczba postów : 5

Statystyki
Życie:
24000/24000  (24000/24000)
Mana:
75500/75500  (75500/75500)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
-Oczywiście, że wiem.- posłałem Castavisowi  szelmoski uśmiech, jak tylko wrócił do siebie.- Dlatego jesteś potrzebny. Mnie, Avenathowi i nowym Rycerzom Zodiaku, a także Pino, w którego sercu zapanował niepewność oraz smutek.-zasmuciłem się, kiedy wypowiadałem ostatnie słowa.-Zrobiłem wielki błąd igrając z losem, bo przez to naraziłem nie tylko ciebie, ale też kogoś, kto cię zastąpił...-urwałem, patrząc jak Cas dosiada swojego sowogryfa-...ale o tym potem. Najpierw musimy zająć się sakiki! Idź przodem, dogonię cię, ja mam jeszcze jedną sprawę do załatwienia...- patrzyłem jak Rycerz Feniksa znika z lini mojego wzroku.-Żebyś wiedział, że cię pierdolnę, uprzednio, samemu pierdolę siebie.-wyszedłem z kuźni, aby spojrzeć na niebo.
Migotały na niebie srebrne gwiazdki. Skinąłem głową, uśmiechając się. Belial wrócił i teraz wszystko było tak, jak być powinno.
Zacisnąłem uścisk na framudze.
-Nigdy więcej nie popełnię tego błędu. Nigdy więcej. Ingerencja w los to coś bardzo złego.-dalej patrzyłem w niebo.-Wiedziałeś o tym Eterze, prawda? Musiałeś, w końcu jesteś Bogiem Czasu, a to była dla mnie i dla niektórych lekcją życia.-zmarszczyłem brwi.-Dobra, koniec zabawy!-zdjąłem z mojego kolczyka przypięty Kryształ Zodiaku Smoka.
Ucałowałem go, a ten rozbłysł jasnym światłem.
Zacisnąłem światło w pięści, a to zamieniło się w błękitny ogień. Otworzyłem dłoń, z której wystrzelił jasny płomień. Wielki smok pojawił się przede mną, po czym okrążył mnie. Wbił się w moje plecy, a całe moje ciało spowił ogień. Wyciągnąłem ręce przed siebie, po czym klasnąłem. Płomienie zaczęły się cofać i stopniowo ukazywały fragmenty mojej zbroi. Przeczesałem włosy prawą dłonią, co spowodowało wytworzenie złotej smugi światła. Ta, zaś zamieniła się w chełm z długimi smoczymi rogami.|
Jak tylko założyłem go na głowę, błękitne światło spowiło moje ramiona oraz plecy. Pojawił się naramienniki, spod których załopotała czerwona peleryna. Odrzuciłem energicznie ręce na boki. Niewielkie płomienie odleciały na bok, po czym zniknęły.
-Trzeba wyeliminować chwasta.- zagwizdałem bardzo głośno.
Nie minęła chwila, a mój wierny towarzysz sowogryf Shine, przybył, aby zabrać mnie jak najszybciej do ratusza.
Skinąłem mu głową, jak tylko dosiadłem jego grzbietu i obaj ruszyliśmy za Castavisem, który dawno zniknął mi z oczu.

z.t -> ratusz, sala balowa
#6PisanieRe: Kuźnia Smoczy Oddech   



Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Crystal Empire :: 

Larnwick

piękna stolica Aglar

 :: Crecel Frewes
-
Wymiana
Opisy przedstawiające uniwersum świata zostały stworzone przez Administrację Crystal Empire oraz Użytkowników pomagających przy tworzeniu forum na podstawie pomysłów własnych oraz inspiracji różnymi źródłami, zabrania się ich kopiowania. Stronę graficznąforum wykonała Przyczajona Grafika z grupy Monochrome Layouts z pomocą kodów własnych lub w inspiracji kodami znalezionych w różnych miejscach. Za pomoc dziękujemy Moe - Yuriee.
HogwartDream aegyo