Share |  Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
#1PisanieWypad z Kowbojem   Wto Kwi 03, 2018 5:35 pm


avatar
Administracja
Administrator
Join date : 24/04/2017
Liczba postów : 136
Zobacz profil autora Online
Wypad z Kowbojem



Jako, przynajmniej na razie jedyny Członek Rady Miasta, Marcus Takato musiał dostarczyć bardzo ważny dokument królowi, gdyż pani burmistrz w mieście nie było i to właśnie jemu przypadł ten "zaszczyt".
Nie mógł jednak tego zrobić od razu, gdyż musiał przesiedzieć prawie tydzień w sali szpitalnej Siedziby Rycerzy Zodiaku, aby dojść do siebie po walce z sakiki. Poza tym, został skażony Ciszą, więc tym bardziej dostał izolację od świata. Nie bardzo się to wampirowi podobało, gdyż przecież musiał siedzieć w czterech ścianach i nie móc karmić i rozpieszczać tych biednych, uroczych zwierzątek, które to zapewne po ataku Pride bardzo cierpiały.
Z braku pełni sił, chcąc nie chcąc, Marcus dał ogłoszenie, że szuka trójki, tudzież czwórki chętnych do podróży z nim. Załatwił konie, wszak ze swojej własnej hodowli oraz prowiant, a także niezbędne wyposażenie, aby można było wygodnie spać. Do tego sprzęt do przygotowania jedzenia, mały garnuszek, jedzenie w puszkach czy sporo suszonego mięsa i ryby. No i oczywiście zapas krwi, bo przecież bez tego to swoich towarzyszy zacznie traktować jak przenośne worki ze świeżą krwią.
Miejscem spotkania była wschodnia brama Larnwick, praktycznie zaraz po zachodzie Słońca, kiedy światło przestało otulać płaszczem miasto oraz okolice.
Marcus był jakże szczęśliwy, że król jeszcze nie wrócił z rodzinnego wypadu ze swoją świeżo wydaną za mąż córką.
Wampir dostał informację, że tylko trzy osoby się zgłosiły, więc zabrał tylko cztery konie, dla siebie oraz tej trójki, z którą lada moment miał się zapoznać.
Nie pozostało mu nic innego jak usiąść na głazie i zapalić papierosa. Mimo, że był wampirem to nadal miał bandaże w miejscach ran, które powolutku się goiły. Jednak i tak dawały o sobie znać, a tabletki przeciwbólowe na nic się zdawały dla martwego ciała.


OOC:
 
#2PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Wto Kwi 03, 2018 9:31 pm


avatar
Obywatelka
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 88

Statystyki
Życie:
880/880  (880/880)
Mana:
990/990  (990/990)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
I w końcu nadszedł dzień, w którym syrenka miała się stawić by pomóc dostarczyć pewną jakże ważną ale i smutną wiadomość do jednego z królów, który urzędował kawałek drogi do Larnwick. Ta wiadomość jakby nie patrzeć była po części wywołana przez, to że jej ostatnie poczynania oraz nie tylko nie do końca były na poziomie A+ krótko mówiąc. Syrena zebrała potrzebne jej rzeczy, broń, wielką torbę, do której wpakowała swojego smoka oraz małą kuleczkę. Ubrała się w wygodne buty, skórzane, ciepłe ubranie, związała włosy i pognała przed siebie, stawiając się tuż po zachodzie Słońca w wyznaczonym miejscu. Tam pierwsze co rzuciło jej się w oczy, to cztery wierzchowce oraz człowiek, którego pierwszy raz w życiu miała okazję widzieć na oczy. Nie znała jegomościa, więc się z nim przywitała.
-Witam jestem Kalliope. – przemówiła do niego swoim damskim, głosem, wysuwając w jego kierunku dłoń by wymienić się z nim uściskiem w ramach przywitania.
Spojrzała na to wszystko co zostało przygotowane na tą wyprawę. Wyglądało, to wszystko jakby serio miała, to być poważna kilkudniowa podróż.
- Ile tam się jedzie? – spytała syrenka, przysiadając obok nieznajomego. Ten jeśli już pokonywał tą trasę, to powinien mniej więcej wiedzieć ile zajmuje dotarcie do tamtego miasta. Kalliope przyglądała się też całemu osprzętowi, który został zabrany i czegoś jej tu brakowało.
-Jak będziemy cokolwiek widzieć po drodze? Nie wiem czy w lesie światło Księżyca wystarczy. – spojrzała na nieznajomego, który palił papierosa.

#3PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Wto Kwi 03, 2018 11:06 pm


avatar
Obywatel
Rada miasta
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/07/2017
Liczba postów : 25

Statystyki
Życie:
500/1280  (500/1280)
Mana:
965/1000  (965/1000)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Marcusowi nie bardzo odpowiadało to, że musiał ruszać dupsko do Tarasso, w którym przebywał aktualnie Morton Craig. Wiadome było, że jeszcze o niczym nie ma pojęcia, gdyż i pani burmistrz nie było w mieście. Zatem tym razem nie dowie się telepatycznie od zarządczyni miasta cóż to takiego się stało. Dlatego Marcus był tym, który musiał to zrobić. Stety lub niesty, bo wampirowi niezbyt kwapiło się do tego, by się gdziekolwiek ruszać. Tym bardziej, że nie odzyskał pełni sił.
Zagrzał tyłek na jednej ze skał. Mimo, że był wampirem to i tak odczuwał zmęczenie przez gojące się rany. Najważniejsze, że nie był już skażony Ciszą. Nie lubił gdy z jakiegoś powodu tracił wolność, którą tak kochał.
Marcus spojrzał w górę, na rozgwieżdżone niebo, które odbijało się w jego złotych źrenicach. Dostrzegł nawet spadającą gwiazdę, która pojawiła się na granatowym sklepieniu, tuż nad jego głową. Wampir uśmiechnął się pod nosem. Sięgnął do kieszeni kurtki, aby wyciągnąć z niej paczkę fajek. W opakowaniu było sześć sztuk papierosów. Właściwie to już pięć, bo Marcus jedną wyjął trzymając ją zębami. Pudełko wróciło na swoje miejsce i zostało zastąpione zapalniczką. Wampir zapalił trzymanego między wargami papierosa, po czym zaciągnął się. Wypuścił biały dym z ust. Patrzył chwilę na niego, póki ten nie rozrzedził się w powietrzu. Srebrna zapalniczka z grawerem została obejrzana przez Marcusa. Przejechał po niej kciukiem. Przypomniały mu się stare dobre czasy, które już nigdy więcej nie wrócą, nawet jeśli by bardzo tego pragnął.
Mężczyzna tylko westchnął. Zamknął powieki i delektował się spokojem, prawie śpiącego już miasta. Wtedy to do jego wampirzych uszu dotarły kroki. Nim jeszcze Kallipe była widoczna, on już wiedział, że się zbliża.
Poprawił brązowy kapelusz kowbojski pasujący do tego samego koloru kowbojek. Te dwie rzeczy idealnie pasowały do skórzanej kurtki oraz jeansowych spodni. Biała koszula udekorowana została krawatem bolo. Jego długie włosy opadały, wręcz idealnie na plecy wampira.
Jak Kalliope się zbliżyła, Marcus wstał. Kobieta mogła zobaczyć, że facet na spokojnie mierzy sobie dwa metry i była przy nim...malutka i drobniutka. Położył delikatnie papierosa na skale, która wcześniej robiła za jego siedzisko. Zdjął kapelusz, a wysuniętą rękę kobiet ujął nadgarstku.
-Marcus Takato, Członek Rady Miasta Larnwick...-ukłonił się, a następnie ucałował po zewnętrznej stronie jej dłoń-...i jak na razie jedyny członek rady...-kapelusz zawędrował na łeb wampira, a papieros między jego wargami.
Znowu usiadł na skale.
Jedną nogę oparł na wystający poziom, więc mógł ją zgiąć w kolanie. Drugą zaś trzymał wyprostowaną.
-Do Tarasso? Dwa dni drogi stąd, o ile nie będzie problemu z przeprawą mostową  nad Kanionem wilka. - odpowiedział na pytanie Kalliope-Jestem pewny, że w ogłoszeniu prosiłem o zamieszczenie informacji, że podróż będzie odbywać się wieczorem.-Kowboj podniósł lekko kapelusz, aby podrapać się po czarnej czuprynie-Jestem wampirem, nie mogę podróżować w dzień.- dodał po chwili, krótkiej konsternacji-Zupełnie zapomniałem o tym...-mężczyzna wykrzywił usta w grymasie.
Głowę odwrócił gdzieś w bok. Przez to, w jakim był stanie, nie pomyślał o zabraniu czegoś, co pomogłoby im oświetlać drogę. Jakby tego mało, przypomniał sobie, że zapomniał o mapie. Cóż, będzie musiał improwizować. Jako tako znał drogę do Tarasso, więc może się udać. Chociaż w swoim stanie marnie to widział.
Marcus włożył dłoń do kieszeni, aby Kalliope nie widziała jak zaciska ją w pięść. Przez to, że nadal nie był w pełni sił, o czym świadczyły też ukryte bandaże, miał problemy z koncentracją. I teraz to wychodziło, a jemu nie bardzo się to podobało, bo jako facet powinien był w pełni sił, bo przecież jak to będzie wyglądało przy kobiecie...? Marcus pomyślał, że jeszcze Kalliope uzna go za słabego. Z racji tego, że mimo muru sztywniaka jakim się otoczył, to jednak był wrażliwym jegomościem, więc przejmował się, chociaż na zewnątrz był praktycznie bez emocji.
#4PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Sro Kwi 04, 2018 12:18 am


avatar
Obywatel
Skąd : Nexero
Join date : 05/11/2017
Liczba postów : 39

Statystyki
Życie:
398/400  (398/400)
Mana:
1000/1000  (1000/1000)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora Online
Zapewne będziecie się zastanawiać co tak wyniosła osoba robi na tak prymitywnej misji, prawda? Patrząc na nią możecie się zastanawiać, że dołączą do nich tylko poszukiwacze przygód, bliscy Kowboja bądź też znudzeni wędrowcy... Otóż, odpowiedź jest prosta i dosyć stara, jeśli nie wiesz o co chodzi to chodzi o pieniądze... A w tym przypadku również o sławę. Prawdą jest, że Ollie woli szukać nowych ubrań bądź torebek od okazji do mordobicia jednak jeśli w sprawę wchodzą pieniądze i sława to ten mały chciwiec nie popuści! Ubrał swoją ulubioną suknię, z której był już znany, a na nią jedynie przywdział bolerko zrobione z czarnego jak jego włosy i puchatego jak najmilszy kociak na świecie futra. Dodatkiem były niesamowicie drogie perfumy o zapachu wiśni, belladony i kadzidła. Zapach jednocześnie słodki przez tą delikatną wiśnię jednak z mocnym i twardym zapachem kadzidła i wilczej jagody. Zapach tak mocny prawdopodobnie po to aby ukryć wewnętrzną zgniliznę charakteru piekielnika. Mimo iż na zewnątrz swoim pięknem dorównywał boginiom to jego wnętrze było zepsute i obrzydliwe. Oczywiście tylko na pierwszy i drugi rzut oka jednak jego głębszej naturze mało kto się poznał. Kiedy zegar wybił żądaną godzinę udał się na miejsce spotkania, do wschodniej bramy Larnwick.
Już prawie był na miejscu, podążał tam swoim powolnym i uwodzicielskim krokiem jednak czas mu na to pozwalał, jedno o czym nie można powiedzieć na temat Olliego to to, że się spóźnia, ten jegomość zawsze jest punktualnie, nieważne gdzie i kiedy jest umówione spotkanie. Swoim pomalowanym okiem widział już dwie siedzące na miejscu spotkania figury, słysząc ich głosy natomiast wnioskował iż jest to kobieta i mężczyzna, rozmyślał w tej chwili czy to wszyscy i czy przypadkiem się nie spóźnił po raz pierwszy w życiu skoro są już tam dwie osoby. Przyśpieszył lekko swój krok nie tracąc jednak przy tym na wdzięku. Było słychać jak jego torebka bez dna na cienkim łańcuchu delikatnie uderza w biodra czarnowłosego. Ostatecznie się do nich zbliżył na tyle aby widzieć ich z ogromną dokładnością. W tej już chwili zaczął ich z prędkością konia wyścigowego oceniać, to już leżało w jego naturze choć... Czy my wszyscy tego nie robimy?
- Nie spóźniłem się, prawda? - zapytał lekko poirytowany tym, że ktoś był na miejscu spotkania jeszcze przed nim, jak oni śmieli pojawić się tutaj tak wcześnie? Pytanie jednak było retoryczne. Nawet jeśli jakimś cudem się spóźnił musiał grać swoją rolę i dawać po sobie znaku słabości. Nie dał im odpowiedzieć na to pytanie i od razu przeszedł do dalszej części rozmowy
- Ollie Montrose, założyciel Red Pearl, miło - w tym momencie przeleciał dwójkę już tam siedzących ponownie swoim wzrokiem - mi was poznać...
#5PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Sro Kwi 04, 2018 1:42 am


avatar
Obywatelka
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 88

Statystyki
Życie:
880/880  (880/880)
Mana:
990/990  (990/990)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Syrenka przywitała się z nieznajomym, który przedstawił się jej, a kiedy jego imię dotarło do jej małych, pięknych, dwóch syrenich uszek, a mózg przetworzył tą informację, na jej twarzy pojawiła się mina widocznego zainteresowania, a coś w jej głowie kliknęło, w końcu kiedyś gdzieś tam słyszała to nazwisko. Nie zastanawiała się nad tym jednak zbyt długo, a na jej delikatniej dłoni wylądował szarmancki pocałunek, znak poszanowania u miłowania kobiety.
-Proszę się nie przejmować, zapewne niedługo szeregi rady zostaną zasilone nowymi siłami. – pozwoliła sobie odpowiedzieć na jego słowa, lekko się uśmiechając, a przez głowę przemknęła jej myśl o tym jak trudno być jedynym członkiem w tej radzie i mieć na swoich barkach całą tą odpowiedzialność za miasto i jego losy.
- Ok, więc co takiego strasznego jest na tym pomoście? Wilki? To temu zawdzięcza swoją nazwę? Czy coś gorszego. – pozwoliła sobie zadać to pytanie. W końcu chciała wiedzieć co ją czeka. – Proszę mi tylko nie mówić, że by dostarczyć wiadomość potrzebne jest , aż 4 ludzi. – westchnęła kręcąc głową i posyłając wampirowi spojrzenie, które mówiło „nie kłam, mów prosto z mostu o co chodzi”, w końcu ona jak i on nie byli głupi. Nie temu też dziewczyna wzięła ze sobą coś ostrego, co mogło uratować jej dupę w razie potrzeby.
- Pan tam już jeździł, więc wie co tam się święci! – dodała po chwili wyraźnie na niego naciskając, gdyby nie chciał przypadkiem wydusić z siebie słowa na ten temat.
Kiedy z ust Marcusa padło słowo, że jest wampirem, sprawa oświetlenia, a raczej jego braku stała się całkowicie jasna. Kalliope znała już bowiem jednego wampira, który z racji swojego wieku zapominał o pewnych kwestiach.
-Rozumiem, po prostu wół zapomniał jak cielęciem był. – westchnęła przewracając oczyma, a z jej ust wydobyło się jedno z przysłów, z starego świata o którym raczyła się dowiedzieć, na ostatnim spotkaniu z Afrodyta. Swoją drogą, to spotkanie było bardzo fajne, a przypominał dziewczynie o tym wisior, który nosiła ze sobą.
- Ale wiesz, jest taki mały fajny napój i wampir staje się człowiekiem.- pozwoliła sobie o tym napomknąć. –- Tak czy siak lampy będą najprostszą opcja. Ty widzisz w ciemnościach, reszta i konie już nie. Lampy oświetlą drogę, ewentualnie, można zrobić pochodnie. - rzuciła kilka pomysłów, przyglądając się czterem wierzchowcom, które zostały przyprowadzone tutaj, za wschodnią bramę miasta. Podeszła do nich i pozwoliła je sobie delikatnie pomiziać po pysku, w gruncie rzeczy były niemal identyczne jak te konie, których hodowlą ona się zajmowała. Można, więc było stwierdzić, że zarówno ona i on zajmowali się dosłownie tym samym tylko w nieco innym środowisku.
Rozmowę tej dwójki przerwało pojawienie się kolorowego pawia, którym była nieco zbytnio wystrojona kobieta. Szczerze mówiąc, syrena ledwo powstrzymywała się od tego by nie wybuchnąć śmiechem. Jej strój był kompletnie nie na miejscu delikatnie mówiąc. Nie trzeba było być Einsteinem by wiedzieć, że za chwilę ta suknia skończy uwalona cała w błocie lub poszarpana. Tak czy siak, kiedy syrena uspokoiła się i mogła przestać zasłaniać swoje usta ręką by nie zauważono jej śmiechu, przedstawiła się kobiecie, pozwalając sobie na uśmiech w jej kierunku.
- Jak widać, czekamy na jeszcze jedną osobę. – pozwoliła sobie do niej podejść, trzymając na wodzy konia, którego podprowadziła do niej. - Proszę, twój koń.- podała jej wodzę i tu trzeba wspomnieć, że Kalliope wybrała dokładnie tego konia, z specjalną starannością. Hodowcy koni nie mieli specjalnego problemy, a już w szczególności Kalliope, która „dobrze” rozumiała się z różnorakimi stworzeniami, w wskazaniu zwierzęcia, które będzie narowiste. Nie była jednak na tyle wredna i nie podarowała takiego konia dziewczynie, podstawiła jej pod nos tego najbardziej płochliwego, licząc na to że kiedy przeprawiając się przez las czy inne miejsca, ten się wystraszy i stanie dęba, kiedy spadający liść, muśnie jego zad. Tak… takie rzeczy często miały miejsce. Biedny konik ale jeszcze biedniejsza ta kobieta, która zniszczy sobie tą suknie. W końcu ona tutaj była najpiękniejsza.
#6PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Sro Kwi 04, 2018 7:47 pm


avatar
Obywatelka
Skąd : Ina Ethas
Join date : 18/03/2018
Liczba postów : 19

Statystyki
Życie:
400/400  (400/400)
Mana:
265/265  (265/265)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora Online
Podekscytowana wróżka pędziła ile sił w skrzydełkach w umówione miejsce spotkania. Ubrana była w białą koszulę hiszpankę z dwiema pionowymi, choć niezbyt dużymi dziurami na skrzydła, skórzane, dopasowane spodnie oraz czarne, porządne buty sięgające jej do połowy łydek. Do paska spodni miała przymocowane dwa srebrne sztylety oraz dwa mieszki. Jeden zawierał trochę pieniędzy a drugi w całości zawierał nasionka dla wróbelka który dzielnie leciał tuż koło niej. Włosy związała w warkocz na boku tak, iż opadał jej na lewe ramię. Mimo iż prawdopodobnie była spóźniona, jednak ciągle się uśmiechała podekscytowana wizją spotkania nowych istot. Nie mogąc się powstrzymać, podśpiewywała sobie pod nosem.
-Płacz, niebo płacz, niech twe łzy leją się
Kap, kap, kap
Ziemia cieszy się z daru twego wspaniałego
Który koi jej cierpienie, daje radość, zmywa żale
Kap, kap, kap
Drzewa mkną ku górze, kwiaty piękne kwitną
Wiatr wspaniałe niesie wonie
Dzięki czemu czuć już wiosnę-
Nuciła sobie, a Vitae jak zwał się jej chowaniec, ćwierkał radośnie do rytmu. Z piosenką na ustach dotarła na miejsce zbiórki, gdzie to zaprzestała śpiewów. Rozejrzała się nadal, unosząc się dobre pół metra nad ziemią. Na miejscu byli już wszyscy, więc brakowało tylko jej. Uśmiechnęła się do nich przyjaźnie i podleciała bliżej. Wylądowała w końcu na ziemi i postanowiła się w końcu przedstawić.
-Witajcie jestem Shamia Fragrantrose. Przepraszam, że musieliście na mnie czekać- Przywitała się z nimi, nadal mając usta ułożone w przyjaznym uśmiechu. Vitae wylądował w końcu na moim ramieniu i zaćwierkał coś po swojemu, co brzmiało jak przywitanie. Złożyła skrzydła, przyglądając się koniom z zaciekawieniem. Nie była pewna na czym byłaby szybsza, na skrzydłach czy konno. Na skrzydłach latała na okrągło, więc było to dla niej naprawdę interesujące zagadnienie. Podeszła do prawdopodobnie organizatora wyprawy i podała mu dłoń na przywitanie, tak samo uczyniła z resztą obecnych tam osób.
#7PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Sro Kwi 04, 2018 11:43 pm


avatar
Obywatel
Rada miasta
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/07/2017
Liczba postów : 25

Statystyki
Życie:
500/1280  (500/1280)
Mana:
965/1000  (965/1000)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
-To nie jest takie proste, jakby się wydawało, zwłaszcza kiedy wszyscy powiadają, że na tym stanowisku ciąży klątwa.-Marcus skierował głowę oraz złote ślepia w stronę Kalliope-Jestem osłabiony po ataku sakiki.-jego oczy przepełnione były smutkiem oraz bólem, który syrena mogła dostrzec bez problemu-Nie rozumiem, do czego się teraz odnosisz, ale nie jestem po prostu...sobą. Znaczy, nie jestem pełni sił...-mężczyzna rozmasował kark dłonią.
Z tego lekkiego zakłopotania znowu zaciągnął się papierosem. Poczuł ulgę czując, jak nikotyna wędruje do jego martwych płuc i rozchodzi się po całym ciele.
Na stwierdzenie o eliksirze jego źrenice rozszerzyły się. Bez namysłu wstał i podszedł do Kalliope. Papieros wylądował między wargami, a on złapał ją za poły ubrań w okolicach klatki piersiowej.
-Kto ci powiedział?-głos Marcusa przestał być przyjemny, a jego oczy zrobiły się całe czerwone.
Patrzył na nią z góry, wręcz nienawistnym spojrzeniem. Widać było, że Kowboj bardzo się zdenerwował. Rzadko można było zobaczyć go w takim stanie, ale informacja, jaka padła z ust Kalliope nie mogła wywołać innej reakcji. Ktoś na prawo i lewo kłapał jęzorem o eliksirze pozwalającym wampirom poczuć smak życia jeszcze raz.
Marcus wiedział doskonale, że jak Kain się dowie, bez namysłu eksterminuje delikwenta lub delikwentkę. Ostatecznie Królewskie Oczy zrobią swoją robotę w kilka chwil.
-Przepraszam.-rzucił krótko, po czym ponownie się zaciągnął.
Do wampirzych uszu dotarły kolejne kroki. Słyszał je coraz wyraźniej. Mógł, bez najmniejszego problemu posłyszeć, że ktoś idzie w butach na lekkim obcasie. Marcus podrapał się po łepetynie, po czym odwrócił głowę w stronę, z której słyszał dźwięki. Jego kapelusz nieznacznie się przechylił i o mało nie wypuścił papierosa spomiędzy warg, kiedy dostrzegł w co, kolejna osoba jest ubrana i dlatego złapał fajka dwoma palcami.
Pierwsza myśl jaka mu przeszła przez głowę, to że chyba mu się z powodu stanu zdrowia wydawało. Jednak, kiedy Ollie podszedł bliżej miał już stu procentową pewność, że wszystko z nim w porządku. Czego nie można było powiedzieć o piekielniku.
-Marcus Takato, Członek Rady Miasta.-odparł krótko wampir, po czym znowu podrapał się po czarne czuprynie unosząc lekko kapelusz.-Jesteś pewien, że nie zabłądziłeś?-Kowboj nie przestawał się drapać po łepetynie.
Spora doza konsternacji zawitała do wampirzej łepetyny, póki do jego uszu nie dotarł śpiew.Rozejrzał się dookoła, aby zorientować się czyja to była sprawka. Szybko zlokalizował istotę, którą była...wróżka.
Ponownie kapelusz Marcusa nieznacznie przesunął się na prawą stronę, jego ramiona opadły w dół, a papieros znowu prawie nie wyleciał spomiędzy warg.
Zaczął się zastanawiać, czy panowie których prosił o przygotowanie zaproszenia nie zrobili mu jakiegoś głupiego żartu chcąc poprawić mu humor.
Wampir zamrugał powiekami obserwując trójkę zebranych.
-...-Marcus podrapał się po głowie, po czym wrócił na wcześniejsze miejsce na skale.
Usiadł do zebranych tyłem. Obejrzał się, raz drugi, a za trzecim razem wyjął z wewnętrznej kieszeni piersiówkę. Odkręcił ją, aby wypić trochę jej zawartości.
Znowu się obejrzał, a kiedy do niego dotarło, że oni nadal stoją, znowu upił łyk tego, co miał w piersiówce i spojrzał jeszcze raz. Jego mina mówiła wszystko, absolutnie wszystko!
Miał wrażenie, że to jakiś chory żart...jak wróżka, burdel tata i gadułowata dziewoja mieli go eskortować? Gdzie i kiedy zrobił taki błąd, że go życie tak pokarało? Czyżby dlatego, że w walce z sakiki sobie nie poradził i teraz musiał za to cierpieć? Marcus uznał, że tak...że to była jego kara za zawalenie sprawy w ratuszu...
#8PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Pią Kwi 06, 2018 1:01 am


avatar
Obywatel
Skąd : Nexero
Join date : 05/11/2017
Liczba postów : 39

Statystyki
Życie:
398/400  (398/400)
Mana:
1000/1000  (1000/1000)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora Online
Z jakiegoś powodu wszyscy byli skonsternowani wybiorem ubioru Olliego. Czy to było aż tak dziwne, że na tak prostą misję wybrał tak dostojny strój? Trzeba było pamiętać, że poza byciem mieszkańcem miasta Larnwick był on również burdel-tatą. Sam tytuł zabraniał mu się ubierać w proste ubrania, w końcu w takiej pracy to wygląd świadczy o człowieku. Wygląd ponad wygodę, to zawsze powtarzał i taką zasadą się kierował przez życie. Poza tym jego ubrania spełniają obie funkcje, robione na zamówienie ze znakomitej jakości materiałów, zarówno buty jak i ubrania pasowały na mężczyznę jak rękawiczka. Nawet na arenie można walczyć w wysokich obcasach posługując się przy tym tarczą i mieczem jednak pod warunkiem, że owe buty idealnie pasują i są wygodne.
Odwzajemnił on uśmiech nowo poznanej kobiety i skinął głową. Może i jest chamski ale dysponuje on manierami. Nieznajoma była miła tak więc i on był na chwilę obecną uprzejmy, jeszcze nie dała mu powodu do pokazania swojej gorszej strony. Kiedy jednak ta dała mu swojego konia piekielnik uniósł jedną brew do góry wyraźnie dając znak, że coś mu tutaj nie pasuje... Zwykłe siodło? Właśnie dlatego tak rzadko zmawiał się na organizowane wypady, nigdy nie są one organizowane pod względem różnych ludzi... Czy oni twierdzą, że wszyscy będą nosić spodnie? Karygodne!
- Rozumiem, że nie wiedzieliście jak i kto będzie ubrany jednak mogliście się zaopatrzyć w boczne siodło... - chłopak westchnął i przejrzał się sobie strzepując gdzieniegdzie z sukni okazjonalny kurz. Na szczęście miała ona mocne i szerokie rozcięcie z przodu sięgające długością lekko pod krocze... Coś trzeba zostawić dla wyobraźni, nieprawdaż?
- Zgaduję, że mogę się poświęcić, niech stracę. - mówiąc to podszedł do konia i ostrożnie zaczął go głaskać wzdłuż szyi. Było to jedyne stworzenie w tej chwili, które go chyba nie oceniało wiec czemu by się z nim bliżej nie poznać? Widać, że jest trochę płochliwy, tak jak Ollie kiedyś... Ale jeszcze się nauczy, tak jak i on to zrobił. Musiał to zrobić.
Następną osobą, która kwestionowała tutaj jego obecność był wysoki mężczyzna przedstawiający się jako Marcus Takato... Ahh, słynny pan Takato, członek rady miasta i tak szybko oceniał? Cóż, przynajmniej nie będzie to nudna wyprawa, demon nie widział tego wszystkiego jako ataku, a raczej jako okazję na pokazanie im swojej wartości, którą miał i było to wiadome.
- Musi pan wiedzieć panie Takato, iż jestem silnym magiem wody, z dużą specjalnością w lodzie... Ale rozumiem pana zachowanie, nawet najgrubszy i najtwardszy lud dla obcych oczu może wydawać się cienki i kruchy. Na kogoś jeszcze czekamy? - przeszedł on na sam pod koniec do dalszej części rozmowy nie, żeby zmienić temat ale dlatego, że zaczął słyszeć w oddali czyjeś... śpiewy? Czyżby pan Marcus tak nudził się na wyprawach, że musiał zamówić bardke? Szczerze dawał takie wrażenie więc kiedy dłużej o tym myślał wcale nie wydawało się to aż tak niemożliwe. Kiedy jednak posiadaczka danego głosu przyleciała, a Ollie przeleciał ją wzrokiem to nie zauważył przy niej żadnego instrumentu... Coraz dziwniejsze się to towarzystwo się robiło, nawet on to teraz zauważył...
Kobieta... A raczej dziewczyna przedstawiła się bardzo zadowolona nie wiadomo czy to z życia czy z siebie, mimo to odwzajemnił on uśmiech w jej stronę i się przywitał, tego wymagała przecież etykieta.
- Ollie Montrose, właściciel Red Pearl, muszę napomknąć, iż masz dosyć urokliwe nazwisko panienko Fragrantrose - kącik jego ust po prawej stronie jeszcze bardziej się przesunął w bok dając mu ten charakterystyczny uśmieszek. Oczywiście musiał on zwrócić uwagę na podobieństwo ich nazwisk, był to jakiś sposób na przełamanie pierwszych lodów, skoro mieli tyle jechać w końcu mógł już zacząć robić to teraz. Jeszcze długa droga przed nimi...
#9PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Pią Kwi 06, 2018 6:43 pm


avatar
Obywatelka
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 88

Statystyki
Życie:
880/880  (880/880)
Mana:
990/990  (990/990)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Atak, sakiki o tym to już całe miasto od dobrych kilku dni buczało i wszystkie wydarzenia, które rozgrywały się w mieście toczyły się wokół tego tematu lub bezpośrednio z niego wypływały.
-Ej, to ty dostałeś odznaczenie, za walkę z tym sakiki? – spytała, co nie co sobie przypominając sobie co się działo w mieście ostatnimi czasy. Jego słowa o tym, że jest „nie w formie” nie trzeba było powtarzać jej dwa razy. Co było bardzo ważna informacją co do tego, że nagle ten o to wielki, wampir chwycił ją za fraki, zdenerwowany i wyprowadzony z równowagi. Dłoń syreny chwyciła za tą wampira, ściskając ja dość mocno. Skoro był w nie formie, to może coś poczuj. Co nie zmieniało faktu, że dziewczyna nie miała kompletnie zielonego pojęcia czemu ten obecny tutaj przedstawiciel tej rasy, zachowuje się w ten, a nie inny sposób.
- Puść! – warknęła na niego, patrząc złowrogo w jego kierunku, totalnie nie rozumiejąc o co mu chodzi. Wiedza, którą on uważał za zakazaną i objętą jakąś klauzurą tajemnicy i poufności, ona zdobył w sposób prosty i nie wymagający najmniejszego wysiłku, tak jakby to była informacja powszechnego dostępu. Kiedy Marcus się uspokoił, syrenka poprawiła swoje ubranie.
-Wyluzuj.- westchnęła. Po chwili pojawiła się ładnie ubrana persona, a jej pytanie odnośnie tego czemu nie ma specjalnego siodła dla niej, omal nie sprawiło tego, że syrenka padła na ziemię, turlając się ze śmiechu. Reakcja wampira była również bezcenna. Mieliśmy, więc niemal sikając ze śmiechu syrenkę, która próbowała się powstrzymać od tego by nie wybuchnąć śmiechem, załamanego wampira, przebranego faceta oraz całkiem urocza wróżkę, z którą syrenka przywitała się uściskiem dłoni. Całkiem niezła i „wyjątkowa” grupa z nich była czyż nie?


Ostatnio zmieniony przez Kalliope dnia Pią Kwi 06, 2018 10:39 pm, w całości zmieniany 1 raz
#10PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Pią Kwi 06, 2018 8:59 pm


avatar
Obywatelka
Skąd : Ina Ethas
Join date : 18/03/2018
Liczba postów : 19

Statystyki
Życie:
400/400  (400/400)
Mana:
265/265  (265/265)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora Online
Nie rozumiałam zachowania człowieka w kapeluszu, choć kiedy spoglądał w naszą stronę, wydawał się chcieć upewnić czy przypadkiem nie jesteśmy halucynacjami. No cóż, nie przebywałam w mieście, gdzie oni zapewne mieszkali, więc nie odnajdywałam się w tym, kto kim jest i jaki urząd sprawuje. Ostatni uścisk dłoni był przeznaczony dla osoby w sukience. Był lepiej wychowany niż reszta bowiem ani kobieta, ani zszokowany mężczyzna nie przedstawili mi się, przez co nie znałam ich imion. Sama tak samo, jak Olli zauważyłam podobieństwo w naszych nazwiskach.
-Miło mi, iż tak uważasz jednak twojemu także, nie można tego odmówić. Masz piękną suknię, mogę wiedzieć, gdzie ją zdobyłeś?- Spytałam z podekscytowania, machając skrzydełkami, przez co moje stopy oderwały się od podłoża. Kiedy się zorientowałam, co się dzieje, zaraz wylądowałam a na moje policzki, zawitał delikatny różowy kolor wskazujący moje zakłopotanie. Vitae siedzący dotychczas na moim ramieniu obleciał mężczyznę dookoła i usiadł na mojej wyciągniętej, lekko w górę lewej dłoni świergocząc z uznaniem. Kiedy zwrócił uwagę na resztę, lekko nastroszył piórka i zaćwierkał z naganą. Czyżby jemu także nie spodobało się tak nieuprzejme zachowanie pozostałej dwójki? Pewnie tak. Pogładziłam piórka na głowie mojego kompana, chcąc go uspokoić, co podziałało. W nagrodę za takie szybkie opanowanie dałam mu nasionko zaraz jednak całą uwagę poświęcając Panowi Montrose. Było to niegrzeczne, ignorować kogoś z kim rozpoczęło się rozmowę. Nie wiedziałam jednak, czy ten w ogóle chce ją prowadzić. Pewnie za chwilę się dowiem.
#11PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Sob Kwi 07, 2018 12:19 am


avatar
Obywatel
Rada miasta
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/07/2017
Liczba postów : 25

Statystyki
Życie:
500/1280  (500/1280)
Mana:
965/1000  (965/1000)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Trudno nie być skonsternowanym, widząc faceta ubranego w babskie ciuchy robiącego za członka eskorty. Marcus zastanawiał się, co ten facet sobie myślał przychodząc w takim stroju? Dobrze, był burdel tatą, ale trzeba mieć poprzewracane w głowie, aby tak się ubrać w dwudniową podróż. Tym bardziej, że nie było tajemnicą, że w okolicy można było trafić na nie tylko rozbójników, ale również zwierzęta spaczone Ciszą. Skoro Ollie tak chciał ryzykować to Kowboj nie zamierzał mu dupy ratować. On ma bronić, ewentualnie jego, a nie na odwrót.
Mimo, że Marcus, w byciu w takiej sytuacji niezbyt dobrze się czuł, to wiedział, że nie ma wyjścia i będzie musiał polegać na całej trójce, która się tutaj zebrała. Nie bardzo to widział rosły wampir. Nie tego się w sumie spodziewał. Ukrywał w sobie lekki zawód jaki go spotkał. Liczył na kogoś naprawdę odpowiedzialnego, z poważnym podejściem, a tutaj? Z reguły Marcus nie skreślał nikogo od razu, ale w tym wypadku podchodził z ogromną dozą sceptycyzmu. Musiał dostarczyć coś bardzo ważnego, niecierpiącego zwłoki. Zastanawiał się, czy ci, których prosił o napisanie ogłoszenia podkreślili jak ważne jest zadanie, do którego poszukuje ludzi. Zwątpił w to i to mocno.
-...-musiał pozbierać myśli, aby odezwać się do Olliego-Nie w magii czy pięści tkwi siła, lecz w umyśle.-Marcus odwrócił się w stronę zebranych i przystawił palec do lewej skroni-Żyję wystarczająco długo, aby to zrozumieć. Ty jeszcze musisz się jeszcze sporo nauczyć, Ollie.- jego złote oczy lustrowały uważnie Olliego.-Zdarzają się sytuacje, dość często, że magia jest bezużyteczna.-zacisnął lewą dłoń w pięść-Nie możesz polegać tylko i wyłącznie na swojej magii, to cię kiedyś zgubi.- w ogóle do wampira nie pasowało to, że jest taki poważny.
W sumie, to dosłownie powiało chłodem. Kowboj zachowywał się jak typowe Dziecko Nocy, ba nawet zaczął troszkę, nieświadomie przejmować zachowania po Kainie, Ojcu Wampirów.
-Nie.-rzucił krótko Marcus, który właśnie zrozumiał, że zachował się dość nietaktownie.
Nie przywitał się w ogóle z Shamią. Od razu, po skrzydłach dostrzegł, że to wróżka. Pokiwał głową na boki. Ruszył cztery litery. Resztka papierosa została wzięła w dłoń i zgnieciona w niej. Marcus rozsypał to, co zostało z fajka na podłożę. Otrzepał dłonie po czym skierował w jej stron kroki.
-...-na pytanie Kalliope, Marcus zatrzymał się.
Spojrzał na swoje dłonie. Przez jego twarz przeszedł ból zmieszany ze smutkiem. Każde z nich mogło to, bez problemu zobaczyć. Oczywiście, Kowboj starał się zbytnio tego nie pokazywać, ale za bardzo go to, że w taki sposób to wszystko się zaskoczyło. Przeżył tylko dlatego, że był wampirem.
Podniósł wzrok na Kalliope, Olliego i Shamię. Podszedł do wróżki. Zdjął kapelusz i nisko się ukłonił.
-Najmocniej przepraszam za mój nietakt.-ujął jej prawą rękę aby ucałować wierzch dłoni-Marcus Takato, Członek Rady Miasta. Miło mi panienkę poznać.- posłał kobiecie szczery uśmiech.
Jego kapelusz wylądował na swoim miejscu. Patrzył uważnie na wszystkich.
-Skończyliście już?-Marcus wyprostował się-Po pierwsze, nie będzie żadnego bocznego siodła. Po drugie, to żadna wycieczka krajoznawcza tylko poważane zadanie, które śmiało nazwę misją.-z wewnętrznej kieszeni kurtki wyjął zapieczętowany pieczęcią miasta dokument-To, co tu trzymam to raport, który muszę przedłożyć naszemu władcy. Królowi Aglar, Mortonowi Graigowi.-wampir spojrzał na dokument, a potem na całą trójkę-Rozumiecie jakiej wagi jest zadanie, którego się podjęliście?-papiery zawitały na powrót w bezpieczną kieszeń Marcusowej kurtki.-Pytam, bo nie wydaje mi się, żebyście byli świadomi tego, jaka odpowiedzialność na waszej trójce ciąży.-wampir podszedł do jednego z koni, którego maść miała odcień brązu.-Możecie się jeszcze wycofać.-zagrzał tylłk na siodle.
Widać było, ze miał wprawę w jeździe na koniu, gdyż zrobił to ze sporą dozy wprawy. Złapał za lejce, po czym skierował zwierzę w stronę Kalliope, Olliego oraz Shamii.
-Więc jak, jedziecie czy zostajecie?-spojrzał po kolei na każdego wyczekując odpowiedzi.
Jeśli któreś z nich chciało się wycofać teraz mogło to zrobić, bo później odwrotu już nie będzie.
#12PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Sob Kwi 07, 2018 10:39 pm


avatar
Obywatel
Skąd : Nexero
Join date : 05/11/2017
Liczba postów : 39

Statystyki
Życie:
398/400  (398/400)
Mana:
1000/1000  (1000/1000)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora Online
Minęło niemal 425 lat od kiedy Ollie się narodził, a mimo to dalej jest zmuszany do pokazywania niektórym swojej wartości. To prawda, że wygląd i bogactwo są cechami, które miłuje sobie najbardziej jednak pod warstwą zgnilizny jego charakteru i zepsucia emocjonalnego skrywało się coś więcej. Nie był tylko zwykłą kurewką. Był silnym magiem, zwinnym akrobatą, inteligentnym zarządcą, utalentowanym mówcą, ojcem dla wielu zagubionych kobiet i obrońcą praw dla wszystkich, którzy znajdowali się w pudle z naklejką "inni". Niektórym by się to mogło już znudzić jednak on dalej był na swojej misji i musiał udowadniać innym jak wiele skrywa to lodowate serce. Kalliope i Marcusowi musiał jeszcze zaimponować natomiast ta młoda wróżka wydawała się mieć w sobie tyle lejącego się z niej pozytywizmu, że nawet nie zwracała chyba uwagi na jego zachowanie, być może była szczęśliwa, że ktokolwiek się z nią przywitał, widać mało było potrzebne aby wprawić ją w zachwyt. W sumie wyglądała bardzo młodo, trochę przypominała Olliemu jego samego kiedy był w jej wieku... Taka niewinna, taka czysta... Czy to samo czuła dawna opiekunka piekielnika, Sharon? Być może... Ale jest teraz martwa i niech jej ziemia lekką będzie, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem ani rozmyślać co by było gdyby.
Kiedy Shamia zapytała go o jego suknię jeszcze bardziej wpasowała się w jego gusta, widać również lubiła cieszyć swoje oczy tak estetycznymi rzeczami, kto by pomyślał?
- Ah, więc również pasjonuje Cię moda i jej piękno? Była to Filliana Velour z Aglar, doprawdy niesamowicie utalentowana osobistość w świecie mody, jej talent do wybierania materiałów i samego szycia jest niebywały. Szyta na zamówienie, specjalna suknia bitewna, tak ją nazwała Filliana. - była to chyba najdłuższa wypowiedź mężczyzny od chwili kiedy przybył na miejsce spotkania ale cóż poradzić, chyba każdy potrafił się zapomnieć kiedy to opowiadał o rzeczach, których się pasjonuje. Przenosimy się wtedy do całkowicie innego miejsca, tak jakby wszystko dookoła znikało, a nasze wszelkie hamulce znikają. Piękne uczucie jednak kiedyś przerwać trzeba, niegrzecznym by było tak nawijać o tej sukni, nawet on to wiedział więc zakończył opowiadać kiedy uznał to za stosowne. Bez dodatkowego nawijania jednak nie zostawiając wróżki bez żadnych niedopowiedzeń.
Następnie został jednak dodatkowo sprowadzony... albo nawet przybity do ziemi przez niesamowicie poważnego wampira. Cóż, zdecydowanie wolał go takiego niż w postaci jakiej pokazał się parę minut wcześniej, o wiele bardziej podobało się to czarnowłosemu więc nie można powiedzieć, że by marudził. Jak widać członek rady miejskiej Larnwick potrafi pokazać klasę kiedy to potrzebne. Jego doświadczenie wiekowe wybijało się w tym momencie.
- Doceniam pańską troskę jednak musi mi pan pozwolić na dokonywanie moich własnych błędów O ILE takie zaistnieją. Całe życie uczę się przez doświadczenie i uważam, iż jest to najlepsza nauczycielka. Jak pan myśli, dlaczego Red Pearl powstało jako jeden z pierwszych budynków w Larnwick po tragedii z Sakiki...? No właśnie - Ollie rzucił Kowbojowi oczko, oczywiście nie miało ono charakteru flirtownego, a jednak była to symboliczna kropka do końca jego zdania, mowa niewerbalna potrafiła przekazać więcej od słów i oboje o tym wiedzieli.
Kiedy sytuacja zaczęła nabierać innego obrotu spraw przyuważył jak całuje dłoń Shamii, och, aż taki z niego dżentelmen? Któż by pomyślał, jego zachowanie naprawdę dryfowało na wielu poziomach podczas tak krótkiego spotkania. Piekielnik lekko uśmiechnął się sam do siebie i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
A potem, w końcu, Marcus zaczął opowiadać o szczegółach, jak on to nazwał, misji. Kiedy na początku skomentował jeszcze "boczne siodło" zielonookiego ten przewrócił oczami jednak słuchał dalej. Nie był to moment na przerywanie, a też nie było tak dużym powodem do kłótni, jak widać wampir jest po prostu bardzo uszczypliwy. Uśmiech na twarzy Olliego zaczął się pojawiać i coraz bardziej się rozszerzał z kolejnymi słowami wypowiadanymi przez mężczyznę na temat tego zlecenia, tak naprawdę nie mógł się doczekać podróży i chciał zrobić coś nowego, ile można siedzieć w swoim pokoju i zajmować się sprawami papierkowymi? Po zakończeniu przez długowłosego swojego monologu Ollie podszedł do konia wcześniej przypisanego mu przez syrenę i ostrożnie aczkolwiek zdecydowanie wsiadł na niego. Pokiwał głową w stronę mężczyzny dając mu znak, że jest gotowy.
- Jadę - dodał krótko nie mogąc się już doczekać tego co ich czeka
#13PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Nie Kwi 08, 2018 8:17 pm


avatar
Obywatelka
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 88

Statystyki
Życie:
880/880  (880/880)
Mana:
990/990  (990/990)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Syrenka posłuchała, popatrzyła na wszystkich starając się powstrzymać swój napad śmiechu, który był zaiste wynikiem zaistniałej tutaj, teraz, w tym miejscu sytuacji. Uśmiechało się miło do wróżki i przyglądała się odrobinę jej skrzydło, a potem skierowała swój wzrok na jej ptaszka, który wydawał się jej być całkiem przyjemny i radosnym jakby nie patrzeć stworzonkiem. Potem jej wzrok padł na wampira, a jego wyraz twarzy oraz spojrzenie na dłonie były dosyć jednoznaczne i zrozumiałe. Syrenka spojrzała oczywiście na nie, trochę zasmucona. Popatrzyła jak Marcus wita się z resztą zdejmując swój kapelusz całując dłonie tak jak i miało to miejsce, kiedy witał się z nią. Potem wszyscy sobie pogadali i padło pytanie o to czy wszyscy jadą. Syrence, nie trzeba było dwa razy powtarzać. Rahu, ciachu syrenka sprytnie przytwierdziła swój ekwipunek do siodła, do konia. Jednym sprawnym ruchem, po którym można było poznać, że nie pierwszy raz dane jej jest siedzieć w siodle, jeździć czy też podchodzić do tych zwierząt, wsiadła na konia i spojrzała na resztę. Poczekała chwilę na decyzję wróżki, a jeśli ta się zdecydowała wyruszyć razem z nimi, pomogła jej siąść na koniu. Jeśli nie było żadnych przeciwskazań, przypomniała Marcowi sprawę oświetlenia, a później wraz z resztą ekipy w dobrym humorze ruszyła by dostarczyć wiadomość, nucąc pod nosem wesołą melodię.
#14PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Wto Kwi 10, 2018 7:15 pm


avatar
Obywatelka
Skąd : Ina Ethas
Join date : 18/03/2018
Liczba postów : 19

Statystyki
Życie:
400/400  (400/400)
Mana:
265/265  (265/265)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora Online
Kiedy to kowboj podszedł do mnie witając jak należy uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie. A więc jednak potrafił się zachować.
-Och nie ma o czym mówić. Shamia Fragrantrose, medyczka mi również miło pana poznać- Powiedziałam lekkim tonem głosu uśmiechając się do niego przyjaźnie lekko machając skrzydełkami. Słysząc co ten dalej mówi lekko kiwnęłam głową niepewnie patrząc na konie. Kiedy to dostałam odpowiedź na swoje pytanie oczy mi się zaświeciły. Och jakże bym chciała się kiedyś do niej wybrać. Byłoby to naprawdę wspaniałe doświadczenie nie ma co! Potem wzbiłam się w powietrze i po prostu usiadłam wygodnie w siodle chwytając za lejce i uśmiechając się figlarnie do kobiety. Torbę przytwierdziłam do siodła i zamachałam nimi lekko z podekscytowania. Miałam nadzieję że koń będzie współpracował gdyż jeszcze nigdy na tym zwierzęciu nie jeździłam. Wróbelek wylądował na przodzie siodła.
-Jadę..- Powiedziałam dość niepewnie choć nadal z lekkim uśmiechem na ustach.
#15PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Nie Kwi 15, 2018 3:52 pm


avatar
Administracja
Administrator
Join date : 24/04/2017
Liczba postów : 136
Zobacz profil autora Online
Zatem wszystkim udało się dotrzeć na miejsce bez większych problemów.
Każdy, na swój sposób przygotował się do wyprawy, która była albo zwykłą podróżą w nieznane z Marcusem lub czymś, co pozwoli im zwiększyć swoją sławę i podbudować ego.
Po burzliwej dyskusji, Kowboj przedstawił wszystkim cel ich podróży, a raczej misji. Trójka eskortujących go istot przekonała się, jak ważną depeszę muszą dostarczyć i to do samego króla! Nie każdego, szarego obywatela dotyka zaszczyt tak ważnego zadania oraz możliwość osobistego spotkania z władcą Aglar. Dlatego tym bardziej, każde z nich musiało wbić sobie do główki, że będą musieli pokazać nie tylko klasę, ale i wykazać się nie lada odwagą. Kto wie, może władca, za należyte wykonanie zadania czymś ich wynagrodzi?
Marcus, upewniwszy się, że wszyscy są zgodni i nie zamierzają rezygnować skierował swojego konia na właściwą ścieżkę. Nadal w głowie, zastanawiał się jak wybrnąć z sytuacji, w którą nieco wpakował się na własne życzenie. Bez mapy nie był już taki pewny siebie, czy zdołają dotrzeć tam w dwa dni i czy nie zbłądzą po drodze.
Nim całkiem opuścili okolice Larnwick, zajechali do pobliskiej wioski Setlement Silent Wind, aby zakupić lampy niezbędne do oświetlenia drogi. Każdy dostał takową. Przypominały one lampy naftowe ze Starego Świata. Działały jednak inaczej. Ich źródłem energii były bowiem małe zaklęte alchemiczne kryształy, które za dnia należało ładować w świetle dnia, aby wieczorem lśniły pełnym blaskiem. Metalowe ozdoby miały brudny, złoty kolor. Nadawało to przedmiotom nietuzinkowego wyglądu, ale dzięki temu miały w sobie niepowtarzany urok.
Skoro wszystko było już gotowe pozostało jechać w drogę, jednak para ciekawskich oczu bardzo uważnie lustrowała każdy krok jadącej grupy. Nie mogli jednak tego wiedzieć, gdyż ślepia te były na tyle daleko, że nie dało się ich dostrzec. Nawet Marcus, który był wampirem, przez swój zły stan zdrowia nie był w stanie zorientować się, że są obserwowani. I tak nieświadomi podróżnicy, wyruszyli w podróż...

Pierwsza Noc


W prawdzie noc była jeszcze młoda, ale gwiazd na niebie przybywało. Złota tarcza Księżyca lśniła delikatnym blaskiem. Cały nieboskłon przypominał kopułę, która otulała okolicę.  Pola uprawne wydawały delikatny szelest za każdym razem, gdy podmuch wiatru tańczył między źdźbłami pszenicy oraz kukurydzy. Koniki polne wtórowały tym dźwiękom, jakby chciały przypomnieć, że pełnią w tym koncercie pierwsze skrzypce.
Z pobliskiego zbiornika wodnego, do uszu podróżników docierało rechotanie żab, które zdecydowały się zakłócać spokojny muzyczny występ. Stworzenia nie przejmowały się tym, że końskie kopyta zakłócały im burzliwą dyskusję. Nawet, jeśli dziwne istoty przechodziły obok zbiornika, milkły na chwilę, aby przeskoczyć na bardziej odległe od szosy miejsce. Dlatego, podróżnicy mogli posłyszeć odgłosy poruszanej wody przez skaczące do niej żaby.
W ich ślepiach odbijały się sylwetki wędrowców, którzy nie spieszyli się.
Podróżnicy wędrowali tak trzy godziny. Larnwick i jego okolice już dawno były za nimi. Wszędzie dookoła roztaczały się pola uprawne oraz połacie zielonej trawy. Czasami tylko jakieś samotne drzewa czy krzewy rosły nieopodal drogi.
Marcus wiedział, że niektórzy mogą nie być przyzwyczajeni do takiego nocnego trybu, więc jak tylko znaleźli odpowiednie miejsce na mały obóz, zatrzymali się. Niewielka polana, otoczona kilkoma drzewami kasztanowca, na którym swój dom miała sowa. Zwierzę uważnie obserwowało swymi złotymi oczyma jak grupa zatrzymuje konie i przywiązuje je do drzewa. Przekrzywiła łeb w bok, żeby lepiej się przyjrzeć poczynaniom, jakie te dwunogie istoty poczyniły.
Marcus przygotował ognisko oraz pomógł rozłożyć śpiwory, a potem zaczął szykować jedzenie. On nie musiał jeść, ale pozostali już tak. |
Strzelające na ogniu palone gałęzie przyciągały uwagę pobliskiej, nie śpiącej o tej porze istotom zamieszkującym okolice.
Zdawać by się mogło, że strach przeważy nad ciekawością. Jednak  nie zadziało to w stronę małych zwierzątek, które posiadały sporej wielkości róg na środku łebka. Ich wielkie granatowe oczy lustrowały uważnie siedzących przy ognisku. Mruagły szybko powiekami, gdyż nie były przyzwyczajone do blasku tańczących płomieni ognia. Ich białe futerka lśniły od złotawo-czerwonej łuny.  Strzygł uszami za każdym razem, gdy któryś z podróżników się odezwał.
Chcąc podejść bliżej, zaczęły kopać płytkie tunele swoimi ostrymi, a zarazem małymi pazurkami. Szybko, około dziesięciu z nich wychyliło się do pasa z otworów blisko grupki dziwnych istot. Wpatrywały się uważnie, a tym bardziej skuszone zapachem smażonego na ognisku suszonego mięsa, wyskoczyły z norek. Podeszły na tyle blisko, że można je było bez problemu zobaczyć. Nie były wcale duże, miały bowiem niecałe dwadzieścia centymetrów, a przez ich wielki róg wyglądały dość zabawnie.
Ollie jednak nie mógł ich zobaczyć, gdyż padł jako pierwszy. Dlatego, dwa z nich podreptały na śpiącego piekelnika i zrobiło sobie z niego mięciutką podusię do spania. Kolejne dwa podreptały do Kalliope. Usiadły na przeciwko niej i wpatrywały się w nią z wielką uwagą. Do Shamii zaś, podeszły trzy stworki. Zbliżyły się do niej na tyle, aby mogła dostrzec swoje odbicie w ich oczkach. Pozostała reszta, bez jakichkolwiek obaw władowała się na kolana rosłego wampira, zwinęła w kłębek i poszła spać. Widok taki był naprawdę urokliwy, tym bardziej, że przecież Marcus był krwiożerczą bestią w środku, a te stworzonka od tak władowały mu się na kolana i jeszcze poszły spać.


OOC:
 
#16PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Pią Kwi 20, 2018 1:22 am


avatar
Obywatelka
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 88

Statystyki
Życie:
880/880  (880/880)
Mana:
990/990  (990/990)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
No i wszyscy w jednym zwartym szyku ruszyli na grzbietach swoich wierzchowców. Jeszcze tylko wizyta w pobliskiej wsi, po lampy, dzięki którym ciemna droga nie była taka niebezpieczna. Podróż mijał całkiem bezpiecznie i miło. Nad głowami podróżnych świeciło tej nocy roziskrzone od milionów gwiazd niebo. Do ich uszu dobiegał szelest liści, źdźbeł traw poruszanych przez nocny wiatr, wypełniający pustkę pomiędzy kolejnymi skrzeknięciami żab i uderzeniami końskich kopyt.  Trzy godziny podróży dla syrenki minęły szybko niczym strzelenie z bicza. Dziewczyna przyzwyczajona do jeżdżenia w siodle nie odczuwała zmęczenia czy tez bólu tyłka, związanego z siedzeniem na wierzchowcu.  Reszta mogła być tym wszystkim jednka zmęczona, a lepiej by kolejnego dnia byli wypoczęci i gotowi do dalszej części drogi, a i jej dobra porcja snu się przyda. Polana, była więc dobrym miejscem by rozłożyć obozowisko. Przywiązanie koni, zadbanie o nie, rozłożenie śpiworów, przygotowanie jedzenia, syrena pomogła w tym wszystkim. Przysiadła przy ognisku, patrząc na mięso, które powoli się piekło na ogniu.
-Ile jutro mamy drogi do pokonania?- spytała spoglądając na wampira.  Na razie było całkiem spokojnie ale gdyby tak miało być przez całą drogę, to wampir by ich wszystkich nie zabrał, prawda?
Syrenka, więc spoglądała na skaczący płomyki w ognisku, kiedy przed nią pojawiły się dwa dziwne, małe stworki, których jeszcze nigdy w życiu nie miała okazji widzieć na oczy. W dodatku patrzyły na nią tymi swoimi wielkimi patrzałkami. Kalliope rozejrzała się po reszcie ludzi i obok każdego z nich znajdowały się te zwierzątka. Uśmiechnęła, więc się do tych tuż przed nią.
- Zapomnijcie, jedzeniem się nie dzielę. – stwierdziła, mówiąc do zwierzaków. Zaraz tez ziewnęła i podeszła do Marcusa, przysiadając się obok niego.
- Skoro jesteś nie w formie, to chyba też się skusisz na mięso. - wzięła kawałek mięsa kiedy, to było gotowe i mu wręczyła. - Stoisz dzisiaj na warcie w nocy?- spytała go , wracając na swoje wcześniejsze miejsce.
#17PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Pią Kwi 20, 2018 7:29 pm


avatar
Obywatel
Skąd : Nexero
Join date : 05/11/2017
Liczba postów : 39

Statystyki
Życie:
398/400  (398/400)
Mana:
1000/1000  (1000/1000)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora Online
Kiedy w końcu wyruszyli Olliemu towarzyszył cały wachlarz uczuć. Był trochę podekscytowany, nerwowy i jednocześnie zmartwiony. Podekscytowanie brało się z nowej przygody, szczerze już nie pamiętał kiedy ostatnio na jakąś podróż wyruszył. Było to właśnie połączone z nerwowością, nie wiedział co na niego czyhało w tak długiej podróży. Rozumiał, że trzeba coś zanieść jednak... Potrzebna jest do tego aż taka grupa ludzi? Przenosili jedynie papier, a nie jakąś niesamowicie ważną osobistość typu królowa czy król. A zmartwienie? Zwyczajnie rozmyślał o tym jak jego przybytkiem zajmują się dziewczyny... Były one dla niego jak dzieci, mimo, że niektóre były nawet starsze od niego. One również widziały w nim tę postać rodzicielską, nie ma w takim razie nic dziwnego w tym, że był on niespokojny myśląc jak mają się sprawy w Red Pearl. Trzeba teraz jednak zająć swoje myśli misją, praca jest najlepszym lekarstwem na nadmierne myślenie. Kiedy kupili w końcu lampy oczy piekielnika mogły odpocząć, próbując wytężyć wzrok w tym półmroku mając jedynie światło księżyca nad głową doprowadzało go już do lekkiego bólu. W porównaniu do Marcusa, czarnowłosy nie widział w nocy z taką dokładnością jak on. Kiedy w końcu zajechali na miejsce pierwszego odpoczynku był już tak zmęczony jazdą konną i braku lamp z początku, że kiedy wszystko już było rozłożone szybko zjadł trochę mięsa i poszedł spać. Sen był tak twardy, że nie budziło go nawet dreptanie małych istotek, dosłownie na jego ciele.
#18PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Nie Kwi 22, 2018 3:43 pm


avatar
Obywatelka
Skąd : Ina Ethas
Join date : 18/03/2018
Liczba postów : 19

Statystyki
Życie:
400/400  (400/400)
Mana:
265/265  (265/265)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora Online
Kiedy zatrzymaliśmy się na noc z radością sfrunęłam z siodła i pofrunęłam odrobinę w górę by spojrzeć w nocny nieboskłon. Oh jakże to był piękny widok! Gwiazdy i księżyc wspaniale prezentowały się na nocnym nieboskłonie. W końcu jednak sfrunęłam na ziemię pomagając w rozłożeniu obozu. Nie chciałam przecież być uznana za nieprzydatną! Usiadłam na moim śpiworze gładząc delikatnie swoje skrzydła. Kiedy do mnie i moich towarzyszy podeszły jakieś małe stworzonka wystawiłam powoli dłoń w stronę tych trzech które mnie obserwowały. Nie robiłam żadnych gwałtownych ruchów no może oprócz zatrzepotania skrzydełkami. Posłałam zwierzaczkom uspokajający uśmiech i pokazałam dłoniom żeby podeszły. Cała moja postawa wyrażała tyle iż nie mam zamiaru zrobić tym stworzonkom krzywdy. Nie byłam jednak pewna czego one chcą. Jedzenia? Towarzystwa? Po tym jak wdrapały się kowbojowi na kolana i zasnęły strzelałabym że właśnie towarzystwa. Ja naprawdę ochoczo im potowarzyszę. Mój wróbli kompan wylądował na ziemi przede mną i zaświergotał przyjaźnie do uroczych stworzonek. Najwidoczniej i on chciał się przywitać.
#19PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Sob Kwi 28, 2018 10:51 pm


avatar
Obywatel
Rada miasta
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/07/2017
Liczba postów : 25

Statystyki
Życie:
500/1280  (500/1280)
Mana:
965/1000  (965/1000)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Marcus uwielbiał noc. Nie tylko dlatego, że był wampirem. Po prostu o takiej porze panował spokój oraz cisza, którą on wręcz kochał.
Jechali spokojnie, więc Kowboj mógł sobie po drodze odpoczywać i regenerować się powoli. Wiedział jednak, ze zajmie mu to jeszcze trochę. Dobrze, że mimo wszystko nie był w tej podróży sam. Na samą myśl o towarzyszących mu istotach uśmiechnął się po drodze. Może i większości bywał samotnikiem, z ważnych powodów, ale też czasami potrzebował towarzystwa. Zwierzęta nie zastąpią rozumnych istot, z którymi można nawiązać dialog na różne tematy.Te bardziej poważne, jak i te mniej.
Wampir był świadom, że na pewno jego obstawę będą nawiedzać myśli, dlaczego jest mu potrzebna. Przecież wydawało się wszystkim, że to tylko zwykły dokument. Otóż nie. To był bardzo ważny papier. Poza raportem z ataku sakiki na ratusz, było tam zapisane coś jeszcze. Coś o czym inni nie mieli prawa się dowiedzieć. Dlatego to zadanie, które wykonywali było, aż tak ważne. Marcus wiedział, że póki co nie może im ujawnić tej tajemnicy, chyba, że król zadecyduje inaczej. To było dopiero trudne zadanie dla Dziecka Nocy. Ukrywać pewne rzeczy, które mogły dość łatwo ujrzeć światło dzienne. Wystarczyło tylko, że ktoś zdobędzie dokument ukryty w kieszeni jego kurtki.
Jak tylko znaleźli się w miejscu, które nadawało się na obóz, zatrzymali się. Kowboj przygotował obozowisko, aby jego mała obstawa mogła odpocząć. Te okolice, jeszcze znał, więc fakt, że zapomniał o mapie jeszcze można było ukryć. Jednak, również nie na długo.
Siedział przy ognisku, mimo, że nic nie czuł. Był zimny jak lód, a jego ciało było martwe, tak jak powinno być od kiedy stał się Dzieckiem Nocy.
W jego oczach tańczyły płomienie ognia, a jego twarz oświetlał jego smutny wyraz twarzy.
-Wszystko będzie zależne od tego, jak będzie wyglądała sytuacja po drodze.- Kowboj spojrzał na swoje dłonie.-Wiem, że na pewno mogą być problemy z przedostaniem się w jedno miejsce, ale...zawiesił się na chwilę-...ale chyba o tym wspominałem przed wyjazdem, czy nie?-spojrzał na rozmówczynię-Jak widzisz, nie umiem się skupić na niczym.-rozmasował skronie.-Hahaha!-zaśmiał się, kiedy Kalliope podsunęła mu mięso pod, praktycznie sam nos.-Widać, że mało wiesz o wampirach.-pokiwał głową-Mogę się żywić tylko krwią, Kalliope.-wyjaśnił krótko.-Zaraz tam stał. Raczej będę czuwać nad wami.-westchnął tylko-Ja nie potrzebuję snu, ale wy to co innego.-spojrzał na syrenę, potem Shamię, a na końcu na śpiącego Olliego.-Zobacz tylko na niego, jak szybko zapadł w sen. Nie jesteście przyzwyczajeni do nocnych wędrówek. Jeśli jednak chcecie podróżować w dzień, będę musiał obmyślić jakiś awaryjny plan. Ja nie mogę się wystawić na światło dzienne, bo będę miał poważne kłopoty.-dodał rozglądając się na boki.
Widział zwierzęta, które się im przyglądały z ciemności. Jeśli, któreś z nich było agresywne, gotowy był zaatakować i bronić pozostałych mimo, że z jego siłami było niezbyt dobrze.
Szybko przeniósł wzrok niżej, kiedy dostrzegł małe, ciekawskie stworzenia, które to z zainteresowaniem i bez jakiejkolwiek obawy podeszły blisko. Ba jemu to nawet władowały się na kolana.
-Witajcie. Jak ja dawno was nie widziałem.-pogłaskał każde z nich po kolei-Widzę, że nadal ciekawość bierze górę nad strachem?-mówił dalej, ale w końcu zamilkł.
Spojrzał na Kalliopę oraz Shamię.-Och, to Miwachi. Niedawno zostały odkryte. Jakiś czas temu pojawiły się w tych okolicach, a czasami zapuszczają się do Setlement Wind. Wiadome jest, jak widzicie, że są bardzo ciekawskie i praktycznie się nie boją.- Marcus głaskał tego, który jako pierwszy władował się na jego kolana, a teraz leżał zwinięty w kłębuszek.-Uwielbiają słodkie owoce i suszone jedzenie.-Marcus uśmiechnął się nie przestając rozpieszczać stworzonka wylegującego się, w jak uznał wygodnym i bezpiecznym miejscu.
Nic już więcej wampir nie powiedział. Skupił się na swoich małych towarzyszach, którzy to ucinali sobie drzemkę na jego kolanach.
#20PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Sob Maj 05, 2018 9:06 pm


avatar
Obywatelka
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 88

Statystyki
Życie:
880/880  (880/880)
Mana:
990/990  (990/990)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
-Tak niezbyt. Więc gdybyś mogło nieco bardziej nakreślić sprawę, to by znacznie łatwiej. No chyba, że byłeś tak pijany, że nie pamiętasz niczego.- stwierdziła podchodząc po chwili do wampira z jedzenie. Ten nie chciał go, więc zabrała go od niego i sama poczęła go jeść i nawet podzieliła się ze swoimi zwierzakami mięskiem co by i one nie były głodne. Skoro wampir wolał krew, to więcej jedzonka zostało do podziału miedzy nich, od taki całkiem fajny plus tej całej sytuacji.
- Wiem, że wampiry piją jeszcze krew ale myślałam, że jesteś w nie formie. –stwierdziła siedząc jeszcze przy ognisku i zajadając się miechem, a po chwili dotarło do niej o co dokładnie chodziło wampirowi. No cóż syrenka troszkę rypnęła się w swoich domysłach, mówi się trudno.
- A nie możesz wiesz czego zrobić?- zapytała kończąc jeść, powoli szykując się do spania. Syrenka powoli zakopała się w śpiworze, trzymając blisko siebie swoją torbę, w której znajdowała się dwójka jej towarzyszy podróży. Wolała na razie ich nie pokazywać, bo skoro wampir w taki sposób zareagował na samo wspomnienie odnośnie eliskiro, to diabli wiedzą co zrobi na widok małego smoka. Tak, więc wszystkie jej zwierzaki, z torby powoli mogły przemieścić się pod ciepły śpiwór by mieć nieco wygodniej. Syrenka przygarnęła również miejscowe zwierzaczki jeśli te tylko chciały spać razem z nią, pokazała im tez by były cicho i nie hałasowały, a jeśli takowe były, to delikatnie wszystkie zwierzaczki miziała, do momentu, w którym zapadła w sen.
#21PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Wto Maj 08, 2018 3:20 pm


avatar
Obywatelka
Skąd : Ina Ethas
Join date : 18/03/2018
Liczba postów : 19

Statystyki
Życie:
400/400  (400/400)
Mana:
265/265  (265/265)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora Online
Pogłaskałam jedno zwierzątko po główce i wsłuchiwałam się w otoczenie. Przez przypadek usłyszałam jak kowboj mówił iż jest wampirem. Na początku spięłam się nie bardzo wiedząc co robić. Wpajano mi od początku mojego istnienia by unikać tych stworzeń. Po spojrzeniu na zleceniodawce jednak uśmiechnęłam się. Wydawał się miły i ogólnie całkiem sympatyczny więc po co martwić się na zapas? Wyjęłam odrobinę ziarn i położyłam je na ziemi by Vitae mógł spokojnie zjeść swoją kolację. Ja sama wyjęłam kawałek suchego mięsa na który spojrzałam z wyraźną niechęcią. Podzieliłam się tym z stworzonkami jednak połowę schowałam do torby. Może kiedyś zgłodnieją i będę mogła w tym pomóc. Na razie jednak wyjęłam z torby jeden z pięknie zdobionych sztyletów który przytwierdziłam do swojego pasa by zaraz ruszyć przed siebie rozglądając się uważnie za jakimiś jadalnymi owocami. Zioła i inne trujące rośliny w sumie też miałam zamiar zebrać. W końcu i to mogło się kiedyś przydać. W czasie szukania nuciłam sobie cicho.
#22PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Pon Maj 21, 2018 4:32 pm


avatar
Obywatel
Rada miasta
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/07/2017
Liczba postów : 25

Statystyki
Życie:
500/1280  (500/1280)
Mana:
965/1000  (965/1000)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Jakby wypił eliksir, to skorzystałby z propozycji Kalliope. W aktualnym stanie, po prostu musiał odmówić. Jedzenie w żaden sposób nie pomogłoby mu.
Jednak gest syrenki sprawił, że w martwym wampirzym sercu zagościło nieco ciepła. Dlatego też, na twarzy Marcusa zagościła pogoda ducha. Uśmiechnął się nieznacznie do syreny. Nie był to udawany uśmiech, co Kalliope mogła szybko dostrzec.
Na jej pytanie zaczął się śmiać. Basowy dźwięk wydobywający się z krtani wampira dotarł do uszu nie tylko jego rozmówczyni, ale i Shamii.
-Twoja niewiedza sprawa, że jesteś taka urocza i niewinna.- wampir przeniósł złote spojrzenie w stronę Kalliope, w których zaczęła się odbijać.-Moje ciało jest martwe, Kalliope.-spojrzał na swoje dłonie-Nie wiem, jak to wszystko działa, mimo, że jestem na tym świecie już trzy tysiące lat.-poruszał palcami u dłoni-Czy to magia sprawia, że nadal w jakiś sposób żyję czy to może jakiś proces biologiczny, o którym nie mamy zielonego pojęcia? Po prostu już tak z nami jest. Tkwimy w czymś pomiędzy życiem a śmiercią.-Marcus przełożył śpiące zwierzątka do swojego kapelusza.
Robił to bardzo ostrożnie, aby nie zrobić im krzywdy.
Jak już to zrobił, wstał po czym podszedł do Kalliope. Kucnął przy niej, a następnie pogłaskał po głowie. Bez słowa wstał z klęczek i rozejrzał się. Patrzył na Shamię.
-Też powinnaś iść już spać.-jego złote oczy lustrowały uważnie wróżkę, która czegoś szukała.
Wampir przeczesał włosy, a następnie udał się na jedną ze skał. Miał z niej dobry widok na pozostałą trójkę, a także na okolicę.
Zagrzał miejsca w taki sposób, że prawą nogę miał zgiętą w kolanie, a druga zaś była wyprostowana. Uniósł głowę ku górze. Zaczął obserwować gwiazdy.
Nie było tego widać, ale w środku, Kowboj zaczął się zastanawiać nad wszystkim, co związane z wampiryzmem. Nie rozumiał, do tej pory dlaczego to właśnie on został Dzieckiem Nocy. Czemu jemu przypadło takie, a nie inne zadanie.
Nie dość, że ciągle czuł, że powinien o czymś pamiętać, to jeszcze nie mógł wrócić tam, skąd naprawdę pochodził. Wszystkim się wydawało, że on sobie doskonale daje radę, ale było wręcz przeciwnie. Nadal miał problem z dostosowaniem się do nowych realiów. On tylko to świetnie ukrywał. Grał przed wszystkimi, żeby nie pokazać, że jako Dziecię Nocy jest słaby. Poza tym, został wybrany na Członka Rady Miasta to tym bardziej musiał zachowywać twarz praktycznie cały czas.
Uderzył z całej siły w kawałek skały. Ten odpadł i rozpadł się na mniejsze elementy, jak tylko dotknął ziemi.
-Shhhs...-Kowboj mruknął patrząc na swoje dzieło, a potem ukradkiem na obozowisko.
Miał nadzieję, że żadne z nich się nie obudziło, a Shamia dalej zajęta była zbieraniem czegoś. Nie chciał, aby widzieli go w takim stanie, a potem będzie się musiał tłumaczyć. Nie, tak nie mogło być. Dlatego zastanawiał się, co powinien teraz zrobić. On przecież nie będzie mógł podróżować za dnia. Pozwoli im przespać się jeszcze kilka godzin, po czym ruszą dalej.
Jeśli go pamięć nie myliła, to powinna być niedaleko wioska, w której mogliby się zatrzymać na cały dzień. Kowboj mógłby przespać całe dwanaście godzin, ewentualnie posiedzieć w pomieszczeniu i dotrwać do wieczora.
Spojrzał jeszcze raz na obozowiczów, po czym wrócił do oglądania nocnego nieba.
#23PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Pon Maj 21, 2018 9:06 pm


avatar
Obywatelka
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 88

Statystyki
Życie:
880/880  (880/880)
Mana:
990/990  (990/990)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Nie spodziewała się, że zostnie pogłaskana niczym małe dziecko po glowie i to prosto od samego wampirka. To było coś miłego ale za razem zaskakującego. Jeszcze, to stwierdzenie, że jest słodka? Czy ona  była jedzenie? Czy może ją zahipnotyzował i wypił z niej odrobinę syreniej krwi i ta o to posoka zasmakowała mu i była słodka?  Diabli wiedzieli, chociaż jakby nie patrzeć sama syrenka ostatnio oś miała wzięcie u tych wampirów i poczęli się oni niezwykle nią interesować ora kleić. Tak czy siak Kalliope powiedziałam wszystkim dobranoc i nie przejmując się zbytnio niczym zasnęła w towarzystwie zwierzaków, przygotowana na to gdyby jednak ktoś postanowił zrobić im niespodziankę. A śniły jej się sam miłe rzeczy. Podwodne podróże pośród morskiej piany oraz poznawanie przepięknych trytonów i nie tylko. Takie sny to się dopiero ceni i rozumie. Niestety w nocy wampirek rozrabiał i hałas, który wywołał. Spojrzała na niego i pokręciła głową, a i jej smok wystawił łep by sprawdzić co się dzieje i po chwili się schował. Kalliope zas pokazała wampirowi by się postukał w ten durny łepe i poszła dalej spać.
#24PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Pon Cze 04, 2018 11:38 pm


avatar
Administracja
Administrator
Join date : 24/04/2017
Liczba postów : 136
Zobacz profil autora Online
Noc zdawała się być naprawdę spokojna i idealna na takie rozmowy, jak ta, która wywiązała się między Kowbojem a Kalliope. Dlatego tak dobrze, jednemu i drugiemu prowadziło się dyskusję.
I mogłoby tak pozostać, gdyby nie mały wybryk Marcusa, którym uraczył okolicę chwilę po tym, jak ciekawa dysputa została zakończona.
Na nieszczęście, Shamia była pierwszą, która się przekonała cóż takiego zbroił nieświadom jeszcze Marcus.
Otóż, kiedy wróżka spokojnie zbierała sobie roślinki, mogła dostrzec, że nagle ziemia w okolicy była lekko wypalona. Trawa oraz pomniejsze krzaki zostały czymś przypalone i przygotowane na coś w rodzaju legowiska. Im dalej oddalał się od obozowiska, tym dokładniejsze były owe ślady. Te, jak Shamia dobrze się przyjrzała, mogła dostrzec iż układają się na kształt koła, dość sporego. Do tego zapach, jaki docierał do jej nozdrzy dawał jasno do zrozumienia, że jest to coś świeżego. Możliwe, że wypalenie pwostało niecałą godzinę temu. W każdym razie, na pewno tuż przed ich przybyciem.
Shamia, jak tak dalej zbierała i poszukiwała zieleninki, znalazła coś co ładnie połyskiwało. Miało perłową barwę, a do tego  kształtem przypominało łzę o ostro zakończonym końcu i było prawie tak duże jak jej dłoń. Jeśli, skrzydlata rozejrzała się jeszcze raz i bardziej dokładnie, zrozumiała, że znalazła się w miejscu,w którym takich slicznych łezek było bardzo dużo.
Bardzo szybko, dowiedziała, jak i wszyscy co takiego mieli pod nosem, w momencie kiedy Marcus zdecydował się rozbić z całej siły skałę, na której siedział.
Niewielki cień poruszył się niedaleko miejsca, w którym stała Shamia. Do uszu Shami oraz Marcusa dotarło szeleszczenie.
-Graaauhaaaa! Graaauha!-piskliwy głos rozszedł się po okolicy.
Przypominał odgłos płaczu dziecka zbudzonego ze snu.
Wrzask ten obudził śpiacego Olliego oraz Kalliope, która to chwilę temu zasnęła. Oboje zostali brutalnie wyrwani z wyrwani ze świata marzeń. Towarzyszące obozowiczom Miwachi, również zerwały się na równe lapki i w trybie błyskawicy zanurkowały pdo ziemię. I tyle je było widać.
Jak już się wszyscy zdążyli zorientować, Marcus swoim wybrykiem obudził małe smoczątko, które to spało smacznie w przygotowanym przez matkę gnieździe. Gadzina nie przestawała płakać, więc uszy obozowiczów zaczynały bardzo mocno dawać się we znaki.
Wszyscy wiedzieli, że jeśli nie uspokoją smoczątka, to szansa na to, że jego matka się pojawi wzrastała coraz bardziej.
Shamia już wiedziała, że smoczę dziecię miało jakieś dziesięć metrów i szybko wywnioskowała, że skoro ono jest dość duże to znaczyło tylko jedno...matka musiała być ogromna...
Zatem, Shamia, Kalliope oraz Ollie mogli mieć pretensje do Marcusa, że przez swoją chęć wyładowania złości rozbudził małe, słodko śpiące smoczątko tuż pod ich nosem.

OOC:
 
#25PisanieRe: Wypad z Kowbojem   Sro Cze 06, 2018 7:08 pm


avatar
Obywatel
Skąd : Nexero
Join date : 05/11/2017
Liczba postów : 39

Statystyki
Życie:
398/400  (398/400)
Mana:
1000/1000  (1000/1000)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora Online
Sen to było to co Ollie sobie cenił najbardziej, zapewne wszyscy już słyszeli o śnie dla piękna. Ten mężczyzna bardzo trzymał się tej żelaznej wręcz dla niego zasady, uważał, że piękno w każdym człowieku jest podparte trzema filarami: dużą ilością snu, dużą ilością wody oraz dużą ilością pieniędzy... To wszystko jednak było tylko powierzchowne, zwłaszcza to ostatnie, dlaczego niby bogacz ma być piękniejszy od żebraka...? A to dlatego, że biedaka nie stać na drogie szaty, fryzjera, luksusowe kosmetyki, perfumy i tym podobne... A nie jest tajemnicą, że dla niego to właśnie te rzeczy były najważniejsze.
Koniec końców został jednak wyrwany z objęć Morfeusza przez przeraźliwy hałas, coś jak dziecko, ale to dziecko było przepuszczone jeszcze przez pięć megafonów i chyba było na sterydach.... Czy oni do cholery obudzili smoka?, pomyślał sobie Ollie i ostrożnie wstał z ziemi otrzepując się "na wszelki wypadek" z brudu i powoli zaczął wracać do trzeźwości umysłu. Niedaleko ze strony ogromnego hałasu zauważył Shamie stojącą bardzo blisko jakiegoś stworzenia. Jego oczy jednak jeszcze się nie przyzwyczaiły do wytężania wzroku więc postanowił podejść do nich bliżej. Na odchodne spojrzał się jeszcze do tyłu chwilę spoglądając na również dopiero zbudzoną Kalliope oraz Marcusa, jeszcze nie wiedział kto zawinił ale osobiście się rozprawi z tą osobą.
Będąc wystarczająco blisko, jakieś 5 metrów od Shamii w ciemnościach zauważył już istotę odpowiedzialną za hałas, był to smok, nie był jeszcze dorosły jednak zdecydowanie był większy od jego smoka miniaturki. Jednak ten wrzask... Paskudny... Przez moment na myśl przyszło mu zabicie tego stworzenia i zjedzenia go jednak... co jeśli gdzieś w pobliżu jest jego rodzic? Albo nawet dwóch? Cholera, nie mogli sobie pozwolić na taką bezmyślność... Podszedł ostrożnie do Shamii.
- Musimy go jakoś.... Nie wierzę, że to kurwa mówię... Musimy ROZBAWIĆ tego smoka, nie możemy pozwolić na większe zwrócenie na siebie uwagi jego krewnych lub czegokolwiek co tutaj może się chować... Mam pomysł, możesz mi pomóc albo obserwuj smoka i jego reakcję. Ufam Ci Shamia. - powiedział to z jego typowym zimnem w głosie i stanowczo jednak on naprawdę jej ufał, jak już wcześniej było wspomniane, Ollie w Shamii widział dawnego siebie i chyba to go do niej przekonuje.
Ale do dzieł, trzeba w końcu coś z tym zrobić. Ollie użył zaklęcia, chyba najbardziej widowiskowego i kolorowego ze swojego arsenału, Zorzy Polarnej. Zagwizdał aby zwrócić na siebie uwagę smoka, a następnie wykonał kolisty ruch ręką aby wykonał koło tęczy, a po chwili uderzył zaklęciem w ziemię niedaleko aby rozprysnęło się w lodowe kawałki, na tak daleko aby jednak nikogo przypadkiem nie uderzyć. Miał nadzieję, że kolorowy pokaz demona rozweseli smoka.
#26PisanieRe: Wypad z Kowbojem   



Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Crystal Empire :: 

Dawno, dawno temu... i sprzed godziny

misje i eventy

 :: Opowieści ze świata :: Aktualne Eventy
-
Wymiana
Opisy przedstawiające uniwersum świata zostały stworzone przez Administrację Crystal Empire oraz Użytkowników pomagających przy tworzeniu forum na podstawie pomysłów własnych oraz inspiracji różnymi źródłami, zabrania się ich kopiowania. Stronę graficznąforum wykonała Przyczajona Grafika z grupy Monochrome Layouts z pomocą kodów własnych lub w inspiracji kodami znalezionych w różnych miejscach. Za pomoc dziękujemy Moe - Yuriee.
HogwartDream aegyo