Share |  Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
#26PisanieRe: Sala Szpitalna   Czw Kwi 12, 2018 11:43 pm


avatar
Obywatelka
Naznaczona
Skąd : Nimph's Islands
Join date : 02/11/2017
Liczba postów : 13

Statystyki
Życie:
520/520  (520/520)
Mana:
350/350  (350/350)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Z papierami od Carmela nie miałam powodów, żeby wynosić się z miasta, jednak posiadając tylko garść srebra nie miałam też środków, żeby w nim zostać. Mogłabym poprosić policjanta o jakąś pomoc, jako że znał już moją historię i najwyraźniej choć trochę mi zaufał, miałam jednak wrażenie że i tak zbyt wiele już dla mnie zrobił. Darował mi przecież życie za dwie strzały.
Przez to od incydentu w ratuszu spędzałam swoje dni poznając zakamarki miasta, wieczorami zaś wracałam na obrzeża lasu żeby nie szwędać się po godzinie policyjnej. Świadomość, że po okolicy kręcą się patrole dodatkowo utrudniała mi zasypanie, jakbym mało miała innych zmartwień. Nie odpowiadał mi taki styl bycia. Nie lubiłam specjalnie tułaczki, ale przez stanie w miejscu męczyło mnie wrażenie, że marnuję czas. Może wcale nie zostanę tu na długo. Jednak zanim zadecyduję, co dalej ze sobą zrobić, chciałam między innymi sprawdzić jak ma się elf, który ucierpiał w walce z sakiki.
Widziałam już, w jakim stanie były osoby przeniesione do szpitala dla cywili, on jednak, z tego co mi wiadomo, leżał w siedzibie Rycerzy Zodiaku. Nie żebym miała pojęcie, gdzie to do cholery jest. Całe szczęście kto pyta, ten nie błądzi, więc ostatecznie udało mi się tam dotrzeć. Jakoś trafiłam do skrzydła szpitalnego, a tam przemiła pielęgniarka pokierowała mnie do sali, której szukałam. Nie wydawała się zirytowana tym, że nie znam imienia osoby którą chcę zobaczyć, a jedyny opis jaki potrafiłam jej dać to “taki elf z białymi włosami no”. Podziękowałam jej za to i zajrzałam do pomieszczenia. W rzeczy samej był tam elf, razem z radnym wampirem i innym chłopakiem, którego nie kojarzyłam. Kręciło się też wśród nich spore zwierzę, przy którym czułam się nieswojo mimo, że na pewno nie było dzikie.
- Mogę wejść? Czy ten gryf jest groźny? - spytałam półgłosem, żeby nie robić zamieszania. Ostatnimi czasy zamieszanie samo mnie znajdowało i tyle absolutnie wystarczy.
#27PisanieRe: Sala Szpitalna   Sob Kwi 21, 2018 4:28 pm


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/08/2017
Liczba postów : 17

Statystyki
Życie:
1120/1120  (1120/1120)
Mana:
500/500  (500/500)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Jak ja chciałem w końcu wyjść z tego miejsca...nawet sobie nie wyobrażacie, jak bardzo. Nie mogłem jednak, bo jak tylko próbowałem to albo Kain albo Hav bombardowali mnie swoimi mentalnymi strofowaniami. Szkoda, że kiedy mówili do mnie w myślach nie mogłem ich jakoś zablokować, żeby tego nie słuchać. Dobrze zakrywanie łba poduszką pomagało, ale też nie do końca.
Erestor powoli dochodził do siebie, Castavisa nie widziałem w ogóle. Słyszałem tylko, że miał sprawę w sądzie, razem z jakimś człowiekiem, który to doprowadził wraz z nim do śmierci niewinnych osób w ratuszu. Szkoda, że wtedy mnie tam nie było. Może...może dałoby radę uratować tych wszystkich, którzy odeszli? Może...uratowałbym ich w jakiś sposób?
Chłopiec, który był sakikim, też dochodził do siebie. Marcus, również. Patrząc po jego zachowaniu na pewno to przeżywał, tak jak ja. Widziałem to doskonale. Niby z nami rozmawiał, ale czasami było tak, że tylko siedział i patrzył w okno.
Czas mijał szybko i nim się zorientowałem, już praktycznie minął tydzień, jak nie więcej. Byłem na pogrzebie tych, którzy odeszli. Mieszkańcy miasta patrzyli na mnie takim wzrokiem, jakby mnie chcieli zabić. Źle się czułem na tej smutnej uroczystości. Powinienem tam być i uratować ich, ale nie...mnie tam nie było i też byłem winien ich śmierci w pewien sposób. Powinienem był, jak przystało na Rycerza Zodiaku zapewnić im bezpieczeństwo, a nawaliłem. Dlatego nie rozumiałem, czemu to mnie wybrano n Rycerza Zodiaku, skoro byłem taką...ciapą....

--------------------

Dzisiaj nie chciało mi się robić nic innego, poza projektowaniem nowych strojów. Ostatnio nieco, a nawet bardzo zaniedbałem swoją pracę. Nawet nie przyjmowałem żadnych zamówień. Za dużo tych wszystkich rzeczy, złych rzecczy, które odciągały moją uwagę od przyjemności.
Siedziałem na parapecie okna. Miałem zgięte nogi w kolanach, a o nie opierałem swój szkicownik. Ołówek delikatnie poruszał się po kartce papieru. tworzyłem projekt stroju dla Erestora. Poprosił mnie o zaprojektowanie jakiegoś fajnego wdzianka dla niego. Nie miałem zbyt dużo wytycznych, więc nie było prosto. Wiedziałem jednak, że jestem w stanie sobie poradzić. Chociaż, patrząc na stertę walających się dookoła zgniecionych kartek powątpiewałem w to trochę.
Moją pracę przerwało coś, co mignęło mi kantem oka. Obejrzałem się za siebie i...dostrzegłem jak na za oknem leżało wielkie jajo. Moje źrenice rozszerzyły się. Spojrzałem wyżej i dostrzegłem Hava. Zapewne on je wywalił, ale...jakoś nie miałem ochoty dowiedzieć się dlaczego.
Wzruszyłem ramionami, kiedy to do moich uszu dotarł odgłos kroków. Moje oczy od razu skupiły się na niciach, które jasno mówiły mi, że w Siedzibie mamy Spaczonego Ciszą. Dziwne, że Hav nie reagował. Zamyśliłem się chwilę, czyżby to była ta osoba, o której mówił mi Smok? Wspomniał mi, że Carmel wydał nam jakiś rozkaz, z którego jasno wynikało, że mamy tego kogoś nie tykać. Ciekawe, czy Castavis i Erestor wiedzieli o tym, czy byłem jedynym który miał taką wiedzę?
Zdziwiłem się, kiedy w drzwiach pojawiła się Cadence. Musiałem przyznać, że była bardzo ładna.
Black Star od razu zmierzyła ją wzrokiem.
-Tak, wchodź jasne.-pomachałem dłonią w geście zaproszenia-Ona tak zawsze na nowych reaguje, więc nie przejmuj się. Blacky, chodź tutaj.- zaowołałem do sowogryfki, która stanęła przed Cadence.
Patrzyła jej prosto w oczy. Black pochyliła łeb, a potem zaczęła wąchać kobietę w miejscach, które zakrywały jej twarz.
Zmrużyłem oczy, czyli pewnie...westchnąłem cicho. Pomyślałem o tych wszystkich, którzy zostali spaczeni magią. Prawie większość z nich była naprawdę dobrymi osobami. Nie rozumiałem, dlaczego spotkał ich taki los. Jeszcze ona...ktoś, kto mimo swojej choroby postanowił walczyć z czymś, w co możliwe, że się zamieni chyba, że...właśnie...trzeba się jej odwdzięczyć! Nie wiem jak, ale poszukam dla niej lekarstwa na Ciszę.  Skoro Black zaczęła się przytulać do Cadence, a to rzadko się zdarzało, to kobieta ta musiała mieć dobre serce. na pewno i nie zasługiwała na taki los, jaki ją spotkał.
Jak tylko nasz wzrok się spotkał, uśmiechnąłem się szczerze do Cadene.
-Dziękuję, że wtedy w ratuszu stanęłaś w obronie mieszkańców. Ja niestety...-spojrzałem gdzieś w bok, a właściwie na Marcusa, Erestora i tego chłopca.
Nic więcej nie mówiłem.
Jak tylko Black Star przestała domagać się pieszczot od Cadence, wróciła do mnie. Położyła mi łeb na kolanach, a ja zacząłem ją głaskać.
Nie, nie zignorowałem Cad, po prostu nie wiedziałem, co jeszcze mógłbym powiedzieć.
#28PisanieRe: Sala Szpitalna   Sob Kwi 21, 2018 6:32 pm


avatar
Obywatel
Rada miasta
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/07/2017
Liczba postów : 19

Statystyki
Życie:
500/1280  (500/1280)
Mana:
965/1000  (965/1000)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Znowu nie mogłem zrobić nic. Tak jak kiedyś, podczas ataku na Larnwick.
Ja również, podobnie jak Avenath pojawiłem się na pogrzebie, ale nie czułem sie tam mile widziany. Miałem wrażenie, że mieszkańcy obwiniają mnie o to, że nie postarałem się bardziej i pozwoliłem, żeby tkwiąca we mnie bestia ujrzała światło dzienne.
Tylko, co mogłem innego zrobić? Jakbym zadziałał inaczej tamta dwójka, prawdopodobnie już by nie żyła. Bardziej bolały mnie rany na martwym ciele i duszy niż na ciele. Te drugie, na ogół leczą się szybciej od tych pierwszych.
Dlatego, byłem nadal zły na siebie, że jednak mogłem coś więcej.
Od pogrzebu, nie wolno mi było wychodzić z sali szpitalnej Siedziby Rycerzy Zodiaku. To było całkiem zrozumiałe, że dostało mi się kwarantanną. Prawdzie na mnie, spaczenie działo jak zwykła choroba, a może zatrucie, to jednak nie było wiadome czy nie zarażam. Tutaj, moc Rycerzy Zodiaku chroniła mnie w jakiś sposób od tego. Nie lubiłem być na uwięzi. To nie było w mojej naturze. Dlatego, mimo obaw, potrafiłem pokłócić się z Kainem, gdy ten bombardował moje myśli strofowaniem mnie. Wiedziałem, że przysłowiowo mi się potem oberwie, ale musiał wiedzieć, że mam swój rozum i sobie nie życzę takiego zachowania.
Nim się zorientowałem, minął prawie tydzień, a ja nie robiłem nic poza leżeniem w łóżku i czytaniem książek.

-------------------

Dzisiaj nie miałem nic do roboty, jak zwykle. Czytałem książkę filozoficzną. Wolałem to, niż wdawanie się w dyskusje z młokosami. Poza tym, jakoś nie było mi w smaku uczestniczyć w jakiejkolwiek rozmowie. Byłem tylko ja i moja książka.
Leżałem w łóżku, tuż obok okna. Dzięki temu powiew świeżego powietrza dochodził do moich nozdrzy. Jaki świat był piękny.
Zaprzestałem czytać, aby zamknąć powieki. Skupiłem się na odgłosach dochodzących z zewnątrz. Śpiew ptaków, odgłos trawy oraz liści poruszanych wiatrem. Do tego odgłosy wioski, w której znajdowała się siedziba. To wszystko było dla mnie najcudowniejszym koncertem jaki kiedykolwiek słyszałem.
Do moich uszu doszedł odgłos czegoś, co świsnęło, a potem zderzyło się z ziemią, jednak tylko otworzyłem jedną powiekę, aby zorientować się co się zadziało. Wzruszyłem ramionami, po czym znowu delektowałem się odgłosami z zewnątrz.
Spojrzałem w stronę drzwi, mniej więcej w tym samym momencie co Avenath. On także musiał usłyszeć kroki dobiegające z korytarza.
Im osoba była bliżej, tym byłem pewien kim ona jest. Zapach jaki jej towarzyszył znałem z ratusza.
-To ty...-rzuciłem krótko, gdy Avenath skończył się odzywać-Dobrze cię widzieć w jednym kawałku.-odparłem, po czym wróciłem do czytania książki.
Cóż, nie miałem nastroju do na rozmowy.
#29PisanieRe: Sala Szpitalna   



Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Crystal Empire :: 

Obrzeża

na skraju i jeszcze dalej

 :: The Settlement Silent Wind :: Siedziba Rycerzy Zodiaku
-
Wymiana
Opisy przedstawiające uniwersum świata zostały stworsone przez Administrację Crystal Empire oraz Użytkowników pomagających przy tworzeniu forum na podstawie pomysłów własnych oraz inspiracji różnymi źródłami, zabrania się ich kopiowania. Stronę graficznąforum wykonała Przyczajona Grafika z grupy Monochrome Layouts z pomocą kodów własnych lub w inspiracji kodami znalezionych w różnych miejscach. Za pomoc dziękujemy Moe - Yuriee.
HogwartDream aegyo