Share |  Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
#1PisanieSala Szpitalna   Pon Cze 12, 2017 10:52 pm


avatar
Administracja
Head admin
Join date : 24/04/2017
Liczba postów : 461
Zobacz profil autora
#2PisanieRe: Sala Szpitalna   Pon Lis 27, 2017 8:14 pm


avatar
Postać Niezależna
Skąd : Boski Świat
Join date : 13/08/2017
Liczba postów : 11

Statystyki
Życie:
104400/104400  (104400/104400)
Mana:
130500/130500  (130500/130500)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Zabrałem Avenatha do skrzydła szpitalnego. Nie wyglądał najlepiej.
-Piłeś eliksir, prawda? Dlatego jesteś taki słaby. Durny wampir, durny, ech...-położyłem go na jednym z łóżek.
Okryłem kołdrą, poprawiłem poduszkę. Dotknąłem jego policzka.
-Przepraszam, ale póki co musicie sobie poradzić beze mnie...-wiedziałem, gdzie chowa kryształ, więc wyjąłem go z małej skrytki, aby naładować.-Użyj mądrze, wampirku...-zdążyłem to zrobić, nim wróciłem do postaci sowy.
Wleciałem na łóżku, aby patrzeć na nieprzytomnego wampira.
Otarłem piórami od prawego skrzydła łzy cisnące się do moich oczu. Nie mogłem tutaj dłużej zostać. Musiałem wrócić do Boskiego Świata. Potrzebowałem odpocząć, poukładać myśli. Wiem, że Ave i Hav sobie poradzą, beze mnie. Byłem tego pewien.
Spojrzałem na świat z szybą. Podleciałem na parapet. Skupiłem się na wpadającym podmuchu wiatru, który wciskał się pewnie przez otwarte okno.
Zamknąłem powieki, aby lepiej czuć mowę wiatru. Podmuch powietrza był przepełniony smutkiem i żalem. Kolejny raz, ta ziemia należąca do Larnwick była świadkiem śmierci Rycerza Zodiaku, któremu nawet nie będzie można urządzić normalnego pogrzebu. Czułem niesamowity ból na sercu oraz smutek. Otuliłem się skrzydłami, ale i tak było mi zimno. Nawet bardzo.
-Nie tak to miało wszystko wyglądać, nie tak. Czemu historia znowu zatacza koło? Dlaczego?-pociągnąłem nosem-Dlaczego?!-otworzyłem powieki, aby spojrzeć wysoko w niebo-Nawet jeśli spisz to wszystko słyszysz! Dlaczego na to pozwalasz?! Dlaczego wy wszyscy na to pozwalacie?! Czy bawi was śmierć tych wszystkich istot?! Naprawdę was to bawi?! Mnie akurat nie bawi! To boli!-krzyknąłem w niebo, chociaż wiedziałem, że Apokalipsa i tak mnie nie usłyszy.
Znaczy, chyba nie usłyszy, bo cholera go tam wie.
Spojrzałem jeszcze raz na Avego, który zaczął się kręcić. Odzyskał przytomność, tylko spał. Musiało mu się śnić, jak Belial umiera. Oni to wiedzieli, nawet jeśli nie byli tego świadkami. Rycerze Zodiaku czuli śmierć innych, więc i Hav to wyczuł. Pewnie zjawi się tutaj, czując osłabioną energię Avego. Co zrobi z tamtą dwójką...nie mam zielonego pojęcia i nie chcę w sumie wiedzieć. Dla mnie nie są i nigdy nie będą Rycerzami Zodiaku. Nigdy ich nie zaakceptuję. Nigdy.
Wziąłem głęboki wdech. Pora było odlecieć do Boskiego Świata. Rozprostowałem skrzydła. Ostatni raz przynajmniej teraz, spojrzałem na już spokojnie śpiącego Avego po czym wyleciałem przez okno. Stworzyłem portal, dzięki któremu wróciłem do domu. tam musiałem przemyśleć co zrobić dalej, ale brałem pod uwagę rezygnację z tej fuchy. To było dla mnie za dużo. Zdecydowanie za dużo. Ja też miałem swoje limit, jak wszyscy, ale najwidoczniej ktoś o tym zapomniał...

z/t
#3PisanieRe: Sala Szpitalna   Pon Lis 27, 2017 8:39 pm


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/08/2017
Liczba postów : 12

Statystyki
Życie:
1120/1120  (1120/1120)
Mana:
500/500  (500/500)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Miałem sen, w którym próbowałem dogonić Beliala. Jednak nie mogłem. Mimo, że bardzo chciałem. Jak już byłem blisko, tak blisko ciemność zaczęła go pochłaniać, a potem zamienił się pył. Ten zaś rozsypał się, a ja nic nie mogłem zrobić. Zrobiło mi się zimno. Upadłem na kolana. Złapałem się za ramiona, chcąc się ogrzać. Nic to jednak nie dało. Usłyszałem odgłos tłuczonego szkła. Rozejrzałem się dookoła. Niedaleko mnie dostrzegłem rozsypane drobinki szkła. Ja już wiedziałem co to jest...Iskra Duszy Beliala...to była ona. Próbowałem ją poskładać, ale jaki kawałek nie dotknąłem, to się rozsypywał.
-Nie, nie nie!-spanikowałem.-To nie prawda...to nie może być prawda!-otworzyłem oczy i krzyknąłem-Belial!-zerwałem się do pół siadu.-Zły sen?-spojrzałem na swoje dłonie.
Skupiłem się, ale nigdzie nie czułem energii Beliala. Zatem, to nie był sen. To nie był sen. On naprawdę...zakryłem twarz dłońmi.
Eliksir jeszcze działał, więc kiedy płakałem były to normalne łzy, a nie te krwawe. Jak to się stało, że on umarł?! Co się takiego stało?! I co z tamtą dwójką? I Pino?! Właśnie...jego energii też nie czułem...czyżby i jemu coś złego się stało?
-Mój klejnot?-spojrzałem na zegarek, w którym w specjalnej przegródce ukryty został mój klejnot-Naładowany? To znaczy, że Pino...gdzie on jest...? Chyba nas nie zostawił? Pino...nie zostawiłeś nas prawda?- zacisnąłem mocno powieki, ściskając przy tym mocno swój klejnot.-Co ja mam teraz zrobić? Co ja mam teraz zrobic?!-nie mogłem powstrzymać łez.
Poczułem jednak, jak zrobiło mi się ciepło. To była Blacky. Nawet nie dostrzegłem, kiedy weszła do sali szpitalnej. Otuliła mnie swoim skrzydłem, tak abym mógł się do niej przytulić. Ukryłem swój klejnot.
-Black, co teraz będzie? Belial nie żyje...Belial nie żyje...-złapałem ją za pióra i mocno ścisnąłem.
Wiedziałem, że ona tego nie lubi, ale nie miałem wyjścia. Potrzebowałem dać upust emocjom. Zwłaszcza, że byłem teraz dość ludzki.
Black mi na to wszystko pozwalała, dopóki nie zasnąłem zmęczony płaczem. Delikatnie, sowogryfka ułożyła mnie na łóżku. Sama usiadła tak, aby łeb oprzeć tak, bym mógł się do niej przytulić.
Ciepło tego stworzenia było dla mnie jak lekarstwo. Cieszyłem się, że czasami dane mi było je poczuć. Dziękowałem wszystkim za to, że chociaż czasami mogłem poczuć się tak jak kiedyś, zwłaszcza w takich sytuacjach, jak ta, która teraz miała miejsce.
#4PisanieRe: Sala Szpitalna   Pią Lut 09, 2018 9:09 pm


avatar
Obywatelka
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 50

Statystyki
Życie:
880/880  (880/880)
Mana:
990/990  (990/990)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Skoro w moich rękach znalazła się już ta dziwna i wielka księga, której zawartość była dosyć interesująca i intrygująca jakby nie patrzeć. Przejrzałam ta książkę i przeczytałam jeszcze raz całe zawarte w niej opowiadanie jeszcze raz spoglądając na znajdującą się w jej wnętrza rycinę z tymi zwierzakami. Jak miałabym być szczera, to były one trochę straszne i przerażające. Nie mniej nie więcej chciałam się kogoś poradzić o to czym jest ta księga i wypadało by też zobaczyć co z resztą czy żyją czy też nie. Pierwsze miejsce jakie więc odwiedziłam to lokalne sklepu kupić kilka rzeczy do jedzenie owoców i słodkości. Po chwili kierując się do szpitala i trafiłam do miejsca gdzie leżał wampir po spotkaniu z Pridem. Powoli odchyliłam drwi i zajrzałam do środka widząc ptaszora wtulonego w leżącego na łóżku wampira. Spojrzałam nieco niepewnie na zwierzaka i powoli oraz cichutko niczym mysz pod miotłą wślizgnęłam się do środka. Delikatnie zatrzasnęłam za sobą drzwi by nie zbudzić śpiącego.
-Cześć. – przywitałam się z sowogryfką tak by nie zbudzić poturbowanego.
- Nie przejmuj się nie chce zrobić ci nic złego. – uśmiechnęłam się i wyciągnęłam z torby kilka ryb i miskę w którą je wrzuciła. – trzymaj pewnie zgłodniałaś od pilnowania swojego Pana co ? – takie małe przekupstwo, tak można to było nazwać. A jeśli zwierzak pozwolił to podeszłam do łóżka i poprawiłam kołdrę po chwili wyjmując wszystkie smakołyki które przyniosłam ze sobą i siadając na krześle w oczekiwaniu, aż wampir się obudzi by móc się go zapytać o sprawę tej książki. Coś przeczuwałam, że jak ten się obudzi to będzie całkiem ciekawie
#5PisanieRe: Sala Szpitalna   Sob Lut 10, 2018 12:35 am


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/08/2017
Liczba postów : 12

Statystyki
Życie:
1120/1120  (1120/1120)
Mana:
500/500  (500/500)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
A ja spałem w najlepsze nie wiedząc, że miałem gościa. Przynajmniej, jeszcze nie.
Black Star zaś czuwała nade mną cały czas. I oczywiście, z racji tego, że była sowogryfką usłyszała, że ktoś kręci się w pobliżu.
Nie wiedziałem, że to była ta młódka, która stała się nowym Rycerzem Zodiaku, gdyż  nadal spałem. Black Star jednak odwróciła łeb w stronę kobiety. Zmierzyła ją wzrokiem od stóp po głowę. Zmrużyła swoje ślepia sycząc cicho. Kolejne babsko, które zamierzało zbliżać się do jej ukochanego pancia? No jeszcze czego! Jakbym wtedy nie spał, to zapewne bym trochę temperament Blacky ogarnął, a tak cóż.
Moja przyjaciółka i wierzchowiec za razem, jak tylko zobaczyła, że Kalliope próbuje ją przekupić złapał w dziób miskę. Wstała, po czym podeszła do otwartego okna. Podrząsnęła miską, po czym odwróciła łeb w stronę Kallipe oraz moją.
Jak zobaczyła, że kobieta usiadła koło mnie to w jej oczach zalśnił płomień nienawiści. Zaszła Kalliopę od tyłu i założyła jej miskę na głowę. Potem złapała ogonem za nogę od krzesła i odsunęła syrenę z daleka ode mnie.
-Graaaa!!-Black Star warknęła na Kalliopę i usiadła tak, aby ta nie mogła do mnie podejść.
Powarkiwania oraz syczenie obudził mnie z jakże wspaniałego snu.
-Hmm?-ziewnąłem i przetarłem pięściami oczy.-Blacky, czemu warczysz, co się dzieje?-przeciągnąłem się i dopiero po chwili, zrozumiałem co się stało.
Zakłopotałem się i zmieszałem.
-Ja ten no...-rozmasowałem kark patrząc jak Black Star wtula się we mnie i jasno daje Kalliope do zrozumienia, że należę tylko dla niej.-Przeeestań...-pogłaskałem sowogryfkę po głowie-...Nie wolno tak...-Black Star dawała mi się głaskać po łbie.
Mój wierzchowiec jakoś dała za wygraną i usiadła obok mnie, blisko niczym kot. Owinęła ogon wokół łap nie spuszczając wzroku z Kalliope.
-Co tutaj robisz?-spojrzałem na mojego gościa.-Jak się w ogóle czujesz? Co z tym drugim Rycerzem Zodiaku?-zacisnąłem pięści na pościeli-Przepraszam, że przeze mnie Belial zginął...gdybym wtedy zareagował...-zakryłem twarz dłońmi.
Wszystko do mnie wróciło jak tylko zobaczyłem Kalliope. Black Star okryła mnie skrzydłem, ale to nie pomogło...czułem się winny temu, że Belial umarł, bo przecież mogłem coś zrobić...mogłem, ale nie zrobiłem, bo widok mojego przyjaciela pod wpływem Pride sprawił, że poczułem się tak, jakbym dostał obuchem przez łeb...
#6PisanieRe: Sala Szpitalna   Sob Lut 10, 2018 3:10 am


avatar
Obywatelka
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 50

Statystyki
Życie:
880/880  (880/880)
Mana:
990/990  (990/990)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Nie miałam zielonego pojęcia, że ten przerośnięty kurczak będzie się zachowywał, w ten sposób. Nie wiem co mu strzeliło do łba ale wcale nie był za grosz cicho. W dodatku syczała jak wąż co było dosyć oczywistym sygnałem, że zwierzakowi nie podoba się moje zachowanie. A przecież ja chciałam być taka miła i pomocna. Nie miałam niczego złego w zamiarze, jedynie chciałam się zatroszczyć o to tutaj stworzenie. Ale skoro nie , to nie.
- Spokojnie tłusty kurczaku rozumiem że jesteś na diecie. – zaśmiałam się żartując z zwierzęcia, które wyrzuciło moje ryby przez okno. No cóż, przynajmniej inne zwierzęta się tym pożywią skoro ona nie chciała.
Niestety na tym zazdrość i złe zachowanie zwierzaka nie skończyły się, bo ledwo zdążyłam posadzić swój zadek na krześle, to w mig to zastało przesunięte i jeszcze miska wylądowała na mojej głowie.
- Chcesz stracić wszystkie pióra, przerośnięty kruku?- warknęłam w miarę cicho na zwierzaka, wpatrując się w niego zła, odkładając miskę na bok. Oczywiście jej krakanie musiało obudzić wampira, który zdążył się przeciągnąć i przetrzeć oczy spoglądając na to co się dzieje i jak sowogryfka przymila się do swojego pana niczym kotka w rui. Ten widok był śmieszny i komiczny doprawdy.
- No hej. Wiesz co przyszłam z pewną sprawą. – stwierdziłam prosto z mostu.
- Mi nic nie jest, elfowi też. A ty jak się czujesz i co z sową? Gdzie ona jest? – spytałam spoglądając na wampira z wyraźną troską i zainteresowaniem w oczach. A ten począł zaraz przepraszać i się obwiniać o śmierć tego człowieka. Momentalnie zrobiło mi się smutno i nie wiedziałam co powiedzieć.
- Przestań, to nie ma sensu. Jeśli chcesz kogoś winić to już lepiej mnie, bo zawiodłam. –westchnęłam i podeszłam do niego łapiąc za babeczkę z kremem.
- Trzymaj to na poprawę humoru.– wściubiłam rękę tak by wampir dostrzegł słodycz. Oczywiście o ile przerośnięty kurczak mi na to pozwolił. Zresztą uważałam by przypadkiem nie oddziobał mi ręki kiedy ją wysuwałam.
- Wybacz krwi nie mieli na stanie, no chyba że taką z kaczki.- dodałam po chwili, wracając na swoją bezpieczną pozycję

#7PisanieRe: Sala Szpitalna   Nie Lut 11, 2018 8:39 pm


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/08/2017
Liczba postów : 12

Statystyki
Życie:
1120/1120  (1120/1120)
Mana:
500/500  (500/500)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
To nie była wina Kalliope, że Blacky był o mnie zazdrosna i pokazywała to w tak dość pokrętny sposób.
Jak dłużej z nami pobędzie, to zrozumie, że ta paskuda, jak mówiłem na Black Star, jest we mnie zakochana. Jeśli to tak można nazwać.
Oczywiście, słysząc słowa Kalliope, Black Star zmrużyła oczy. Jakby wzrok mógł zabijać, to moja rozmówczyni już byłaby martwa. Na całe szczęście, tak się nie stało.
-Pino? Nie wiem gdzie on jest.-odsłoniłem twarz kładąc dłonie na pościeli, którą ścisnąłem-Jak się obudziłem, jego już tutaj nie było, a mój kryształ był naładowany. Nie wiem nawet, gdzie go szukać...-bardzo mocno zacisnąłem pięści na połach tego, co okrywało połowicznie moje ciało.-Tylko ty dopiero zaczynasz swoje życie jako Rycerz Zodiaku. Ja już mam doświadczenie, które powinno było posłużyć do obrony was, ale zawiodłem widząc Beliala w takim stanie...że Pride...-nagle urwałem.
Poczułem, jak jakiś impuls przeszył moją głowę. Napływały do mojej głowy wspomnienia, o których dziesięć lat temu zapomniałem.
Patrzyłem przez chwilę w punkt przed siebie, a dopiero warczenie Black na Kalliope, która podała mi słodkie, wybił mnie z zamysłu.
-Black, uspokój się...-pacnąłem sowogryfkę w łepetynę-Castavis...Rycerz Feniksa...-dotknąłem lewą dłonią skroni.-Dlaczego sobie o nim przypomniałem...co się takiego stało, że...-nic z tego nie rozumiałem.
Spojrzałem na Kalliope pytającym wzrokiem. W sumie, co ona mogła wiedzieć na dobrą sprawę? Zapewne tyle co ja, czyli nic.
Wstałem z łóżka, aby podejść do okna. Nie miałem tyle sił jednak, aby samemu dość na wybrane miejsce, więc Black pomogła mi.
Dotknąłem dłonią szyby i patrzyłem na miasto, które było spory kawałek stąd. Na całe szczęście siedziba zodiaku znajdowała się w takim miejscu, że Larnwick było bardzo dobrze widoczne.
Zerknąłem na odbicie Kalliope w oknie.
-Nie mam ochoty na słodkie, raczej teraz potrzebuję...krwi...-rozmasowałem kark lewą dłonią-Ten...jeśli nie miałabyś nic przeciwko to może mógłbym...?-spojrzałem gdzieś w bok, kiedy próbowałem spytać syrenę, czy pozwoliłaby mi napić się swojej krwi.
Nie wiedziałem, że jest aquaticanem, więc stąd poszło pytanie. Byłem pewien, że jest człowiekiem, a takiej krwi teraz najbardziej potrzebowałem, by wrócić do pełni sił.
-Powiedz mi, proszę, gdy ja zemdlałem, co zrobił Pino? Ugh...-syknąłem, bo miejsce, w które uderzył mnie Pride bolało.
Musiałem usiąść pod oknem. Black przysiadła obok mnie.
-Musimy odnaleźć Pino, bo bez niego...-spojrzałem na Kalliope-....nie będziesz mogła przywdziać zbroi, bo masz Kryształ Zodiakalny, prawda?-wlepiłem oczy w Kalliope wyczekując odpowiedzi.
W sumie, nie ważne czy go miała czy nie, bez Pino jesteśmy tylko zwykłymi obywatelami Larnwick...ale nikt, poza nami, nie miał prawa tego wiedzieć. Inaczej ktoś mógłby tą wiedzę wykorzystać przeciwko nam i na pewno by to zrobił. Zwłaszcza ktoś taki jak Pride.
#8PisanieRe: Sala Szpitalna   Nie Lut 11, 2018 11:19 pm


avatar
Obywatelka
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 50

Statystyki
Życie:
880/880  (880/880)
Mana:
990/990  (990/990)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Brak wiedzy o tym gdzie znajduje się ta sowa chyba w obecnej chwili nie była, aż takim wielkim problemem. Przynajmniej w mojej ocenie.
- Ej, przestań się stresować i denerwować. Ja też zawaliłam więc jeśli masz się obwiniać i dołować, to jest to też mój wina. – poklepałam go po ramieniu na pocieszenie. Ehhh chyba nie byłam w tym najlepsza, ale przynajmniej starałam się. Nawet poczęstowałam o babeczką z kremem, która tak cudnie wyglądała. Przerośniętemu kurczakowi, to jednak się nie spodobało, więc westchnęłam tylko pod nosem, obracając się w jej stronę.
- Przerośnięty kurczaku zrozum mnie. Nic nie zrobię twojemu Panu, więc wyluzuj. Prędzej, tobie jak będziesz się zachowywać jak wielka, pierzasta furiatka…- warknęłam na tą nieogarniętą kupę pierza i tupnęłam nogą, w między czasie słysząc o kim wspomina wampir.
- Nie wiem, nie mam zielonego pojęcia. – westchnęłam, a gdzieś z tyłu głowy przypomniał mi się wizerunek pewnego przystojnego faceta, noszącego to imię. Jednak czy jednemu psu Burek na imię?  Zaraz też spojrzałam na wampira i jego towarzyszkę, która pomogła doczłapać mu się do okna.
-Nie. Nie ma takiej możliwości, przykro mi. – zrobiłam kilka kroków do tyłu, gdyby jednak chciał się na mnie rzucić niczym niewyżyta bestia i wychłeptać cała krew z mojego małego, drobnego, kobiecego ciałka
- Lepiej usiądź i spójrz na tą książkę. – wyciągnęłam z torby tą wielką księgę z dziwną rycina. – Zobacz te wszystkie ryciny, zwierzęta z niej gapią się na mnie, a nie odbiło mi, nie oszalałam.  No i zobacz ta historia jest ciekawa, proszę przeczytaj ją, a ja coś postaram się zdziałać w kwestii krwi. – stwierdzałam, podając wampirowi księgę i pokazując mu rycinę. Zostawiłam go na chwile i poszłam do pokoju pielęgniarek zgłaszając problem. Trochę pogadałam, pokokietowałam i w końcu w moich dłoniach znalazł się worek z krwią. Powoli, więc po kilkunastu minutach wróciłam do pokoju mając nadzieję, że wampir przeczytał legendę. Jednak na wstępie usłyszałam pytanie odnośnie Pino.
-Nawrzeszczał, płakał zmienił się w faceta i zniknął z tobą na rękach. – stwierdziłam wylewając krew w kieliszka do kubka mu podając. – Szczerze powiedziawszy był tak rozgoryczony i wściekły, że na jego miejscu zamknęła bym się w największej i najdalszej dziurze by mieć święty spokoju. – stwierdziłam przysiadając się na łóżku .
-Ave wyjaśnijmy sobie jedną rzecz. NIE JESTEM ŻADNYM RYCERZEM I NIM NIE BĘDĘ! – warknęłam na niego oburzona. – Nie nadaje się i nim nie będę. Nie mam też żadnego kryształu, więc sprawa zakończona. Chce się tylko dowiedzieć czy wiesz coś na temat tej księgi. –wskazałam na nią dłonią.
#9PisanieRe: Sala Szpitalna   



Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Crystal Empire :: 

Obrzeża

na skraju i jeszcze dalej

 :: The Settlement Silent Wind :: Siedziba Rycerzy Zodiaku
-
Wymiana
Wszelkie treści zawarte na forum są całkowitym wytworem administracji Crystal Empire, tudzież zabrania się ich kopiowania. Stronę graficznąforum wykonała Przyczajona Grafika z grupy Monochrome Layouts z pomocą kodów własnych lub w inspiracji kodami znalezionych w różnych miejscach. Za pomoc dziękujemy Moe - Yuriee. Wszelkie grafiki należą do prawowitych autorów, a administracja nie roszczy sobie do nich żadnych praw.
Kroniki Fallathanu TGF - Prawdziwy mmoRPG w przeglądarceBlackButlerDragon Ball New Generation RebornLuciferum zaprasza!Vampire Kingdom
Yggdrasil - portal o grachaegyoShinjuRegashiHogwartDreamVampire KnightKról LewSmocze RPG - Smoki Wolnych Stadwww.zmiennoksztaltni.wxv.plHogwartDreamBleach OtherWorldVampire DiariesSnMLineCladis