Share |  Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
#1PisanieSala Szpitalna   Pon Cze 12, 2017 10:52 pm


avatar
Administracja
Head admin
Join date : 24/04/2017
Liczba postów : 487
Zobacz profil autora
#2PisanieRe: Sala Szpitalna   Pon Lis 27, 2017 8:14 pm


avatar
Postać Niezależna
Skąd : Boski Świat
Join date : 13/08/2017
Liczba postów : 11

Statystyki
Życie:
104400/104400  (104400/104400)
Mana:
130500/130500  (130500/130500)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Zabrałem Avenatha do skrzydła szpitalnego. Nie wyglądał najlepiej.
-Piłeś eliksir, prawda? Dlatego jesteś taki słaby. Durny wampir, durny, ech...-położyłem go na jednym z łóżek.
Okryłem kołdrą, poprawiłem poduszkę. Dotknąłem jego policzka.
-Przepraszam, ale póki co musicie sobie poradzić beze mnie...-wiedziałem, gdzie chowa kryształ, więc wyjąłem go z małej skrytki, aby naładować.-Użyj mądrze, wampirku...-zdążyłem to zrobić, nim wróciłem do postaci sowy.
Wleciałem na łóżku, aby patrzeć na nieprzytomnego wampira.
Otarłem piórami od prawego skrzydła łzy cisnące się do moich oczu. Nie mogłem tutaj dłużej zostać. Musiałem wrócić do Boskiego Świata. Potrzebowałem odpocząć, poukładać myśli. Wiem, że Ave i Hav sobie poradzą, beze mnie. Byłem tego pewien.
Spojrzałem na świat z szybą. Podleciałem na parapet. Skupiłem się na wpadającym podmuchu wiatru, który wciskał się pewnie przez otwarte okno.
Zamknąłem powieki, aby lepiej czuć mowę wiatru. Podmuch powietrza był przepełniony smutkiem i żalem. Kolejny raz, ta ziemia należąca do Larnwick była świadkiem śmierci Rycerza Zodiaku, któremu nawet nie będzie można urządzić normalnego pogrzebu. Czułem niesamowity ból na sercu oraz smutek. Otuliłem się skrzydłami, ale i tak było mi zimno. Nawet bardzo.
-Nie tak to miało wszystko wyglądać, nie tak. Czemu historia znowu zatacza koło? Dlaczego?-pociągnąłem nosem-Dlaczego?!-otworzyłem powieki, aby spojrzeć wysoko w niebo-Nawet jeśli spisz to wszystko słyszysz! Dlaczego na to pozwalasz?! Dlaczego wy wszyscy na to pozwalacie?! Czy bawi was śmierć tych wszystkich istot?! Naprawdę was to bawi?! Mnie akurat nie bawi! To boli!-krzyknąłem w niebo, chociaż wiedziałem, że Apokalipsa i tak mnie nie usłyszy.
Znaczy, chyba nie usłyszy, bo cholera go tam wie.
Spojrzałem jeszcze raz na Avego, który zaczął się kręcić. Odzyskał przytomność, tylko spał. Musiało mu się śnić, jak Belial umiera. Oni to wiedzieli, nawet jeśli nie byli tego świadkami. Rycerze Zodiaku czuli śmierć innych, więc i Hav to wyczuł. Pewnie zjawi się tutaj, czując osłabioną energię Avego. Co zrobi z tamtą dwójką...nie mam zielonego pojęcia i nie chcę w sumie wiedzieć. Dla mnie nie są i nigdy nie będą Rycerzami Zodiaku. Nigdy ich nie zaakceptuję. Nigdy.
Wziąłem głęboki wdech. Pora było odlecieć do Boskiego Świata. Rozprostowałem skrzydła. Ostatni raz przynajmniej teraz, spojrzałem na już spokojnie śpiącego Avego po czym wyleciałem przez okno. Stworzyłem portal, dzięki któremu wróciłem do domu. tam musiałem przemyśleć co zrobić dalej, ale brałem pod uwagę rezygnację z tej fuchy. To było dla mnie za dużo. Zdecydowanie za dużo. Ja też miałem swoje limit, jak wszyscy, ale najwidoczniej ktoś o tym zapomniał...

z/t
#3PisanieRe: Sala Szpitalna   Pon Lis 27, 2017 8:39 pm


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/08/2017
Liczba postów : 25

Statystyki
Życie:
1120/1120  (1120/1120)
Mana:
500/500  (500/500)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Miałem sen, w którym próbowałem dogonić Beliala. Jednak nie mogłem. Mimo, że bardzo chciałem. Jak już byłem blisko, tak blisko ciemność zaczęła go pochłaniać, a potem zamienił się pył. Ten zaś rozsypał się, a ja nic nie mogłem zrobić. Zrobiło mi się zimno. Upadłem na kolana. Złapałem się za ramiona, chcąc się ogrzać. Nic to jednak nie dało. Usłyszałem odgłos tłuczonego szkła. Rozejrzałem się dookoła. Niedaleko mnie dostrzegłem rozsypane drobinki szkła. Ja już wiedziałem co to jest...Iskra Duszy Beliala...to była ona. Próbowałem ją poskładać, ale jaki kawałek nie dotknąłem, to się rozsypywał.
-Nie, nie nie!-spanikowałem.-To nie prawda...to nie może być prawda!-otworzyłem oczy i krzyknąłem-Belial!-zerwałem się do pół siadu.-Zły sen?-spojrzałem na swoje dłonie.
Skupiłem się, ale nigdzie nie czułem energii Beliala. Zatem, to nie był sen. To nie był sen. On naprawdę...zakryłem twarz dłońmi.
Eliksir jeszcze działał, więc kiedy płakałem były to normalne łzy, a nie te krwawe. Jak to się stało, że on umarł?! Co się takiego stało?! I co z tamtą dwójką? I Pino?! Właśnie...jego energii też nie czułem...czyżby i jemu coś złego się stało?
-Mój klejnot?-spojrzałem na zegarek, w którym w specjalnej przegródce ukryty został mój klejnot-Naładowany? To znaczy, że Pino...gdzie on jest...? Chyba nas nie zostawił? Pino...nie zostawiłeś nas prawda?- zacisnąłem mocno powieki, ściskając przy tym mocno swój klejnot.-Co ja mam teraz zrobić? Co ja mam teraz zrobic?!-nie mogłem powstrzymać łez.
Poczułem jednak, jak zrobiło mi się ciepło. To była Blacky. Nawet nie dostrzegłem, kiedy weszła do sali szpitalnej. Otuliła mnie swoim skrzydłem, tak abym mógł się do niej przytulić. Ukryłem swój klejnot.
-Black, co teraz będzie? Belial nie żyje...Belial nie żyje...-złapałem ją za pióra i mocno ścisnąłem.
Wiedziałem, że ona tego nie lubi, ale nie miałem wyjścia. Potrzebowałem dać upust emocjom. Zwłaszcza, że byłem teraz dość ludzki.
Black mi na to wszystko pozwalała, dopóki nie zasnąłem zmęczony płaczem. Delikatnie, sowogryfka ułożyła mnie na łóżku. Sama usiadła tak, aby łeb oprzeć tak, bym mógł się do niej przytulić.
Ciepło tego stworzenia było dla mnie jak lekarstwo. Cieszyłem się, że czasami dane mi było je poczuć. Dziękowałem wszystkim za to, że chociaż czasami mogłem poczuć się tak jak kiedyś, zwłaszcza w takich sytuacjach, jak ta, która teraz miała miejsce.
#4PisanieRe: Sala Szpitalna   Pią Lut 09, 2018 9:09 pm


avatar
Obywatelka
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 88

Statystyki
Życie:
880/880  (880/880)
Mana:
990/990  (990/990)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Skoro w moich rękach znalazła się już ta dziwna i wielka księga, której zawartość była dosyć interesująca i intrygująca jakby nie patrzeć. Przejrzałam ta książkę i przeczytałam jeszcze raz całe zawarte w niej opowiadanie jeszcze raz spoglądając na znajdującą się w jej wnętrza rycinę z tymi zwierzakami. Jak miałabym być szczera, to były one trochę straszne i przerażające. Nie mniej nie więcej chciałam się kogoś poradzić o to czym jest ta księga i wypadało by też zobaczyć co z resztą czy żyją czy też nie. Pierwsze miejsce jakie więc odwiedziłam to lokalne sklepu kupić kilka rzeczy do jedzenie owoców i słodkości. Po chwili kierując się do szpitala i trafiłam do miejsca gdzie leżał wampir po spotkaniu z Pridem. Powoli odchyliłam drwi i zajrzałam do środka widząc ptaszora wtulonego w leżącego na łóżku wampira. Spojrzałam nieco niepewnie na zwierzaka i powoli oraz cichutko niczym mysz pod miotłą wślizgnęłam się do środka. Delikatnie zatrzasnęłam za sobą drzwi by nie zbudzić śpiącego.
-Cześć. – przywitałam się z sowogryfką tak by nie zbudzić poturbowanego.
- Nie przejmuj się nie chce zrobić ci nic złego. – uśmiechnęłam się i wyciągnęłam z torby kilka ryb i miskę w którą je wrzuciła. – trzymaj pewnie zgłodniałaś od pilnowania swojego Pana co ? – takie małe przekupstwo, tak można to było nazwać. A jeśli zwierzak pozwolił to podeszłam do łóżka i poprawiłam kołdrę po chwili wyjmując wszystkie smakołyki które przyniosłam ze sobą i siadając na krześle w oczekiwaniu, aż wampir się obudzi by móc się go zapytać o sprawę tej książki. Coś przeczuwałam, że jak ten się obudzi to będzie całkiem ciekawie
#5PisanieRe: Sala Szpitalna   Sob Lut 10, 2018 12:35 am


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/08/2017
Liczba postów : 25

Statystyki
Życie:
1120/1120  (1120/1120)
Mana:
500/500  (500/500)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
A ja spałem w najlepsze nie wiedząc, że miałem gościa. Przynajmniej, jeszcze nie.
Black Star zaś czuwała nade mną cały czas. I oczywiście, z racji tego, że była sowogryfką usłyszała, że ktoś kręci się w pobliżu.
Nie wiedziałem, że to była ta młódka, która stała się nowym Rycerzem Zodiaku, gdyż  nadal spałem. Black Star jednak odwróciła łeb w stronę kobiety. Zmierzyła ją wzrokiem od stóp po głowę. Zmrużyła swoje ślepia sycząc cicho. Kolejne babsko, które zamierzało zbliżać się do jej ukochanego pancia? No jeszcze czego! Jakbym wtedy nie spał, to zapewne bym trochę temperament Blacky ogarnął, a tak cóż.
Moja przyjaciółka i wierzchowiec za razem, jak tylko zobaczyła, że Kalliope próbuje ją przekupić złapał w dziób miskę. Wstała, po czym podeszła do otwartego okna. Podrząsnęła miską, po czym odwróciła łeb w stronę Kallipe oraz moją.
Jak zobaczyła, że kobieta usiadła koło mnie to w jej oczach zalśnił płomień nienawiści. Zaszła Kalliopę od tyłu i założyła jej miskę na głowę. Potem złapała ogonem za nogę od krzesła i odsunęła syrenę z daleka ode mnie.
-Graaaa!!-Black Star warknęła na Kalliopę i usiadła tak, aby ta nie mogła do mnie podejść.
Powarkiwania oraz syczenie obudził mnie z jakże wspaniałego snu.
-Hmm?-ziewnąłem i przetarłem pięściami oczy.-Blacky, czemu warczysz, co się dzieje?-przeciągnąłem się i dopiero po chwili, zrozumiałem co się stało.
Zakłopotałem się i zmieszałem.
-Ja ten no...-rozmasowałem kark patrząc jak Black Star wtula się we mnie i jasno daje Kalliope do zrozumienia, że należę tylko dla niej.-Przeeestań...-pogłaskałem sowogryfkę po głowie-...Nie wolno tak...-Black Star dawała mi się głaskać po łbie.
Mój wierzchowiec jakoś dała za wygraną i usiadła obok mnie, blisko niczym kot. Owinęła ogon wokół łap nie spuszczając wzroku z Kalliope.
-Co tutaj robisz?-spojrzałem na mojego gościa.-Jak się w ogóle czujesz? Co z tym drugim Rycerzem Zodiaku?-zacisnąłem pięści na pościeli-Przepraszam, że przeze mnie Belial zginął...gdybym wtedy zareagował...-zakryłem twarz dłońmi.
Wszystko do mnie wróciło jak tylko zobaczyłem Kalliope. Black Star okryła mnie skrzydłem, ale to nie pomogło...czułem się winny temu, że Belial umarł, bo przecież mogłem coś zrobić...mogłem, ale nie zrobiłem, bo widok mojego przyjaciela pod wpływem Pride sprawił, że poczułem się tak, jakbym dostał obuchem przez łeb...
#6PisanieRe: Sala Szpitalna   Sob Lut 10, 2018 3:10 am


avatar
Obywatelka
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 88

Statystyki
Życie:
880/880  (880/880)
Mana:
990/990  (990/990)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Nie miałam zielonego pojęcia, że ten przerośnięty kurczak będzie się zachowywał, w ten sposób. Nie wiem co mu strzeliło do łba ale wcale nie był za grosz cicho. W dodatku syczała jak wąż co było dosyć oczywistym sygnałem, że zwierzakowi nie podoba się moje zachowanie. A przecież ja chciałam być taka miła i pomocna. Nie miałam niczego złego w zamiarze, jedynie chciałam się zatroszczyć o to tutaj stworzenie. Ale skoro nie , to nie.
- Spokojnie tłusty kurczaku rozumiem że jesteś na diecie. – zaśmiałam się żartując z zwierzęcia, które wyrzuciło moje ryby przez okno. No cóż, przynajmniej inne zwierzęta się tym pożywią skoro ona nie chciała.
Niestety na tym zazdrość i złe zachowanie zwierzaka nie skończyły się, bo ledwo zdążyłam posadzić swój zadek na krześle, to w mig to zastało przesunięte i jeszcze miska wylądowała na mojej głowie.
- Chcesz stracić wszystkie pióra, przerośnięty kruku?- warknęłam w miarę cicho na zwierzaka, wpatrując się w niego zła, odkładając miskę na bok. Oczywiście jej krakanie musiało obudzić wampira, który zdążył się przeciągnąć i przetrzeć oczy spoglądając na to co się dzieje i jak sowogryfka przymila się do swojego pana niczym kotka w rui. Ten widok był śmieszny i komiczny doprawdy.
- No hej. Wiesz co przyszłam z pewną sprawą. – stwierdziłam prosto z mostu.
- Mi nic nie jest, elfowi też. A ty jak się czujesz i co z sową? Gdzie ona jest? – spytałam spoglądając na wampira z wyraźną troską i zainteresowaniem w oczach. A ten począł zaraz przepraszać i się obwiniać o śmierć tego człowieka. Momentalnie zrobiło mi się smutno i nie wiedziałam co powiedzieć.
- Przestań, to nie ma sensu. Jeśli chcesz kogoś winić to już lepiej mnie, bo zawiodłam. –westchnęłam i podeszłam do niego łapiąc za babeczkę z kremem.
- Trzymaj to na poprawę humoru.– wściubiłam rękę tak by wampir dostrzegł słodycz. Oczywiście o ile przerośnięty kurczak mi na to pozwolił. Zresztą uważałam by przypadkiem nie oddziobał mi ręki kiedy ją wysuwałam.
- Wybacz krwi nie mieli na stanie, no chyba że taką z kaczki.- dodałam po chwili, wracając na swoją bezpieczną pozycję

#7PisanieRe: Sala Szpitalna   Nie Lut 11, 2018 8:39 pm


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/08/2017
Liczba postów : 25

Statystyki
Życie:
1120/1120  (1120/1120)
Mana:
500/500  (500/500)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
To nie była wina Kalliope, że Blacky był o mnie zazdrosna i pokazywała to w tak dość pokrętny sposób.
Jak dłużej z nami pobędzie, to zrozumie, że ta paskuda, jak mówiłem na Black Star, jest we mnie zakochana. Jeśli to tak można nazwać.
Oczywiście, słysząc słowa Kalliope, Black Star zmrużyła oczy. Jakby wzrok mógł zabijać, to moja rozmówczyni już byłaby martwa. Na całe szczęście, tak się nie stało.
-Pino? Nie wiem gdzie on jest.-odsłoniłem twarz kładąc dłonie na pościeli, którą ścisnąłem-Jak się obudziłem, jego już tutaj nie było, a mój kryształ był naładowany. Nie wiem nawet, gdzie go szukać...-bardzo mocno zacisnąłem pięści na połach tego, co okrywało połowicznie moje ciało.-Tylko ty dopiero zaczynasz swoje życie jako Rycerz Zodiaku. Ja już mam doświadczenie, które powinno było posłużyć do obrony was, ale zawiodłem widząc Beliala w takim stanie...że Pride...-nagle urwałem.
Poczułem, jak jakiś impuls przeszył moją głowę. Napływały do mojej głowy wspomnienia, o których dziesięć lat temu zapomniałem.
Patrzyłem przez chwilę w punkt przed siebie, a dopiero warczenie Black na Kalliope, która podała mi słodkie, wybił mnie z zamysłu.
-Black, uspokój się...-pacnąłem sowogryfkę w łepetynę-Castavis...Rycerz Feniksa...-dotknąłem lewą dłonią skroni.-Dlaczego sobie o nim przypomniałem...co się takiego stało, że...-nic z tego nie rozumiałem.
Spojrzałem na Kalliope pytającym wzrokiem. W sumie, co ona mogła wiedzieć na dobrą sprawę? Zapewne tyle co ja, czyli nic.
Wstałem z łóżka, aby podejść do okna. Nie miałem tyle sił jednak, aby samemu dość na wybrane miejsce, więc Black pomogła mi.
Dotknąłem dłonią szyby i patrzyłem na miasto, które było spory kawałek stąd. Na całe szczęście siedziba zodiaku znajdowała się w takim miejscu, że Larnwick było bardzo dobrze widoczne.
Zerknąłem na odbicie Kalliope w oknie.
-Nie mam ochoty na słodkie, raczej teraz potrzebuję...krwi...-rozmasowałem kark lewą dłonią-Ten...jeśli nie miałabyś nic przeciwko to może mógłbym...?-spojrzałem gdzieś w bok, kiedy próbowałem spytać syrenę, czy pozwoliłaby mi napić się swojej krwi.
Nie wiedziałem, że jest aquaticanem, więc stąd poszło pytanie. Byłem pewien, że jest człowiekiem, a takiej krwi teraz najbardziej potrzebowałem, by wrócić do pełni sił.
-Powiedz mi, proszę, gdy ja zemdlałem, co zrobił Pino? Ugh...-syknąłem, bo miejsce, w które uderzył mnie Pride bolało.
Musiałem usiąść pod oknem. Black przysiadła obok mnie.
-Musimy odnaleźć Pino, bo bez niego...-spojrzałem na Kalliope-....nie będziesz mogła przywdziać zbroi, bo masz Kryształ Zodiakalny, prawda?-wlepiłem oczy w Kalliope wyczekując odpowiedzi.
W sumie, nie ważne czy go miała czy nie, bez Pino jesteśmy tylko zwykłymi obywatelami Larnwick...ale nikt, poza nami, nie miał prawa tego wiedzieć. Inaczej ktoś mógłby tą wiedzę wykorzystać przeciwko nam i na pewno by to zrobił. Zwłaszcza ktoś taki jak Pride.
#8PisanieRe: Sala Szpitalna   Nie Lut 11, 2018 11:19 pm


avatar
Obywatelka
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 88

Statystyki
Życie:
880/880  (880/880)
Mana:
990/990  (990/990)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Brak wiedzy o tym gdzie znajduje się ta sowa chyba w obecnej chwili nie była, aż takim wielkim problemem. Przynajmniej w mojej ocenie.
- Ej, przestań się stresować i denerwować. Ja też zawaliłam więc jeśli masz się obwiniać i dołować, to jest to też mój wina. – poklepałam go po ramieniu na pocieszenie. Ehhh chyba nie byłam w tym najlepsza, ale przynajmniej starałam się. Nawet poczęstowałam o babeczką z kremem, która tak cudnie wyglądała. Przerośniętemu kurczakowi, to jednak się nie spodobało, więc westchnęłam tylko pod nosem, obracając się w jej stronę.
- Przerośnięty kurczaku zrozum mnie. Nic nie zrobię twojemu Panu, więc wyluzuj. Prędzej, tobie jak będziesz się zachowywać jak wielka, pierzasta furiatka…- warknęłam na tą nieogarniętą kupę pierza i tupnęłam nogą, w między czasie słysząc o kim wspomina wampir.
- Nie wiem, nie mam zielonego pojęcia. – westchnęłam, a gdzieś z tyłu głowy przypomniał mi się wizerunek pewnego przystojnego faceta, noszącego to imię. Jednak czy jednemu psu Burek na imię?  Zaraz też spojrzałam na wampira i jego towarzyszkę, która pomogła doczłapać mu się do okna.
-Nie. Nie ma takiej możliwości, przykro mi. – zrobiłam kilka kroków do tyłu, gdyby jednak chciał się na mnie rzucić niczym niewyżyta bestia i wychłeptać cała krew z mojego małego, drobnego, kobiecego ciałka
- Lepiej usiądź i spójrz na tą książkę. – wyciągnęłam z torby tą wielką księgę z dziwną rycina. – Zobacz te wszystkie ryciny, zwierzęta z niej gapią się na mnie, a nie odbiło mi, nie oszalałam.  No i zobacz ta historia jest ciekawa, proszę przeczytaj ją, a ja coś postaram się zdziałać w kwestii krwi. – stwierdzałam, podając wampirowi księgę i pokazując mu rycinę. Zostawiłam go na chwile i poszłam do pokoju pielęgniarek zgłaszając problem. Trochę pogadałam, pokokietowałam i w końcu w moich dłoniach znalazł się worek z krwią. Powoli, więc po kilkunastu minutach wróciłam do pokoju mając nadzieję, że wampir przeczytał legendę. Jednak na wstępie usłyszałam pytanie odnośnie Pino.
-Nawrzeszczał, płakał zmienił się w faceta i zniknął z tobą na rękach. – stwierdziłam wylewając krew w kieliszka do kubka mu podając. – Szczerze powiedziawszy był tak rozgoryczony i wściekły, że na jego miejscu zamknęła bym się w największej i najdalszej dziurze by mieć święty spokoju. – stwierdziłam przysiadając się na łóżku .
-Ave wyjaśnijmy sobie jedną rzecz. NIE JESTEM ŻADNYM RYCERZEM I NIM NIE BĘDĘ! – warknęłam na niego oburzona. – Nie nadaje się i nim nie będę. Nie mam też żadnego kryształu, więc sprawa zakończona. Chce się tylko dowiedzieć czy wiesz coś na temat tej księgi. –wskazałam na nią dłonią.
#9PisanieRe: Sala Szpitalna   Czw Lut 22, 2018 1:46 pm


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/08/2017
Liczba postów : 25

Statystyki
Życie:
1120/1120  (1120/1120)
Mana:
500/500  (500/500)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Black Star mierzyła wzrokiem Kalliope, ale gdy ta zaczęła tą swoją przemowę, już chciała dobrać się do mojej rozmówczyni.
-Black Star! Do jasnej cholery!-warknąłem na sowogryfkę-Ona nie jest moją dziewczyną i nie chce mnie poderwać! Opanuj się! Ona chce tylko pomóc... -skarciłem Blacky.
Sowogryfka skuliła się nieznacznie. Popatrzyła na Kalliope przepraszającym wzrokiem.
-Przepraszam za nią jeszcze raz. Ona jest zazdrosna o każdego, kto się koło mnie przewija. -przytuliłem łeb Blacky-Mam ją, co może cię zadziwi, ale od małego. Była jeszcze młoda kiedy mnie wybrała. Nawet nie potrafiła jeszcze latać. Uczyłem ją wszystkiego, więc możliwe, że traktuje mnie jak ojca i matkę jednocześnie.-dodałem.
No cóż, nie musiała się przecież na to zgadzać, no żebym wypił trochę jej krwi.
Słuchałem jej cały czas, z wielką uwagą. Widziałem w niej siebie, kiedy dowiedziałem się, że jestem Rycerzem Zodiaku. Długo nie mogłem się z tym pogodzić.
Oczywiście nie pogardziłem prezentem od Kalliope, którym był woreczek krwi. Wprawdzie, nei była to świeża krew, za którą najbardziej przepadałem, to jednak pozwoliło mi to trochę zregenerować siły. Poza tym, liczyłem, że eliksir już przestanie działać, bo miejsce, w które oberwałem bolało jak jasna cholera.
Oblizałem swoje kły, które na chwilę wysunąłem. Kalliope znów mogła je podziwiać. Spojrzałem na nią z niedowierzaniem, gdy powiedziała, że nie ma Kryształu Zodiakalnego.
-Co takiego...? Powiedź, że żartujesz...-mój głos zadrżał.
Podszedłem do niej, aby spojrzeć jej w oczy.
-Powiedź, że to żart, chory żart, że masz ten Kryształ...-wpatrywałem się wprost w swoje odbicie w jej oczach.-Jesteś Rycerzem Zodiaku czy tego chcesz czy nie. Poza tym mogę ci to udowodnić...użyj swojej wrodzonej magii. Spróbuj z niej skorzystać.-odsunąłem się nieco od niej, bo Black Star podeszła do mnie, aby oprzeć mi łeb na ramieniu-Musimy jak najszybciej odnaleźć Pino...jak najszybciej...musisz otrzymać swój Kryształ...chyba, że może Hav go ma...ale to musimy na niego poczekać, bo nie wiem ,gdzie on jest...-musiałem wrócić na łóżko-Wszystko się pieprzy! Nie rozumiem dlaczego?! Mam nadzieję, że...-spojrzałem w okno, kiedy poczułem kolejny impuls przechodzący przez moją głowę-Twój kolega się właśnie przebudził jako Rycerz Zodiaku...-moje źrenice rozszerzyły się-Dobrze, że chociaż on...Matko Pino, gdzie jesteś...wróć do nas...Pino...nadęta sowo...wracaj do nas!-krzyknąłem.
Zacisnąłem pięści. Jeśli Pino nie wróci...to będę miał ostatnią szansę na przywdzianie zbroi...jak potem będziemy bronić mieszkańców przed sakiki? No jak, jeśli zabraknie Piniaka?
Kalliope, na mojej twarzy mogła dostrzec smutek zmieszany z bólem oraz tym, że naprawdę się przejąłem i w żaden sposób nie żartowałem.
#10PisanieRe: Sala Szpitalna   Czw Lut 22, 2018 9:19 pm


avatar
Obywatelka
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 88

Statystyki
Życie:
880/880  (880/880)
Mana:
990/990  (990/990)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Spojrzałam na to jak wampir równo ochrzania swojego zwierzaka , po czym wszystko jej wyjaśnił o co z tą kupką pierza i jak to ona jej zazdrosna o wszystkie.
-Spokojnie nic się nie dzieje, póki mnie nie dziobie. – uśmiechnęłam się spoglądając na Black Stars, kiedy Ave opowiadał o ich przeszłości.
-No to masz nieźle przekichane skoro musisz jej matkować. – stwierdziłam i roześmiałam się ale rozumiałam, że oboje są do siebie przywiązani i zżyci od samego początku.
Po chwili podałam wampirowi do skonsumowania woreczek pełen krwi. Przyglądałam się jak ten ją wsysa do wnętrza swojego ciała oraz w jaki sposób chowają się jego zęby.
Wampir również całkiem szybko znalazł się przy mnie kiedy zaprzeczyłam faktowi posiadania tego kryształu i to samo mu powtórzyłam kiedy spojrzał mi w oczy. Nie miałam, żadnego kryształu, więc i nie mogłam go w żaden sposób wyczarować. Już prędzej mogłam użyć swojej mocy, skupiłam więc się i zrobiłam wszystko, to co zazwyczaj by skorzystać z magii ognia jednak nic się nie wydarzyło. Zdziwienie na mojej twarzy było bezcenne i po chwili spróbowałam kolejny raz ale nic się nie stało, więc westchnęła pod nosem zdenerwowana i nieco zawiedziona.
- Po pierwsze, to dowodzi jedynie temu że straciłam swoje moce. A po drugie oddajcie mi je. – uśmiechnęłam się krzywo. Nie chciałam stracić swoich mocy na zawsze, bo trochę się do nich przywiązałam i przyzwyczaiłam, że mogę z nich skorzystać kiedy tego potrzebuje w mniejszym lub większym stopniu. Nie dowodziło, to w żadnym stopniu tego, że jestem rycerzem.
-Ciekawe jak chcesz go odnaleźć ? Przyleci tutaj jak ktoś może będzie nas chciał zabić czy coś? –spytałam, a wampir po chwili począł gadać, że muszę mieć ten pierdzielony kryształ i inne takie. Westchnęłam i przewróciłam oczyma, powoli mając tego dosyć. Po chwili Ave nawet począł krzyczeć, więc też sobie na, to pozwoliłam.
- PINO WRACAJ ! ! ! ! – krzyknęłam nie powstrzymując się ani trochę. Wyszło mi więc, to znaczniej głośniej niż jemu. Jeśli więc ktokolwiek miał to usłyszeć, to teraz istniała znacznie większa szansa, że tak się stanie.
- Mój kolega? Jaki kolega? Cast? Nie możliwe jego już nie ma? – zmarszczyłam czoło, a w mojej głowie pojawiło się ziarenko niepewności i przez głowę przeszło mi mnóstwo myśli przez co chwilowo byłam nieobecna. Wróciłam do kontaktu ze światem dopiero po chwili, spoglądając na wampira.
-Ej, przestań weź się w garść. Black Star trzepnij go skrzydłem czy coś by mu się polepszyło. W ogóle przeczytałeś co tam jest napisane w tej księdze? – wzięłam go od niego i poczęłam mu czytać zawartą na kartach papieru historię.
#11PisanieRe: Sala Szpitalna   Czw Mar 01, 2018 11:43 pm


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/08/2017
Liczba postów : 25

Statystyki
Życie:
1120/1120  (1120/1120)
Mana:
500/500  (500/500)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Musiałem jej wyjaśnić jak to jest z tą zazdrosną kupą pierza.
Black Star cały czas mierzyła Kalliope swoimi ślepiami. Mimo, że ją opieprzyłem to i tak nie zamierzała być miła i jak nadarzy się okazja, zaraz zacznie psocić się Kalliope. Wiedziałem to, po prostu wiedziałem widząc ten jej wzrok.
Przeniosłem wzrok na Kalliope uważnie się jej przyglądając. Wzruszyłem ramionami na słowa, w których mówiła, że muszę matkować Black Star. Zdziwiłaby się, jak czasami to ona matkuje mojej osobie. Pogłaskałem Blacky po łbie zerkając w jej oczyska.
-Kochany stwór.-popatałem ją i znów przyglądałem się swojej rozmówczyni.
Usiadłem na brzegu łóżka. Jednak nie mogła używać mocy, więc już została wybrana i już nie było odwrotu.
-Nie możemy oddać ci mocy...ja też swoje straciłem...czy tego chcę czy nie.-westchnąłem smutno patrząc na zegarek na moim nadgarstku, tam gdzie skrywałem Kryształ Zodiakalny.-Nie wiem co trzeba zrobić i jak odnaleźć Pino. Może jest na nas zły za śmierć Beliala? W sumie, wcale bym się nie zdziwił, gdyby tak było...chociaż może nie tyle co zły, a się zawiódł...zwłaszcza mną...-znowu zaczynałem brać winę na siebie.
Zakryłem uszy, kiedy Kalliope przy mnie wydarła się, wołając by Pino wrócił. Nawet Black Star zjeżyła pióra.
-Ciszej trochę kobieto. Mam bardziej wrażliwe uszy niż ty. -przeczyściłem palcami uszy.-Poza tym, co masz taką wysoką tonację głosu? Normalni ludzie, aż tak głośno nie krzyczą. Jesteś khajitem jakimś czy lykaninem może?-przekrzywiłem głowę wgapiając się w Kalliope.
Nie miałem zielonego pojęcia, że mogła być syreną!
-Nie Castavis. Ten stary cap już dawno jest rycerzem, mam na myśli tego, co był z tobą kiedy spotkaliśmy Pride...zaraz...moment...-zamyśliłem się-...znasz Castavisa?! Jesteś jego dziewczyną?! To pewnie dlatego masz taki niewyparzoną gębę, zupełnie jak on!-uderzyłem pięścią w otwartą dłoń.
Miałem nadzieję, że to iż odleciała na moment od rzeczywistości sprawiło, że nie słyszałem, co takiego palnąłem.
Black Star zdzieliła mnie ogonem po głowie. Rozmasowałem uderzone miejsce. Na widok pięknych obrazków od razu przyjrzałem się książce, którą miała Kalliope. Historia zaś mnie zaciekawiła nawet bardzo i coś mi zaczęła przypominać.
-Ja już to gdzieś słyszałem, znaczy ta historię. Nie pamiętam tylko gdzie.-zamyśliłem się.-Może warto by pogadać, z którymś z Bogów? Może by znał odpowiedź?-podrapałem się po nosie.
Kilka niesfornych kosmyków opadło mi na czoło. Próbowałem je poprawić, ale jak zwykle nie słuchały i dalej wracały na swoje miejsce.
Skupiłem się, bo posłyszałem czyjeś kroki. Byłem ciekawy, kogo niesie, Castavisa czy może...Hava i moją karę za głupotę?
#12PisanieRe: Sala Szpitalna   Sob Mar 03, 2018 5:28 pm


avatar
Obywatelka
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 88

Statystyki
Życie:
880/880  (880/880)
Mana:
990/990  (990/990)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Rozumiałam, że dla niego ten zwierzak był kimś ważnym, zapewne był członkiem rodziny ale to, że moja moc nie działała, że nie mogłam z niej korzystać, trochę mnie zdenerwowało.
-Świetnie, to sobie ją zabierzcie! Dam sobie bez niej radę. Tylko nie każcie mi być rycerzem w śniącej zbroi, który będzie bronić tego przeklętego miasta. NIE NADAJE SIĘ DO TEGO. – stwierdziłam, wzdychając pod nosem. Skoro i tak już nie mam mocy, to niech chociaż coś dla mnie zrobią i przestaną mnie w to mieszać i ciągle wmawiać, to kim nie jestem.
- Co cię to interesuje kim jestem? – prychnęłam na jego pytanie, nie miałam zamiaru go informować o czymś co nie powinno go interesować. – Trudno jeśli ten puchaty ptak się nie pojawi, to trudno. Bo jeśli oboje się tak obwiniacie o śmierć tego faceta, to jesteście bezużyteczni. Zarówno ty jak i ten ptak. Gratuluje! Takich rycerzy potrzebuje miasto. – warknęłam na niego, przewracając oczami kiedy znowu ten przeklęty wampir począł się obwiniać. Poczynało mnie, to denerwować i wkurzać. Kolejne jego słowa wywołały u mnie chwilowo konsternacje, nie odpowiedziała nawet na zadane pytanie.  Nie chciała, nie mogłam, nie musiałam i nie miałam najmniejszego zamiaru nic mu powiedzieć, udzielić jakiejkolwiek odpowiedzi na pytanie. To nie była jego sprawa i tyle.
- Szkoda, że ty jesteś za to jedną wielkim nie nadającą się do niczego, martwą kupą, która tylko mieli jęzorem i siedzi od kilku dni na dupie, użalając się nad sobą niczym płaczące dziecko! – warknęłam na niego wyrywając mu książkę z dłoni. – Jak chcesz pomóc, to lepiej rusz dupę znajdź tego pieprzonego ptaka, bo pierdzielony Pride ma idealną okazję by wrócić! A ty w końcu jesteś obrońcą miasta, prawda? – uśmiechnęłam się wrednie, chowając księga do torby. Po tych słowach przynajmniej mi ulżyło. Obróciła się i zdenerwowana, skierowałam się ku wyjściu.  Niestety po chwili zderzyłam się z kiś.
#13PisanieRe: Sala Szpitalna   Nie Mar 04, 2018 6:48 pm


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Larnwick
Join date : 19/01/2018
Liczba postów : 41

Statystyki
Życie:
1280/1280  (1280/1280)
Mana:
120/120  (120/120)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Kiedy dolecieli na miejsce, Castavis ponownie przerzucił przez ramię Erestora i udał się do sali szpitalnej Rycerzy zodiaku. Idąc przez korytarz, już daleka słyszał rozmowę kobiety i mężczyzny. A dzięki wampirzemu słuchowi słyszał wyraźnie. Oba głosy wydały mu się znajome, nie był jednak pewien, ponieważ głos rozchodzący się po korytarzu był nieco zniekształcony. Usłyszał jak mężczyzna wymawia jego imię. Podszedł do sali i zatrzymał się na chwilę po czym zaczął nasłuchiwać. Rozpoznał głos Avenatha i usłyszął jak mówi że dziewczyna ma niewyparzoną gębę Jak Castavis. O mało nie wybuchnął śmiechem, dziewczyna jednak już takiego humoru nie miała i zaczęła krzyczeć na Avego. Postanowił wkroczyć, co by się jeszcze nie pobili, ale dziewczyna najwyraźniej miała zamiar wyjść bo zderzyli się na samym wejściu. Castavis odruchowo objął dziewczynę, aby nie upadła i dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego kogo właśnie obejmuje. Oczy mało mu z orbit nie wypadły. To była Kalliope... Jego ukochana sprzed momentu kiedy odszedł z Rycerzy zodiaku...
- To ty... Kalliope, Jak dobrze Cię widzieć... Wiem że z pewnością masz mnóstwo pytań, ale naprawdę to co się stało, jest mocno pochrzanione. Proszę pozwól że ci wyjaśnię. - Na chwilę objął ją mocniej i wypuścił, musiał położyć Erestora na łóżku. Kiedy już to zrobił, odwrócił się w stronę Avego i syrenki.
-Zdaje się że o wilku mowa co? Kalliope tylko 2 rzeczy, zanim zacznę wyjaśniać. Muszę przyznać że rzeczywiście potrafisz przygadać, aczkolwiek nie sądzę byś miała tak niewyparzoną gębę jak ja. - Zaśmiał się. - A ty Ave widzę znowu się wmieszałeś w jakąś kabałę i wylądowałeś w szpitalu. Ty to zawsze w jakieś kłopoty wpadniesz. Pod tym względem nic się nie zmieniło. - Wiedział że może tym wkurzyć Avego, ale nie specjalnie się tym przejmował. Co by nie było oni zawsze sobie wzajemnie musieli dogryźć bo by nie byli sobą. Cas w szczególności. Po chwili przybrał jednak poważną minę.
- No dobra, żarty na bok. Zdaję sobie sprawę z tego, że winien wam jestem kilka wyjaśnień. Zapowiadam jednak, że nie da się tego wyjaśnić w kilku słowach, bo sprawa jest kurewsko skomplikowana...
#14PisanieRe: Sala Szpitalna   Pon Mar 05, 2018 12:52 pm


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Namitto
Join date : 11/08/2017
Liczba postów : 48

Statystyki
Życie:
488/488  (488/488)
Mana:
740/740  (740/740)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Kiedy wreszcie odzyskałem przytomność leżałem na podłodze bez możliwości poruszenia choćby jedną kończyną. Mogłem tylko zgadywać co moje ciało robiła po utracie przez mnie kontroli. W końcu wcześniej stałem z założonym pancerzem Zodiaka a teraz leżałem bez niego. Szczęśliwie miałem okazję obejrzeć jak ten potwór przegrywa. Usłyszałem głos który mógł mi się zdawać znajomy. Później potwór zamienił się w dziecko. Miałem ochotę krzyknąć ale nie miałem sił. Jak ktoś mógł zamienić bezbronnego malucha w maszynę do zabijania? Jaki trzeba mieć chory umysł i przesiąknięte nienawiścią serce by zrobić coś takiego? Później ujrzałem jego, zodiaka Smoka który gdy Belial umarł telepatycznie mnie opierdzielił. Oczywiście, widziałem go po raz pierwszy więc rozpoznać go nie mogłem.
Chwilę później kolejna nieznana osoba podniosła mnie i położyła na swoim sowogryfie po czym zabrała mnie do siedziby Zodiaków. I teraz pytanie, Avenath mówił, że poza mną, nim, Belialem i syreną jest tylko jeden Zodiak. Więc zakładając, że jednym z tej parki która byłą w sali balowej jest Rycerz Smoka to kim jest do diaska ten drugi?! Wampir nie mógł mnie okłamać, nie miał ku temu przecież powodów. Więc jakim cudem ten gość ma sowogryfa?!
Nie dane mi było jednak się nad tym zastanawiać bo Castavis po wylądowaniu znów przerzucił sobie mnie przez ramię jak jakiś tobołek i zaniósł do wnętrza jakiegoś budynku. Najpewniej była to siedziba rycerzy ale pewności nie miałem. Gdy kowal łaskawie położył mnie na łóżku spojrzałem najpierw na Aventha a później na syrenę. Czyli jednak dostała kamień? A może przyszła po prostu sprawdzić czy Ave jest cały? Tyle pytań a żadnej odpowiedzi.... nic nowego.
Nie odezwałem się słowem, po pierwsze nie byłem pewien czy dam radę a po drugie - nieznajomy chciał opowiedzieć coś syrenie i wampirowi.
#15PisanieRe: Sala Szpitalna   Wto Mar 13, 2018 7:15 pm


avatar
Postać Niezależna
Skąd : Nexero
Join date : 13/08/2017
Liczba postów : 5

Statystyki
Życie:
24000/24000  (24000/24000)
Mana:
75500/75500  (75500/75500)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
-Zamknij się durna, pizdo.-wszedłem do sali szpitalnej trzymając nieprzytomne dziecko, które chwilę temu było potworem zabijającym niewinnych -Zanim zaczniesz pouczasz innych spójrz na siebie, morderczyni. Co sobą reprezentujesz? Nic, kompletne zero. Nawet nie potrafisz wziąć na siebie odpowiedzialności za czyjąś śmierć. - położyłem chłopca do łóżka.
Kalliope miała pecha, bo słyszałem wyraźnie jak krzyknęła na Avenatha. Odgarnąłem kosmyki z jego czoła. Na mojej twarzy, co było to rzadkie, widać było smutek. Przykryłem dzieciaka kołdrą, a kiedy to robiłem moja zbroja rozprysnęła się i zniknęła w krysztale ukrytym w moim kolczyku.
Odwróciłem się energicznie do Kalliope, po czym pokazałem na nią palcem.
-Zapamiętaj sobie, jesteś morderczynią tak samo jak ten tutaj.-przesunąłem rękę tak, aby wskazać na Erestora-Co, nie powiedzieliście Avemu, że to przez waszą idiotyczną kłótnię zginął Belial? Nie miałaś odwagi przyznać się do tego, że zjebałaś na całej lini razem z nim? Och, zabrakło pannie pyskatej odwagi? Tak myślałem. Pieprzony tchórz.-opuściłem rękę, po czym podszedłem do Avenatha.
Miałem ochotę go spoliczkować, za to co odjebał w Alei Zodiaku, ale stwierdziłem, że tym razem mu odpuszczę. Przejął się śmiercią Beliala tak mocno, że chyba przydałaby mu się porządna dawka krwi, dlatego usiadłem na łóżku obok niego i podwinąłem rękaw. Jeśli się zdecyduje, mógł wypić moją krew. Świeża krew dla wampira to zawsze pokrzepienie.
-A ty...-spojrzałem na Castavisa-...pieprzony kretynie, coś sobie myślał z tym ogniem?! Czego cię kurwa uczyłem, zaraz po tym jak zostałeś Rycerzem Zodiaku?!- miałem ochotę zajebać Castavisowi w mordę-Mówiłem ci kurwa, żebyś trzymał swój temprament na wodze! Może i Avenath jest roztrzepańcem, ale przynajmniej stara się myśleć! Nie dorastasz mu do pięt idioto!-zmaterializowałem swoje skrzydła, bo musiałem zająć czymś ręce, żeby któremuś z nich nie przypierdolić.-Chuj mnie obchodzi, że dla tej pyskatej baby porzuciłeś Zodiak. Żałuję, że się na to zgodziłem. Nie powinienem był się zgadzać!-gestykulowałem skrzydłami, ale tak by nie uderzyć Avenatha-Myślałem, że to była dobra decyzja, ale jednak to była najgorsza rzecz na jaką się zgodziłem. Teraz, ta decyzja dotknęła wszystkich!-wstałem, bo nie chciałem zrobić krzywdy młodemu wampirowi-Uległem twoim zachciankom, bo się zakochałeś.-wlepiłem oczy w Castavisa-Dobraliście się oboje idealnie, i ty i ona macie teraz krew na rękach, tylko Belial wrócił, ale wszystko co pamiętał zostało mu wymazane, ale twoje ofiary Castavisie...one nie wrócą do żywych. Nie będę ci ratować dupy, jeśli Carmel postanowi ci się do niej dobrać. Jeszcze wezmę popcorn, siedzisko i będę się uważnie przyglądać jak rżnie ci dupsko, bo sobie na to zasłużyłeś!-pokazałem na niego skrzydłem-Nawet nie wiem, jak ciężko mi było przekonać tych wszystkich mieszkańców, żeby nam zaufali?-oparłem skrzydło tak, że dotykałem jego jedną częścią swojej klatki piersiowej, wszak było ono jak druga ręka-A przez ciebie i twój jakże bohaterski wyczyn wszystko poszło się jebać! Cała moja praca poszła w pizdu, przez ciebie! Nie wiem jak, ale masz to kurwa odkręcić!-skierowałem się w stronę wyjścia, ale nim dałem krok za drzwi spojrzałem na Avenatha-Wyjdź z sali szpitalnej, a osobiście wrócisz do niej w podskokach.-wyszedłem, a po drodze wcisnąłem kryształ zodiakalny Kalliope, nawet jeśli się przy tym zapierała.
Nie miałem zamiaru dłużej patrzeć na gęby pół przytomnego Erestora, Castavisa i tej wypacykowanej laluni.
Trudno, Ave dowiedział się czegoś, czego nigdy nie miał się dowiedzieć. Potem pogadam z nim na spokojnie, ale póki co musiałem iść do Carmela i dowiedzieć się, jak bardzo sprawa została spieprzona.

z.t
#16PisanieRe: Sala Szpitalna   Sob Mar 17, 2018 10:58 pm


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Larnwick
Join date : 19/01/2018
Liczba postów : 41

Statystyki
Życie:
1280/1280  (1280/1280)
Mana:
120/120  (120/120)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Nie zdążył nic powiedzieć po zobaczył Havnoxa który wszedł od razu na pełnym wkurwie. Zaczął się wyżywać na Kalliope i Castavisie. Castavis gdyby mógł to by się pewnie zrobił czerwony ze złości słuchając jak dowódca rycerzy drze na nich mordę. Widział też jak Havnoxowi nerwy puszczają, zacisnął pięści i ewidentnie miał wielką ochotę przyłożyć Castavisowi w gębę. Ten oczywiście też zacisnął pięści, na wypadek, gdyby rzeczywiście chciał to zrobić. Zdawał sobie sprawę, że nie miał najmniejszych szans z dowódcą, ale nie pozwoli sobie na takie traktowanie. Tym bardziej że po wygłoszeniu swoich żalów po prostu poszedł w pizdu. Gdy Havnox wychodził, zawołał tylko za nim:
- Jeszcze się z tobą rozmówię! Bo w tym momencie, to stanowczo przegiąłeś pałę! - Zdecydowanie nie zamierzał tego tak zostawić i później z pewnością złoży mu wizytę. Teraz jednak nie zamierzał iść za nim, bo mogłoby to się skończyć źle dla nich obu. Tym bardziej że Casem zaczęły targać nerwy i miał ochotę w coś przypierdolić. Uznał jednak że nie jest to najlepszy pomysł, bo jeszcze mu będą suszyć głowę o niszczenie mienia. I tak już wystarczająco poszło z dymem podczas walki z sakiki. Zwrócił się do wszystkich.
- Cóż. Przyjdzie mi niestety przełożyć moje wyjaśnienia na inny okres. Na chwilę obecną mam sprawę do załatwienia. A w zasadzie dwie. Jak będziecie potrzebowali wyjaśnień to najczęściej znajdziecie mnie w mojej kuźni. A ty Ave wiesz jak się ze mną skontaktować. - Starał nie dawać po sobie poznać złości, ale w jego głosie i tak było słyszalne wkurwienie. Kierował się już do wyjścia, jednakże wpadł na inny pomysł. Złapał Kalliope za rękę.
- Chodź ze mną. Komu jak komu, ale tobie jednak należą się wyjaśnienia. I wolałbym to przedyskutować bez świadków. - Niezależnie od tego, czy syrena z nim poszła, czy też nie. Castavis udał się do wyjścia.
z/t --> Mewia plaża w The Climbing Tides
#17PisanieRe: Sala Szpitalna   Nie Mar 18, 2018 4:35 am


avatar
Obywatelka
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 88

Statystyki
Życie:
880/880  (880/880)
Mana:
990/990  (990/990)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Zanim jeszcze zdążyłam wyjść z pomieszczenia usłyszałam jak ktoś mnie wyzywa, a po chwili ujrzałam postać, co do której płci nie była pewna.
- Zabiłam go, a przynajmniej się do tego przyczyniłam znacząco i dobrze mi z tym. Pewnie dlatego, że nie znałam go jak wy wszyscy. Tylko czemu na nowych rycerzy. Nieobeznanych z tematem rzucił się wstrętny potwór? – stwierdziłam, spokojnym lecz szorstkim głosem, spoglądając na mężczyznę , który zostawił dziecko.
Poczęłam wychodzi z sali szpitalnej nieco zezłoszczona i nawet się nie spostrzegłam kiedy przywaliłam głową w czyjeś ciało. No nie byle kogo, bo kiedy podniosłam głowę, zdębiałam na widok Castavisa. Ten mnie złapał, bym nie wyrżnęła się po wpadnięciu na niego i począł się tłumaczyć, a ja stałam zszokowana, zdębiała, a w głowie przewijały mi się wszystkie wspomnienia z tych chwil, które spędziliśmy razem, momentów które dzieliliśmy. Z tego transu wybudziły mnie kolejne krzyki oraz widok elfa, którego położono na szpitalnym łóżku. A później było mnóstwo krzyków i wielkie zamieszanie włącznie z karmieniem wampira. Nie dało się nawet zadać pytania kim jest ten facet z skrzydłami, co tu się do cholery dzieje, co się in przydarzyło, kim jest to dziecko i czemu ten niedorobiony elf leży w łóżku, oraz co mój były kochanek robi tutaj. Zanim jednak zdołałam z siebie wykrztusić jakiekolwiek słowo, w moich dłoniach wylądował kamień, który wręcz mi na siłę wciśnięto na siłę. A chwilę później Cast złapał mnie za rękę i wyciągnął z tej zatłoczonej Sali szpitalnej zanim zdążyłam nawet wymruczeć najmniejsze słówko.

z/t --> Dom Kalliope


Ostatnio zmieniony przez Kalliope dnia Pon Kwi 02, 2018 12:59 am, w całości zmieniany 1 raz
#18PisanieRe: Sala Szpitalna   Sro Mar 21, 2018 9:29 pm


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Namitto
Join date : 11/08/2017
Liczba postów : 48

Statystyki
Życie:
488/488  (488/488)
Mana:
740/740  (740/740)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Gdy usłyszałem głos Avego podniosłem się. Może byłem osłabiony ale złość bywała dobrym źródłem tymczasowej energii.
-A więc ty jesteś bez skazy Rycerzu Smoka? Więc możesz obwiniać mnie i Kalliope, nowych Zodiaków o śmierć Beliala? !Choć byliśmy kompletnie nieprzygotowani i bezbronni. A ty gdzie byłeś?! Panie który zawsze wszystko wykonuje perfekcyjnie?! Gdzie się podziewałeś rycerzu bez skazy gdy pozostali Zodiacy ocierali się o śmierć?!
W moim głosie pobrzmiewał gniew. Rozumiałem swą winę lecz charakter tego gościa zaczynał mnie denerwować.
-Skoro jesteś tak inteligentny i uzdolniony to czemu nie zabiłeś Pride'a? Skoro dwóch nowych mogło go pokonać to co dopiero taki pełnoprawny rycerz jak ty! Może jesteś od nas lepszy i chętnie przyjąłbym uzasadnioną krytykę jednak ty się w tym momencie na nas wyżywasz. Myślisz, że chciałbym tutaj być? Wolałbym siedzieć w swym pałacu na Namitto otoczony rodzeństwem i szlachtą a muszę użerać się jakimś paniczykiem od siedmiu boleści, który musi się dowartościować kosztem innych
Kończąc ostatnie zdania zbladłem nieco bardziej po czym padłem z powrotem na łóżko głośno oddychając. Za duży potok słów, w zbyt krótkim czasie
#19PisanieRe: Sala Szpitalna   Sro Mar 21, 2018 11:55 pm


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/08/2017
Liczba postów : 25

Statystyki
Życie:
1120/1120  (1120/1120)
Mana:
500/500  (500/500)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Patrzyłem na Kalliope, która nagle z miłej kobiety zrobiła się mało przyjemna.
-Jak każdy z nas.-- rzuciłem szeptem odnośnie stwierdzenia syreny, że nie nadaje sie do roli Zodiaku-Jejku, nie musisz się tak spinać.-fuknąłem do niej-Zachowujesz się tak, jakby śmierć w ogóle cię nie obchodziła.-rzuciłem.
Mnie bolało to, że nie mogłem uratować Beliala dlatego, że był moim przyjacielem. Nie byłem w stanie zrobić nic, aby zapobiec jego śmierci...dlatego ja tym bardziej nie nadawałem się na Rycerza Zodiaku.
Ktoś wszedł do sali. To był Rycerz Zodiaku Feniksa. Na widok Castavisa gęba mi się wykrzywiła w uśmiechu. Jak dobrze znów go było widzieć. Od razu rozpoznałem też tego elfa, którego wcześniej poznałem. Był w takim stanie jak ja, kiedy pierwszy raz dobyłem z zbroi. Słaby i zmęczony, nie mogący się ruszać.
-Kabałę...stul pysk lepiej.-rzuciłem kąśliwie do starego wampira.-Huuh?!-zrobiłem wielkie oczy-To wy się jednak znacie?!-wpatrywałem się to w Castavisa to w Kalliope.
Jednak jego ostatnie słowa sprawiły, że miałem spory mętlik w głowie. Co on chciał nam wyjaśnić? Nic z tego nie rozumiałem. Przestałem nad tym rozmyślać, kiedy to posłyszałem ruchy dochodzące z łóżka, na którym leżał elf. Odzyskał przytomność, ale nadal był w kiepskiej formie fizycznej, ciekawe czy i psychicznej też?
Nagle wparował Hav i resztka mojego dobrego humoru wyparowała. Bardzo dawno widziałem go tak wkurwionego. Skuliłem się mimowolnie. Poza Kainem, Hav był drugą osobą, której się bałem. Dlatego nie śmiałem nawet się odezwać, kiedy to zaczął mówić, a raczej krzyczeć.
Dostałem obuchem w łeb słysząć, że przez głupią kłótnię Erestora oraz Kalliope zginął mój przyjaciel. Moją głowę zaczynało bombardować pytanie, czemu go nie ratowali tylko woleli się kłócić?
Odleciałem od rzeczywistości. Powoli do mnie dochodził fakt, że ta dwójka przez swój egoizm, jeśli to tak nazwać, doprowadziła do śmierci Beliala...jednak, gdybym wtedy był bardziej ostrożny i psychicznie silniejszy nie zabolałoby mnie to, że Belial dał się złapać przez Pride.
Odzyskałem nieco przytomność, gdy Hav usiadł obok mnie. Nie mogłem nie skorzystać i upiłem trochę krwi z jego nadgarstka. Nie ma to jak świeża krew. Od razu poczułem ulgę i napływ sił.
Znowu jednak Hav zaczął mówić. Wspomniał, że Belial wrócił, ale zapomniał o nas...ale jak to było możliwe? Dlaczego ja miałem o nim pamiętać, a on o mnie nie?! Dlaczego?! Będę musiał to sobie wyjaśnić z Havem, ale to jak się tylko uspokoi...właśnie, jak się tylko uspokoi.
Castavis i ofiary? Co się tam naprawdę stało w ratuszu? Do czego tam doszło? Czyżby znowu...ktoś umarł? Spojrzałem na chłopca, którego wcześniej Hav położył do łóżka. To dziecko było sakiki? Nie...to jakiś chory żart...przecież to dziecko...dziecko...jeszcze dziecko...
Castavis zaczął się irytować i też zaczął krzyczeć, a potem Kalliope i na sam koniec wyszli oboje. Zakryłem uszy. Nie chciałem słuchać jak oni się wszyscy kłócą. Jeszcze potem Erestor zaczął dodawać od siebie. Naprawdę miałem dość.
-Odczep się w końcu od Hava!-krzyknąłem do Erestora-Nawet nie wiesz ile lat on się męczy! Nie widzisz tego? Naprawdę tego nie widzisz?!- spojrzałem z wyrzutem na elfa-On był pierwszym Rycerzm Zodiaku, który został wybrany, zaraz po tej całej masakrze. Zrzucono mu na barki ciężar, który musi dźwigać. Wyrwany z własnego domu, z Nexero i zmuszony do zamieszkania tutaj. Wyobrażasz to sobie? Zostac wybranym bronić świata, który jest dla ciebie obcy, którego kompletnie nie znasz. Ja bym tak nie potrafił.-zacisnąłem pięści na powłoce-Na każdym kroku starał się pokazać, że można nam ufać, zaufać, że to co wtedy stało się z Rycerzami Zodiaku, było sprawka Pride nie tego, że byli niekompetentni.- cały czas patrzyłem na Erestora-Najłatwiej na kogoś nakrzyczeć, nawrzeszczeć...nie chcę go całkowicie bronić, bo źle postąpił, ale...postaw się w jego sytuacji...musi pilnować nas, pilnować miasta, udowadniać na każdym kroku mieszkańcom Larnwick, że można nam ufać i jeszcze teraz szukanie Pino i nowych Rycerzy Zodiaku. Musimy go wspierać, jak tylko potrafimy. Wiem, że Hav miał jakiś powód, że nie przyszedł nam z pomocą, bo nigdy się nie zdarzyło, by nie przybył do mnie i Castavisa, czy wcześniej Beliala...coś musiało się stać, jestem pewien...-przeniosłem wzrok na chłopca-Czy on...był sakiki?-postanowiłem jednak spytać, bo musiałem wiedzieć, czy tamci już całkiem stracili resztki człowieczeństwa, a stali się prawdziwymi potworami.
W sumie, chyba byli nimi cały czas...
#20PisanieRe: Sala Szpitalna   Czw Mar 22, 2018 5:12 pm


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Namitto
Join date : 11/08/2017
Liczba postów : 48

Statystyki
Życie:
488/488  (488/488)
Mana:
740/740  (740/740)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Avenath miał trochę racji ale skąd miałem wiedzieć kim jest ten gość? To było nasze pierwsze spotkanie twarzą w twarz i co? Zrobił tragiczne pierwsze wrażenie, wyszedł w moich oczach na nadętego krzykacza i to tylko i wyłącznie jego wina. Zacisnąłem dłoń na kamieniu Zodiaka.
-Moje oczy działają bez zarzutów. Ty go znasz a ja nie, oceniam go po pierwszym wrażeniu który zrobił na mnie przed chwilą. Tak samo wy nie znacie mnie i oceniać mnie możecie tylko po naszym pierwszym spotkaniu.
Powiedziałem kręcąc głową po czym spróbowałem się dźwignąć. Niezależnie od skutku spojrzałem na wampira a później na chłopca.
-Tak, to był Sakiki
Powiedziałem powoli wbijając wzrok w amulet i w kryształ. Wpatrywałem się w nie jakbym oczekiwał od nich rady, odpowiedzi, czegokolwiek....
-Spójrzmy prawdzie w oczy. Jesteśmy tragiczną drużyną. Naszych poprzedników każda porażka, choć wywoływała ból i łzy to zawsze potrafili znaleźć siłę by podnieść się z kolan. Nas zaś porażka poróżniła i skłóciła. Współczuję, twojemu przyjacielowi ale... wiesz mi, że próbowałem uratować Beliala i uratować Kalliope która pchała się bezbronna na Pride'a. Próbowała go sprowokować a ja bałem się o nią i desperacko próbowałem ją powstrzymać. Próbowałem przechytrzyć Pride'a i gdy już miałem iskrę Feniksa w dłoniach on.... ją zniszczył. Nie widziałeś oczu Beliala, jego twarzy nim..
Urwałem opuszczając głowę a na łóżku spadło kilka łez.
-Ta twarz, ten wzrok i ten śmiech... będą mnie dręczyć do końca dni
Mówiłem cały czas powoli, tłumiąć łzy
#21PisanieRe: Sala Szpitalna   Wto Mar 27, 2018 1:44 am


avatar
Obywatel
Rada miasta
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/07/2017
Liczba postów : 25

Statystyki
Życie:
500/1280  (500/1280)
Mana:
965/1000  (965/1000)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Odzyskałem przytomność w drodze do Siedziby Rycerzy Zodiaków. Czułem się źle z tym, że dałem się ponieść bestii, którą notabene powinienem potrafić poskramiać. Widać, nie do końca tak było.
Rana na ramieniu była niewyobrażalnie bolesna. Tylko dlatego, że byłem wampirem jakoś byłem w stanie to znieść, chociaż też nie do samego końca. Każdy ruch mnie męczył, a do tego zaraziłem się Pierwiastkiem Ciszy. Dobrze, że nie zarażałem innych będąc w takim stanie. Jednak bycie Dzieckiem Nocy miało jakiś swój cholerny urok.
Odpędziłem tych natręciuchów, którzy skakali koło mnie dając im jasno do zrozumienia, że jakoś sam dojdę do sali szpitalnej jak tylko znalazłem się w środku siedziby wojaków w złotych zbrojach.
Karciłem się w myślach, że jako Radny powinienem był lepiej się postarać. Nie mogłem znieść, że przez moją słabość tak szybko zostałem wyeliminowany z walki.
Moje rozmyślania przerwały dochodzące moich uszu rozmowy. Jeden głos znałem bardzo dobrze, to był Avenath, ale drugi...zaraz gdzie ja go słyszałem...ach to był ten elf przewodnik, Erestor czy jak on tam miał. Także Rycerz Zodiaku.
Z grzeczności poczekałem, aż skończą rozmawiać, ale słysząc co obaj mówią, nie mogłem w nie wejść. Poza tym, stanie zaczynało sprawiać mi problem, gdyż męczyła mnie dość mocno ta czynność. Chciałem po prostu usiąść, a najlepiej iść spać i mieć wszystko w dupie. Zapomnieć o tym...ale tak się nie da, bo przecież jak tylko otworzę powieki rzeczywistość wróci do mnie, prawdopodobnie ze zdwojoną siłą.
-Czasami nic nie poradzimy na nasze słabości.-wtrąciłem się w rozmowę wchodząc do sali szpitalnej i prawie przy tym upadłem.
Dobrze, że jednak pielęgniarze kręcili się obok mnie, bo dowlekli mnie do łóżka, a potem zaczęli opatrywać.
Jak tylko robili coś źle to syczałem na nich jak rozwścieczony kocur. Avenath i Erestor dopiero teraz mogli dostrzec w jak paskudnym stanie naprawdę byłem. Odryziony kawałek mięsa na ramieniu, dziura w klatce piersiowej. Jaki to był wstyd, że ktoś taki jak ja Członek Rady Miasta był w takim stanie. Dobrze, że siedziałem tutaj, a nie w miejskim szpitalu to dopiero była by dla mnie katorga.
-Idźcie lepiej spać.-rzuciłem, jak tylko miałem okazję-Zamartwianie się nic wam nie pomoże. Ty to z resztą wiesz, Avenath.-odwróciłem głowę tak, aby patrzeć na świat za oknem.
Nowy Świat nie różnił się w sumie niczym od tego Starego. Też ginęli niewinni, bo ktoś na górze nie potrafił załatwić należycie spraw, też był pełen smutku i bólu. Co z tego, że nazywano teraz wszystko Nowym Światem, skoro miał w sobie elementy Starego Świata? Nic już tego nie rozumiałem...przecież, gdy coś jest nowe, to powinno być inne lepsze prawda? Chyba, że się myliłem, a to było możliwe. Mimo tylu lat życia, czy raczej nieżycia nie byłem idealny. Wiedziałem, że mogłem być w błędzie, ale póki mnie ktoś o tym nie uświadomi to będę uznawał swoją rację.
W moich złotych oczach odbijał się świat za oknem. Powoli zaczął mi się rozmazywać. Zmęczenie zaczęło dawać się mocno we znaki. Musiałem się przespać, tak to było dobre rozwiązanie i nim się zorientowałem spałem w najlepsze. Chociaż z boku to raczej wyglądało jakbym po prostu umarł...w końcu wampiry nie oddychają czyż nie?
#22PisanieRe: Sala Szpitalna   Wto Mar 27, 2018 1:58 am


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/08/2017
Liczba postów : 25

Statystyki
Życie:
1120/1120  (1120/1120)
Mana:
500/500  (500/500)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Słuchałem Erestora nie spuszczając z niego wzroku. Moje niebieskie oczy dostrzegły ten sam smutek, który gościł i u mnie w sercu. Widać, nie tylko ja przejmowałem się losem innych i byłem wrażliwy na krzywdę ludzi. Chociaż, czy elfy właśnie tak nie miały? Nie znałem ich dobrze, ale na takich mi wyglądały.
-Mówiłem, nie będę broić Hava, ale widziałem jak się stara, żeby ci ludzie nam zaufali...ale oni są tacy uparci...przeklęty Pride...nienawidzę go!-zacisnąłem pięści na pościeli i unosząc przy tym nieznacznie głos-Niech go szlag! Dziecko?! Jakim prawem?!- zerknąłem na chłopca, po czym szybko odwróciłem wzrok.
Łzy same cisnęły mi się pod powieki, ale w przeciwieństwie do Erestora moje były czerwone, wszak bez eliksiru płakałem krwią.
Przetarłem oczy rozcierając nieco posoki na twarzy. Musiałem szybko to wyszorować, bo nie wyglądałem za dobrze.
Słysząc słowa Erestora nie mogłem się nie zgodzić.
-Tak...jesteśmy najgorszą drużyną Rycerzy Zodiaku...-coś chciałem jeszcze dodać, kiedy do sali medycznej wszedł Marcus-Marcus!-chciałem poderwać się z łóżka, ale szybko zostałem zmuszony do tego, aby wrócić na miejsce.
Nadal wszystko kurewsko mnie bolało po tamtym łomocie od Pride.
Black Star podeszła do wampira, który zapewne jak my musiał to przeżywać. Znałem już trochę Marcusa i mimo, że po sobie tego nie pokazywał. Widziałem to, zwłaszcza kiedy zerknął na swoje rany. Ugh...nawet Marcus nie był w stanie stawić czoła sakiki...powinniśmy byli go obronić. Ja powinienem tam być...wtedy to wszystko na pewno skończyłoby się inaczej, tak jestem tego pewien...
Mocno zaciskałem pięści na poszewce kołdry, kiedy to znowu Kowboj się odezwał. Tak, sen to najlepsze rozwiązanie. Jednak tylko na krótki okres, bo jak się rano budzisz to znowu wszystko do ciebie wraca.
Skinąłem do Erestora, że tak sen to teraz najlepsza opcja.
Położyłem się na bok. Blacky wróciła do mnie i ułożyła łeb tak, abym się do niej przytulił.
-Wiesz, myślę, że bardziej przydasz się Erestorowi niż mnie, dobrze?-pogłaskałem ją po wielkim łbie.e
Blacky zrobiła wielkie oczy, ale na moje skinienie skierowała swoje kroki do elfa.
Usiadła obok łóżka i ułożyła się tak, aby ten mógł przytulić się do jej łba. Sowogryfka zamknęła powieki, a chwilę potem spała spokojnie.
Nie minęła chwila, a i ja już w miarę spokojnie spałem. Miałem nadzieję, nim zasnąłem, że nie będą mnie męczyć żadne koszmary...chciałem się po prostu wyspać i zacząć wszystko z podniesioną głową, to wszystko.
#23PisanieRe: Sala Szpitalna   Sro Mar 28, 2018 12:36 pm


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Namitto
Join date : 11/08/2017
Liczba postów : 48

Statystyki
Życie:
488/488  (488/488)
Mana:
740/740  (740/740)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Zauważyłem pojawienie się nowej osoby, kolejnego wampira nawiasem mówiąc. Musiałem przyznać, że był w opłakanym stanie. Jednak nie dane było mi usłyszeć słów jego i Avenatha gdyż z mojej koszuli coś wychyliło łebek. Była to moja kochana smoczyca, miło, że była cała. Delikatnie pogłaskałem ją palcem po głowie.
-Długo tutaj leżałaś malutka?
Zapytałem całą uwagę poświęcając smokowi. W końcu to ona była moją wierną towarzyszką odkąd... w sumie to odkąd przyszła na świat. Z pewnością ze wszystkich istot żywych na Ziemi to ją znałem najlepiej. Dziecko Słońca, bo tak jej imię brzmiało w ludzkim języku ułożyła swoją głowę na moim ramieniu a ja nadal wodziłem po niej palcem.
-Nic na nie nie poradzimy. Musimy się z nimi pogodzić a z czasem nauczyć się je przezwyciężać. Nie wiem jak ty Ave ale ja nie zamierzam się położyć i umrzeć. Po coś mnie wybrano. Chociaż... niewątpliwie brakuje mi doświadczenia.
Gdy radny zaproponował sen kiwnąłem twierdząco głową. Sen był dobrym lekarstwem na wiele rzeczy. Energicznie jednak sprzeciwiłem się pomysłowi Avenatha.
-To twoja przyjaciółka, nie moja. Niech śpi z tobą, jeszcze Feinewedd się na mnie obrazi.
Powiedziałem patrząc to na smoczyce, to na sowogryfkę. Chwilę później ułożyłem się wygodniej na łóżku. Sam nie wiedziałem kiedy zasnąłem.
#24PisanieRe: Sala Szpitalna   Sob Mar 31, 2018 12:54 am


avatar
Administracja
Administrator
Join date : 24/04/2017
Liczba postów : 136
Zobacz profil autora
Nawet Rycerze Zodiaku zostali obdarowani tajemniczymi jajkami, które regularnie pojawiały się w mieście. Ba, sam radny Marcus Takato też takowe dostał, więc nikt nie czuł się pokrzywdzony w żaden sposób.
Po tygodniu gnicia w szpitalnej sali, no dobra, Avenath był tym, który akurat najmniej czasu tutaj przesiedział, to takie prezenty były miłą odmianą dla każdego. Tym bardziej, że dochodzenie do zdrowia, jedzenie niezbyt dobrego jedzenia i branie paskudnie smakujących lekarstw nie należało do przyjemnych. Wszak nikt nie lubi siedzieć zamkniętym w czterech ścianach i być przykutym do wyra, a do tego na każdym kroku pilnowanym, bo Wielki Brat [Hav] wszystkich obserwował. No i nie można było zapomnieć o Panu Wszystkowidzącym i Wiedzącym [Kain], który to jak tylko Marcus czy Ave próbowali coś kombinować w związku z chęcią uniknięcia leczenia, od razu bombardował ich umysły prawieniem morałów. Zatem koniec końców, dali w końcu spokój, bo przecież ile można było słuchać marudzenia, strofowania i pouczania Starego Wampira, który to zawsze (nawet gdy się mylił) i tak miał zawsze rację? Dla świętego spokoju ich umysłu oraz duszy dostosowali się do nakazów Kaina, byle tylko nie musieć go słuchać.
Dlatego, Erestor pot tym względem miał w sumie lepiej, bo nikt mu do głowy nie zaglądał i nie dukał, no dobra poza Havem, który to jak czuł, że elf próbuje dać nogę ze sali szpitalnej od razu włączał umoralniającą gadkę. Nie był w prawdzie tak upierdliwy jak Kain, ale no jednak nietykalność umysłowa Erestora została naruszona, więc podobnie jak Ave i Marcus, by mieć święty spokój dał za wygraną.
Jedyną istotą, której nie przeszkadzało opierdzielanie się była Black Star, która korzystała z tego, że mogła w końcu mieć Avenatha, no dobra prawie dla siebie. O dziwo nie była zazdrosna o Erestora czy Marcusa. Być może dlatego, że Marcusa znała już spory kawałek czasu, zaś Ereś, jak uznała, nie był w typie Avego, chociaż cholera tam wiedziała tego pokręconego wampira.
Zatem, pierwszą osób, która dostrzegła nietuzinkowy prezent był Erestor, Marcus był tym drugim, bo przecież robił coś bardzo elokwentnego co potocznie nazywało się mam wszystko w dupie, zaś Avenath spędzał czas na rysowaniu i projektowaniu strojów. I tylko dlatego, że Hav wywalił przez okno wielkie jajo zorientował się, że coś się zadziało. W kwestii, czemu szefu postanowił nauczyć jajko latać, zostawił do rozwiązania na później, bo jeszcze mu się tym jajcem oberwie przez łeb za wtrącanie się w nie swoje sprawy...
#25PisanieRe: Sala Szpitalna   Czw Kwi 05, 2018 7:23 pm


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Namitto
Join date : 11/08/2017
Liczba postów : 48

Statystyki
Życie:
488/488  (488/488)
Mana:
740/740  (740/740)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Przez ten czas gnębiła mnie nuda i tęsknota. W końcu leżałem zamknięty w pomieszczeniu szpitalnym, z dala od natury, od mojego lasu i domu. A jeśli stało się tam coś pod moją nieobecność? Jeśli jakiś drań postanowił urządzić sobie rzeź leśnych zwierzątek? Moja dłoń na samą myśl o tym zaciskała się na główce wyimaginowej laski. Dlaczego? Ponieważ pewien drań przeciął mój miecz, a więc i laskę na kilka części. W tej chwili mogłem ostrza używać co najwyżej do wycinania chwastów. Niestety za każdym razem gdy próbowałem stąd dać nogę ktoś musiał mi dawać telepatyczny opierdziel. Czy on nie rozumiał, że ja NIE MOGĘ tutaj siedzieć? Przynajmniej nie byłem tutaj sam. Chociaż towarzystwo dwóch wampirów dla niektórych mogłoby nie być miłe. Była też sowogryfka Avego z którą czasem próbowałem nawiązać kontakt. Oraz moje kochane zwierzątko, smoczyca. Wracając do Avenatha widząc jego szkice poprosiłem go o uszycie stroju i dla mnie. W końcu nie mogę ganiać po mieście ubrany jak szlachcic.
To dziwne jajko mnie zaintrygowało. Nie wiedziałem czemu ktoś miałby mi je podrzucić ani tym bardziej podrzucić je także moim towarzyszom. Czy to był jakiś obrzęd mieszkańców Ziemi? Czy głupi żart? A może czysty przypadek?
#26PisanieRe: Sala Szpitalna   



Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Crystal Empire :: 

Obrzeża

na skraju i jeszcze dalej

 :: The Settlement Silent Wind :: Siedziba Rycerzy Zodiaku
-
Wymiana
Opisy przedstawiające uniwersum świata zostały stworzone przez Administrację Crystal Empire oraz Użytkowników pomagających przy tworzeniu forum na podstawie pomysłów własnych oraz inspiracji różnymi źródłami, zabrania się ich kopiowania. Stronę graficznąforum wykonała Przyczajona Grafika z grupy Monochrome Layouts z pomocą kodów własnych lub w inspiracji kodami znalezionych w różnych miejscach. Za pomoc dziękujemy Moe - Yuriee.
HogwartDream aegyo