Share |  Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
#26PisanieRe: Aleja Zodiaku   Nie Lis 19, 2017 5:40 pm


avatar
Obywatelka
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 88

Statystyki
Życie:
880/880  (880/880)
Mana:
990/990  (990/990)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Chyba trochę nam nie wyszło lekko mówiąc. Kilka chwili i jedna osoba już nie żyła zamieniając się na moich oczach w nicość. Nie wiedziałam co mam zrobić, zwyczajnie w świecie mnie zatkało i trochę zabolało w sercu. Śmierć człowieka czy tam istoty żywej nigdy nie jest czymś miłym w jakimkolwiek aspekcie, w jakimkolwiek spektrum. Odwróciłam się więc do Prida i spojrzałam na niego jak odlatuje, a jego słowa jakoś zbytnio mnie nie dotknęły. Zaraz też skierowałam swoje spojrzenie w stronę Elfa oraz sowy. Trwało one chwile, bo później podeszłam do nieprzytomnego, nie można było go tak zostawić. Przekłułam obok niego i lekko nim potrząsam wołając do niego, może się obudzi o ile nie stało mu się coś innego bardziej niebezpiecznego. W każdym razie oddychał więc nie było jeszcze tak żle. Westchnęłam więc i go budziłam, a gdyby trząchanie nie pomogło to jeszcze zostawała woda oraz ewentualnie zaniesienie go na rękach chociaż nie miałam zielonego pojęcia czy uda mi się albo Eresterowi go unieść.
#27PisanieRe: Aleja Zodiaku   Nie Lis 19, 2017 9:48 pm


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Namitto
Join date : 11/08/2017
Liczba postów : 50

Statystyki
Życie:
560/560  (560/560)
Mana:
950/950  (950/950)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Plan był taki, że miałem odzyskać Beliala żeby wyrównać szansę i zająć się wraz z nim Pride'm. Ale niestety Pino nie powiedział jak naprawić demona. Liczyłem, że Pride będzie w szoku a on zniszczył iskrę po czym zabrał Sygin i odleciał.
Nie... nie NIE NIE!!!
Patrzyłem z szeroko otwartymi oczami jak Belial umiera. Widziałem jego ostatni gest a w mojej głowie cały czas słyszałem słowa Pride. "Zabiliście Rycerza Zodiaku Feniksa! Hahahahaha!". Doprowadzało mnie to do szaleństwa. Padłem na ziemie obok miejsca w którym chwilę temu był jeszcze Belial. Opuściłem głowę załamany.
Przeze mnie właśnie ktoś zginął. Ktoś kogo miałem uratować odszedł i to tylko i wyłącznie wina mojej głupoty
-Belial... nie. Błagam..
Po moim policzku spłynęła łza. Nie było między nami jakieś więzi ale to z  mojej przyczyny od nie żyje. Spojrzałem w niebo, gdyby był jakiś sposób na przywrócenie go do życia. Ba mógłbym się z nim nawet zamienić miejscami gdyby istniała taka możliwość.
Westchnąłem przybity porażką i śmiercią towarzysza. Zazwyczaj byłem bardzo spokojny ale ta sytuacja mnie dobiła. Nie dość, że straciliśmy Beliala to jeszcze Pride zabrał Sygin. Porażka na całej linii. A nie tak to miało przecież wyglądać. Miała być walka, chyba po to Pino naładował mi kryształ. Gdyby plan wypalił to byłoby dwóch, nie licząc sowy i pani gaduły zdolnych do walki. Wystarczająco by nakopać temu blonadsakowi i zabrać drugą iskrę. Nawet smok wyczuł, że coś się we mnie zmieniło i wystawił główkę z mojego rękawa po czym usiadł na moim ramieniu patrząc się na mnie smutnymi oczkami.
#28PisanieRe: Aleja Zodiaku   Pon Lis 27, 2017 8:00 pm


avatar
Postać Niezależna
Skąd : Boski Świat
Join date : 13/08/2017
Liczba postów : 12

Statystyki
Życie:
104400/104400  (104400/104400)
Mana:
130500/130500  (130500/130500)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
To wszystko zaczęło się dziać za szybko. Za szybko. Jeszcze Kalliope...co to w ogóle miało znaczyć, to jej nierozważne zachowanie? Czy ona sobie zdawała sprawę, kim jest Pride?! Chyba nie, skoro tak do niego podchodziła. Zastanawiałem się, czy to strach odebrał jej rozum, czy może naprawdę była głupia? Chyba, że była świadoma tego co robi.
Natomiast Erestor, chciał chyba dobrze...chyba ja już sam nie wiem. Zaczął się podlizywać Pride'owi, ale zadziałał za szybko. Ten człowiek, o ile można go tak nazwać, nie był idiotą! To był inteligentny przeciwnik. Trzeba było wiedzieć, jak go podejść. W końcu to on znalazł sposób na to, w jaki sposób dorwać i zabić każdego z poprzednich Rycerzy Zodiaku.
To, co się chwilę potem stało, po tym, jak Pride dostrzegł, co zrobił smok Erestora sprawiło, że wyrwano mi serce i rozbito na drobny mak. W moich oczach odbijała się iskra Duszy Beliala, która potem została przecięta idealnie na pół. Tkwiłem tak w bezruchu patrząc jak Belial umiera. Nawet nie dostrzegłem, że Pride już dawno się ulotnił.
-BELIAL!-krzyknąłem, mając gdzieś, że właśnie się wydałem ze swoją ludzką mową.
Podleciałem w miejsce, w którym Belial powoli zamieniał się w złote kuleczki. Próbowałem łapać go skrzydłami, ale te przenikały przez niego.
-Nie! Nie!-bezradnie próbowałem go ratować, wiedząc, że to i tak nic nie da.-B...Belial...-patrzyłem jak złote kuleczki ulatują ku górze, a potem znikają.
Ostatnia z nich zniknęła tuż przed moim dziobem. Łzy same cisnęły się do moich oczu. Czułem słabość, ale także i nienawiść do tej dwójki, która zamiast się porozumieć, musiała robić po swojemu.
-To wasza wina!-odwróciłem się w ich stronę krzycząc-To wasza wina! Nie zasługujecie na to, żeby zostać Rycerzami Zodiaku!-nie przestawałem na nich wrzeszczeć-Rycerze Zodiaku nigdy nie narażają w taki sposób innych Rycerzy Zodiaku!-spojrzałem to na jedno to drugie-Zostaw go! Słyszysz?! Zostaw!-podleciałem do Kalliope.
Zacząłem odganiać ją skrzydłami od Avenatha.
-Zostaw go! Jeszcze brakuje, żebyście i jego zabili! Odejdź!-trzepotałem skrzydłami cały czas-Idź precz! Oboje idźcie precz! Kryształy musiały się pomylić! To nie możliwe, żeby ktoś tak nieodpowiedzialny został Rycerzem Zodiaku!-nie przestawałem krzyczeć-To wy powinniście zginąć za swoją niedpowiedzialność, a nie Belial!-musiałem zabrać Avego więc przybrałem ludzką postać.
Oczom Erestora oraz Kalliope ukazał się wysoki mężczyzna o bladej cerze. Moje włosy były białe, sięgające pasa i wyglądały jak posypane brokatem. Śnieżnej barwy szaty ozdobione były srebrnymi nićmi.
Wziąłem nieprzytomnego Avenatha i cofnąłem się do tyłu. Nie mogłem długo zostać w tej postaci, ale wystarczyło by donieść nieprzytomnego wampira do Siedziby Rycerzy Zodiaku.
-Zawiodłem się na was.-odparłem kiwając głową na boki.-Nie chcę was widzieć. Nie zbliżajcie się do siedzimy. W moich oczach nie jesteście Rycerzami Zodiaku i nigdy nimi nie będziecie. Nigdy was nie zaakceptuję jako nowych Rycerzy Zodiaku. To nawet Avenath nie jest tak głupi.-cofnąłem się od nich na bezpieczną odległość.-...-coś jeszcze chciałem powiedzieć, ale nie byłem już w stanie z nimi rozmawiać.
Docisnąłem Avenatha do siebie, aby się z nim teleportować. Powoli rozsypałem się niczym piach, który został poniesiony do Siedziby.
Erestor i Kalliope zostali sami w miejscu, w którym chwilę temu rozegrała się tragedia. Wiatr poruszał liśćmi, a te szeleściły wręcz złowrogo. Niebo nadal nie zmieniało swojego koloru jeszcze dobre kilka minut. Dopiero po chwili, nabrało błękitnej barwy, a chmury płynęły po nim leniwie, czym statki poruszane powolnym oraz spokojnym podmuchem wiatru.

z.t z Avenathem do Siedziby Rycerzy
#29PisanieRe: Aleja Zodiaku   Pon Lis 27, 2017 11:30 pm


avatar
Obywatel
Rycerz Zodiaku
Skąd : Namitto
Join date : 11/08/2017
Liczba postów : 50

Statystyki
Życie:
560/560  (560/560)
Mana:
950/950  (950/950)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Wysłuchałem tego co mówił Pino klęcząc obok miejsca w którym zniknął Belial. Miałem zamknięte oczy a słowa sowy były niczym noże które wbijały się w moje serce. Nie umknęło mi żadne z nich.
-Masz rację... masz rację
Powiedziałem cicho na  chwilę otwierając oczy. Pewnie kryształy się pomyliły, przecież Rycerz nie pozwoliłby na taką sytuację. Gdy tylko Pino zniknął podniosłem się i spojrzałem w niebo. Jakiś czas później dotarł do mnie wściekły głos który najprawdopodobniej należał do tego trzeciego Zodiaka. Bo kto inny potrafiłby przemówić do mnie w myślach? Kazał mi iść precz i nigdy się mu nie pokazywać oraz nie przychodzić  do Siedziby Zodiaku. Nie zamierzałem się tam pojawiać, nie chciałem ponownie spojrzeć w oczy sowie lub wampirowi. Zawiedliśmy i nie było sposoby na odkręcenie tego.
Wewnątrz mnie dosłownie zaczął szaleć pożar. Spojrzałem na syrenkę pełnym nienawiści wzrokiem.
-TO WSZYSTKO TWOJA WINA! MUSIAŁAŚ SIĘ WYKAZAĆ WYBITNĄ GŁUPOTĄ TO TERAZ MAMY!
Krzyknąłem zabierając swoją laskę i upewniając się, że smok siedzi mi na ramieniu. Poszedłem szybko w stronę lasu by zamknąć się w domu i odpocząć.
Mijałem mieszkańców miasta starając się by gniew nie przejął nade mną władzy. Nie chciałem niczego zniszczyć dlatego przyśpieszyłem kroku.

//zt do Domu Erestora
#30PisanieRe: Aleja Zodiaku   Nie Gru 03, 2017 4:01 am


avatar
Obywatelka
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 88

Statystyki
Życie:
880/880  (880/880)
Mana:
990/990  (990/990)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Słysząc sowę która zawołała wręcz wykrzyczała imię umierającego rycerza zodiaka, spojrzałam na niego nie mało zdzwiona. Słysząc jednak w jej glosie żal, tęsknotę, rozpacz i przerażenie powoli zaczynało do mnie docierać co się właśnie w tej chwili stało Głupia syreno przez ciebie zginął obrońca miasta i nie tylko, osoba trzecia, niewinna i bezbronna, nie wiedząca co się wokół niej dzieje przez to, że jak ostatnia idiotka poczęłaś krzyczeć i się nadzierać do przeciwnika i mieć go w głębokim poważaniu co się dzieje. Taka myśl i wiele podobnych poczęły docierać mi do głowy, nasilać się w niej, odbijać echem za każdym razem rosnąć na sile. A ja jak ta idiotka stałam i patrzyłam przez dłuższą chwilę na ten cały obraz, wszystko do mnie docierało, docierało to że to moja wina, poczęło mi się robić gorąco, a serce zaciskało się coraz mocniej z żalu, niedowierzania, strachu z tego co właśnie się stało. Krzyk sowy i wszystko to co się działo na około docierało do mnie jakby była za ścianą lub wielkim, szklanym kloszem. Zwyczajnie w świecie było znacznie stłumione, do chwili aż nie potrząsnęłam głową i nie spojrzałam na Avego zaczynając go cucić by jakoś chociaż jego przywrócić do stanu normalności. W ten jednak sowa zaczęła krzyczeć, że to moja winna, że nie powinnam być rycerzem, że to ja go zabiłam swoje pięć groszy dołożył również elf. A ja z łzami, które spływały mi po policzkach, spadając na ziemię. Próbowałam ocucić wampira ale zaraz sowa podleciała krzycząc na mnie i bijąc mnie swoimi skrzydłami.  A ja po cichu ryczałam. Odwróciłam głowę spoglądając na sowę, nie odczuwając zbytnio tego jak jej skrzydła uderzały w moje ciało, pozwoliłam jej na to, a ona mogła zobaczyć moją cała zapłakaną, zasmuconą i zdenerwowaną twarz.
- Wiem!  Ale nie prosiłam się o to! Nie chciałam tego! Nie chciałam być żadnym zasranym rycerzem! Nie chce tego! ZABIERZ TO ODEMNIE! Nie prosiłam się o to wszystko! Nie chciałam też go zabić! –nakrzyczałam ze złością na sowę, przez zaciśnięte zęby. Wstałam i potrąciłam sowę ręką by ta się ode mnie odsunęła, zostawiła mnie samą. Nie chciałam jej słuchać. Nie chciałam nikogo słuchać. Tak jak wstałam, tak zaraz cała zapłakana pobiegłam w kierunku morza.  Potrąciłam przy okazji Elfa, w ramię mijając go.

Zt --> morze
#31PisanieRe: Aleja Zodiaku   Pon Paź 29, 2018 1:48 pm


avatar
Administracja
Administrator
Join date : 24/04/2017
Liczba postów : 151
Zobacz profil autora
Od kiedy Tezzeret przybył do miasto, mało co się działo. Dlatego cały czas, robił za chłopca na posyłki dla Carmela.
Narzekając, prawie zawsze, gdy Piekielnik pstryknął palcem, a potem pokazał na stos dokumentów prosił więc o jakaś akcję. O cokolwiek, co by mogło sprawić zmianę aktualnej sytuacji. Jakby nie patrzeć nudził się. To nie było coś, co chciał robić, mowa tu o papierach, czy jakiś pomniejszych sprawach. Chciał zaistnieć, zabłysnąć, a raczej może wykazać się w końcu!
Szybko taka sytuacja się nadarzyła. I trochę, potem Tezz miał wyrzuty sumienia. Chciał coś z przytupem, ale nie sądził, że będzie miał styczność z masową rzezią, którą rozpoczęło zmienione na krótki czas niebo. Zupełnie jak dwadzieścia lat temu, błękitna kopuła, znajdująca się nad Larnwick zmieniła barwę na fioletowo-różową. Przypomniała mieszkańcom o ataku na stolicę Aglar, która została praktycznie z równana z ziemią. Wtedy, tamtego dnia miasto straciło nie tylko mieszkańców, ale również Członków Rady Miasta, a Rycerze Zodiaku, pełniący w tamtym okresie służbę, jeden po drugim zostali wymordowani w najgorszy z możliwych sposobów.
Od tamtej pory, stanowisko Członka Rady zostało uznane za przeklęte i tylko niejaki Marcus Takato podjął się tej funkcji. W przypadku Rycerzy Zodiaku, do tej pory ich reputacja pozostaje nadszarpnięta i często, nowo wybrani na te stanowisko, traktowani są po macoszemu.
Tezzeret, mógł nie raz być świadkiem, jak ich dowódca Havnouxihr, przychodził na komendę zgłaszać wandalizm na terenie siedziby, czy na grobach poległych Rycerzy. Tezz, znał także historię o tym, że wynikało to nie tylko z tego, że Rycerze tak szybko zostali pokonani, ale dlatego, że był dowódca podobno przeżył i zostawił ich wszystkich na pastwę losu. Jednak, Hav powiedział i jemu i Carmelowi, w zaufaniu, że jeśli on został wybrany to tamten musiał zginąć, chyba, że ktoś majstrował przy kontinuum czasowym, aby o nim zapomniano. Acz, nic więcej nie mógł powiedzieć, z racji tajemnicy, która go obowiązywała, a raczej zaklęcia, które uniemożliwiało ujawnianie niektórych informacji. I nie tylko na niego, zostało takowe założone, bo na każdego Rycerza Zodiaku. To było takie zabezpieczenie, które było przymusowe, nawet jak się komuś to nie podobało.
Wracając jednak do tego, co miało miejsce w ratuszu, kilka tygodni temu. To, co Tezzeret zastał, razem z Carmelem uderzyło w nich. Nie robiła na nich wrażenia ilość krwi, jaka była w pomieszczeniu, czy rozszarpane zwłoki mieszkańców, czy nawet wnętrzności, które porozrzucane były praktycznie wszędzie, lecz to, kim okazało się być sakiki. Dzieckiem, które miało ledwo dziesieć lat. Na tą informację i widok, nawet ktoś pokroju Carmela miał ochotę płakać. Rozumiał wszystko, ale żeby posłużyć się dzieckiem?!
Wtedy, do głowy Tezza przyszły słowa jego przełożonego, kilka dni po tym, jak zaczął pracować na komendzie.

"Mamy styczność z niebezpiecznym przeciwnikiem, który potrafi kontrolować Ciszę. Opanowali oni możliwość wyciągania Kryształów Dusz i kontrolowania naczynia, jakim jest ciało. Z powodu braku równowagi, albo te naczynia są niczym kukiełka na żyłkach albo zamienia się w sakiki. Wiesz, ciemność jest w każdym z nas, ale dzięki jasności, jakie daje Kryształ Duszy, czyli jej serce, obie te rzeczy są w równowadze. Jak brakuje jednej zaczyna się robić problem. Ha, nawet zastanawiałem się, co się stanie z osobą, która utraci ciemność...odwrotność sakiki...? Kto wie. W każdym razie, jak mówiłem, oni potrafią wyjąć ten Kryształ i jeśli naczynie nie zostanie lalką, rodzi się sakiki w trybie natychmiastowym i zaczyna atakować wszystko co wejdzie mu w drogę. To bestia, która posiadła zdolność pożerania dusz. Śmierć jest tym faktem zaniepokojona, dlatego częściowo jesteśmy jej emisariuszami i ściśle z nią współpracujemy. Mamy tutaj także swojego Anioła Śmierci, Arikko Seberetha. Jakbyś chciał wiedzieć więcej, idź do niego. Znajdziesz go, przeważnie w jego cukierni Kremowej Róży. "

Te słowa, krążyły w głowie Tezza podczas oględzin miejsca zbrodni. Nikomu nie było łatwo, wiedząc, że to, co było dwadzieścia lat temu mogło się powtórzyć, mężczyzna mógł zauważyć, że mimo upłynięcia sporej ilości czasu mieszkańcy bali się. Często, na ulicach mógł usłyszeć, że niektórzy planują wyjazd z miasta, póki krążące dwa w okolicy inne sakiki nie zostaną złapane. Dodatkowo, wiedział od Carmela, że Pride, który stał za atakiem, też był w pobliżu. Do tego, zaatakował młodych Rycerzy Zodiaku, a jednego z nich zabił na ich oczach. Czego efektem było zniknięcie Pino, ich opiekuna, który teraz mógł bardzo pomóc w sprawie!
Dlatego, ostatnie dni były bardzo intensywne, dla wszystkich, w szczególności Carmela.


Dzisiejszego dnia, Carmel podzielił zadania. Sam udał się do szpitala miejskiego, aby porozmawiać z Rabadonem, który jako jeden z nielicznych przeżył tamto zdarzenie i brał w nim udział. Do tego, był świadkiem próby morderstwa jednego z Rycerzy Zodiaku, niejakiego Erestora Véneaná. Natomiast Tezzeret dostał w przydziale spotkanie się z Marcusem Takato, który przebywał w szpitalnej sali Siedziby Rycerzy Zodiaku, gdyż został skażony pierwiastkiem ciszy. Tezz, wiedział, że pierwiastek ten działał tylko na żywe organizmy, więc wampir musiał się wyleczyć pod opieką tych, którzy posiadali większą wiedzę na temat nowego odłamu magii.
Tezz miał za zadanie przesłuchać Kowboja i wypytać o wszystko, co było niezbędne do śledztwa. Poza tym, poszukiwali również Naznaczonej, niejakiej Cadence, która po tym wszystkim zniknęła. Zatem, było dużo roboty.
Z racji tego, że spotkanie z wampirem miało się odbyć wieczorem, co było całkiem logiczne, dopiero wieczorem mężczyzna udał się do Siedziby Rycerzy Zodiaku. Pamiętał, jak Carmel próbował skontaktować się z Marcuem przez Kryształową Kulę, ale ten nie odbierał. Zostawił mu jednak wiadomość, że będzie miał gościa, więc mógł bez problemu się tam udać, bo wiedział, że krwiopijca tam będzie.
Chcąc dostać się szybciej, Tezz dostał konia, który pozwolił mu przemieścić się szybciej. No i w sumie jako jedyny miał, pozwolenie, by wieczorami wychodzić nie martwiąc się o godzinę policyjną, którą Carmel to wprowadził. Dostał również dwójkę przydupasów, gdyby został zaatakowany przez sakiki.
Cała drogę, kiedy całą trójka jechała do siedziby, mogli czuć, że są obserwowani. Nie mogli jednak dostrzec nikogo i nawet, kiedy dotarli na miejsce uczucie obserwacji i śledzenia nie znikało...
-Tezz, nie wiem jak ty, ale cały czas mam wrażenie, że ktoś nas śledzi od kiedy tylko wyjechaliśmy z miasta.- Clao, był mężczyzną w średnim wieku.
Jego zielone oczy lustrowały rozmówcę. Brązowe włosy pasowały do zarostu oraz kwadratowej szczęki. Miał na sobie prochowiec z wyszytym symbolem przynależności do służb mundurowych.
-Sądzicie, że to sakiki? - Baftsi miał tyle samo lat co Clao, ale wyglądał na dużo młodszego, przez długie blond włosy i prawie błękitne oczy. - Jeśli tak, posiekam drania na kawałki! – poklepał się po skrytym w pochwie mieczu.
On zaś miał na sobie  napierśnik oraz naramiennik na prawym ramieniu. Na obydwu tych rzeczach, również widniał symbol służb mundurowych.
Obaj spojrzeli na Tezzerta i wyczekiwali dalszych instrukcji, bo to, gdzie był Marcus to wiedzieli, ale bycie śledzonym to już inna kwestia...


#32PisanieRe: Aleja Zodiaku   Pon Paź 29, 2018 4:13 pm


avatar
Obywatel
Skąd : Zupriora
Join date : 09/08/2018
Liczba postów : 8

Statystyki
Życie:
440/440  (440/440)
Mana:
300/300  (300/300)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Żeby sobie wszystko poukładać, to już drugi raz w historii miasta kiedy niebo odwala manianę z kolorem i potem pojawiają się te całe sakiki, zabijają co popadnie i następuje mały, miejscowy armageddon. Potem ten cholerny diablik napusza się jakby miał o co kiedy ostatnio "śmiertelnie" ranny Radny nie odbiera połączenia z kuli zgaduli, więc wysyła mnie poza miasto żeby z nim pogadać i "dla bezpieczeństwa" daje mi dwóch krawężników dla ochrony przed sakiki, jakby którykolwiek z nas wyglądał na Zodiaka i mógł coś zrobić temu bydłu. Na domiar złego te dwa debile wszędzie to bydle widzą. Co racja to racja, od wyjazdu za mury coś nas obserwuje, jednak gdyby to był ten ciszowy mutek to dawno temu by nas zaatakował, czego nie omieszkałem zaznaczyć moim towarzyszom.
- Nie wiem, czy zdołaliście zauważyć, że sakiki nie słyną ze skłonności do tropienia ofiary i obserwacji, poza tym Bof, jak dojedziemy do pana Takato będziesz mógł osobiście zapytać jak wyszła jego walka z demonem, a pamiętaj że to wampir, w formie bojowej. Na twoim miejscu nie machałbym tą wykałaczką za bardzo -
- Jednak, zgadzam się z wami, coś nas śledzi, co nie napawa mnie otuchą. -
Mam nadzieję że nie zaczną strzelać gdzie popadnie, wystarczy już że srają po gaciach na samą myśl o tym że coś nas obserwuje. No nic, taniec cieni zawsze był jedną z moich ulubionych rozrywek, zobaczmy czy mam godnego partnera tym razem. Ktokolwiek lub cokolwiek to jest, będzie musiało wejść za nami do szpitala, jeśli chce się czegoś dowiedzieć bedzie musiało być blisko.
- Dobra, panowie, zajmiemy się naszym uroczym obserwatorem jak juz sobie pogadamy z krwiopijcą. - oznajmiłem im podniesionym głosem żeby na pewno być dobrze zrozumianym przez wszystkich słuchających.
Na szczęście szybko dojechaliśmy do siedziby Zodiakalnych i skierowaliśmy się do stajni.
Na zdziwione spojrzenia stajennych i strażników, machnąłem im odznaką straży miejskiej.
-Do Marcusa Takato, służbowo-
Niby wiem że to nie za bardzo miejsce gdzie można zgrywać kozaka, zwłaszcza że podobno rycerzyki są z tych bardziej uposażonych w gestii zbroi, magii i innego morderczego sprzętu. Ale zwykły w tych czasach to straż stanowi prawo, zwłaszcza że Caramel teraz gra pierwsze skrzypce, a ja potrzebuję się dostać do Radnego.
-Sami zajmiemy się naszymi wierzchowcami, możecie odejść. Bof, Clao, pójdziecie przodem, zaraz do was dołączę- Postarałem się żeby mój głos był słyszalny w okolicy.
Kiedy tylko zatrzasnęły się za nami wrota stajni ściszyłem głos.
-Dobra, teraz uwaga, i ani mruknijcie. Wy idziecie do pancerniaków się wypytywać o wampira, ja sobie poczekam na naszego skrytego przyjaciela, postaram się go wywabić, kiedy będzie się zjamował mną wy moglibyście go zaatakować mniej więcej niezauważeni. -
Spora szansa że ten kto ans obserwuje przyjdzie za nami, i pewnie będzie się chciał zorientować co robimy. Odetchnąłem głęboko, stanąłem w miejscu gdzie nie padało światło pochodni. Zamknąłem oczy, przypominając sobie nauki Kage, w myślach ponownie usłyszałem głos Ambasadora
-Zbierz ciemność wokół siebie, pozwól jej się objąć, poczuj jej chłodny dotyk, stańcie się jednością. - W miarę wybrzmiewania słów poczułem przyjemny chłód rozchodzący się od pleców po całym ciele, popatrzyłem na fioletowawą linię linię obejmującą moje ramię, biegnące ku dłoni. Śladem konturu ciało zastąpił widok stajni. Dla postronnej osoby stajnia stała pusta.


Ostatnio zmieniony przez Tezzeret dnia Sro Lis 07, 2018 4:02 pm, w całości zmieniany 1 raz
#33PisanieRe: Aleja Zodiaku   Pon Paź 29, 2018 5:16 pm


avatar
Administracja
Administrator
Join date : 24/04/2017
Liczba postów : 151
Zobacz profil autora
Właściwie, nie niebo odwalało, a zdolności Pride. Za każdym razem, gdy używał swoich mocy miało to wpływ na otoczenie. Zwłaszcza na nieboskłon, z racji tego, że jego magia dotyczyła wyładowań atmosferycznych. Jednak, ta wiedza była dana tylko nielicznym, więc żeby Tezzeret zdobył taką wiedzę, musiał porozmawiać chociażby z przywódcą Rycerzy Zodiaków.
Mężczyzna nie powinien się im dziwić. Oni byli tymi, którzy byli świadkami tego całego mordu. Obserwowali jak sakiki potrafiło wyskoczyć spomiędzy płomieni, czy walących się budynków, tylko po to, żeby zabić. Nie mógł zatem, Tezz winić tych mężczyzn za takie, a nie inne podejście.
-Dobra, dobra, nie mędrkuj tutaj, Tezz. - Clao machnął ręką, po czym poprawił łuk na swoich plecach, wraz z kołczanem. - Może i tak, ale ja sam widziałem, tymi oczami... – pokazał na na swoje niebieskie paczały. -...jak te potwory wyskakiwały spomiędzy płomieni, znienacka. Zupełnie tak, jakby śledziły każdą ofiarę!- mężczyzna uderzył pięścią w otwartą dłoń.
- Zamknij mordę, Clao. Dobrze wiesz, że tamte sakiki były inne. - Baftsi zeskoczył z konia, którego poklepał po zadzie. - Sam Hav powiedział, że zachowywały się nienaturalnie. Tym bardziej, że wyglądało to tak, jakby ktoś je kontrolował i zmusił do tego, by poza zabijaniem czegoś szukały. - blondyn poprawił spięte w koński ogon włosy. - Jednak, z jednym się zgodzę z Clao, Tezz, z tego co mówiłeś, nigdy nie widziałeś sakiki w akcji. Powtarzasz słowa zasłyszane od innych osób, które nie, w większości nie miały styczności z tymi potworami. Jeśli by mieli, to zachowywaliby się inaczej. I wiesz, właśnie przez takich, co tylko mielili jęzorem, mieliśmy znacznie więcej ofiar w czasie ataku na miasto. – mężczyzna spojrzał na towarzyszy.
Clao i Baftsi spojrzeli po sobie. Skoro, chciał zostać sam i strugać kozaka, niech mu będzie.
Obaj oddali opiekunom stajni konie. Dwóch, młodych chłopców odprowadziło ich konie, a oni sami udali się do środka.
Tym sposobem, Tezzeret został w alei, prowadzącej do siedziby sam jak palec. Nikogo nie było na zewnątrz, gdyż Hav rozkazał wszystkim, po zmroku przebywać w środku, tak dla bezpieczeństwa. Tym bardziej, że całe to miejsce, był ochronione magią przeciwko sakiki. Nie było to skuteczne w stu procentach, ale na tyle, by będąc w środku zdążyć przygotować się do ewentualnego ataku.
Obserwator, który nadal był w pobliżu, przyglądał się dziwnej sytuacji. Nie potrafił zorientować się, gdzie to podział się Tezzeret. Z tego też powodu, postanowił ujawnić swoją obecność.
Okazało się, że była to wielka dynia, o złowrogim uśmiechu oraz spojrzeniu. Skakała poruszając się do przodu. Tuż za nią, wędrowały trzy mniejsze.
Ta, która dowodziła bujnęła się na prawo i lewo, a jej towarzyszki rozeszły się we wskazanych kierunkach. Trzecia zaś została i razem z tą wielką, przyglądała się uważnie okolicy. Coś, musiały do siebie mówić, by ich otwory gębowe szybko się poruszały, a mniejsza dynia nagle wycofała się i zniknęła w ciemnościach Tezzowi z oczu. Został teraz, sam na sam z wielką, magiczna dynią, która próbowała go zlokalizować.
Jakby tego było mało, wszędzie zaczęła pojawiać się mgła, i zrobiła się dość mało przyjemna atmosfera. Mimo ciepłego ubioru, Tezz mógł odczuć chłód, ale był inny niż ten, który niósł mróz. Miał w sobie coś złowrogiego, coś nienaturalnego, co nawet zwierzęta w stajni zaczęły to odczuwać.
W oknach, zaczęli pojawiać się pracownicy, a nawet mógł ujrzeć Hava, obok którego stał rosły mężczyzna w kapeluszu. I już Tezz wiedział, gdzie znajdował się Marcus Takato, który skinął głową i zniknął z pola widzenia.
Jednak, teraz priorytetem była wielka dynia, która nadal szukała mężczyzny z prawdopodobnie zamiarem zjedzenia go.

#34PisanieRe: Aleja Zodiaku   Wto Paź 30, 2018 10:33 pm


avatar
Obywatel
Skąd : Zupriora
Join date : 09/08/2018
Liczba postów : 8

Statystyki
Życie:
440/440  (440/440)
Mana:
300/300  (300/300)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Mieli rację, nie widziałem pierwotnego ataku mutantów, nie walczyłem w obronie miasta, i właśnie dlatego staram się dowiedzieć czego mogę o tym co powinny robić sakiki i jak powinny się zachowywać, by nie powtarzać błędów cudzej przeszłości. Jeśli poradzę sobie z dyniami to jeszze sobie z chłopakami porozmawiam. A właśnie, dynie.
Spodziewałem się w sumie wszystkiego, sakika, jakiegoś złodzieja, ewentualnie szpiega, bandyty, Zodiakalnego, cholernego Carmela, ale nie 4 dyń które najwyraźniej dobrze się bawiły poza grządkami. Jak to możliwe że się ruszają, czemu nas śledziły, CZEMU MAJĄ INTELEKTUALNĄ MOŻLIWOŚĆ ŚLEDZENIA CZEGOKOLWIEK. No i skoro już nas wyśledziły to co zrobią jak wejdą w bezpośredni kontakt. Może z nami też porozmawiają, z drugiej strony wyglądają na nieco głodne, ciekawe czy są mięsożerne. I ciekawe dlaczego aż tak zależy im na mnie, na moich towarzyszach albo na kimkolwiek kto jest w siedzibie Rycerzy. Marcus najwyraźniej juz czuje się na tyle dobrze żeby samemu chodzić, widział te dynie i pewnie ma zamiar coś zrobić, z tego co wiem nie ma w zwyczaju siedzenia na dupie. Clao i Baf są juz w środku, jak dynie sie po mnie pofatygują będą mieli sporo miejsca i czasu do działania
Nie ma co, wieczór zaczyna być coraz ciekawszy.
No dobra zaczynamy. Dwie dynie poszły na flanki jedna gdiześ w cholerę i "dynia matka" została sama.
Muszę zachować ostrożność, jestem na otwartym ternie i dynie pewnie mnie widziały przynajmniej raz, lepiej nie dać się zaskoczyć. I lepiej olać dużą dynię, najpewniej jest najsilniejsza z czwórki, na początek się trochę o nich dowiem i pozbędę mniejszych. Sporym utrudnieniem będzie księżyc, spojrzałem w górę i zdębiałem. No tak, oczywiście, powinienem był zauważyć wcześniej że księżyc, cholerny księżyc, durnie się uśmiecha i najwyraźniej wpatruje we mnie. Miejmy nadzieję że nie przekazuje tego co widzi dyniom.... O czym ja w ogóle myślę, księżyc wykonujący zwiad z powietrza dla magicznych dyń. Oj Tezz, zaczynasz wariować. No nic, jedna przeszkoda więcej, jeszcze nie jest tragicznie.
Upewniłem się że nadal mam na sobie zaklęcie maskujące, po czym podążyłem za mniejszą dynią po prawej starając się nie wywoływać hałasu.
Jeśli zdołam postaram się obezwładnić tę dynie i zobaczyć czy poza zdolnością do ruchu mają też zdolność komunikacji z kimś innym niż inne dynie
Przymykam oczy i przywołuję odrobinę magii żeby lepiej widzieć w mroku, jeśli szybko się uporam z tymi nad wyraz żwawymi warzywami korzystanie z magii nie powinno mnie wyczerpać do poziomu gdzie sam będę potrzebował opieki medycznej.
Do ciężkiej cholery, planuję przesłuchanie ożywionej dyni....
#35PisanieRe: Aleja Zodiaku   



Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Crystal Empire :: 

Obrzeża

na skraju i jeszcze dalej

 :: The Settlement Silent Wind
-
Wymiana
Opisy przedstawiające uniwersum świata zostały stworzone przez Administrację Crystal Empire oraz Użytkowników pomagających przy tworzeniu forum na podstawie pomysłów własnych oraz inspiracji różnymi źródłami, zabrania się ich kopiowania. Stronę graficznąforum wykonała Przyczajona Grafika z grupy Monochrome Layouts z pomocą kodów własnych lub w inspiracji kodami znalezionych w różnych miejscach. Za pomoc dziękujemy Moe - Yuriee.
HogwartDream aegyo