Share |  Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
#1PisanieAleja Zodiaku   Pon Cze 12, 2017 10:03 pm
Administracja
Head admin


avatar
Join date : 24/04/2017
Liczba postów : 420
Zobacz profil autora
#2PisanieRe: Aleja Zodiaku   Pon Sie 21, 2017 10:29 pm
Obywatel
Rycerz Zodiaku


avatar
Skąd : Namitto
Join date : 11/08/2017
Liczba postów : 28
Zobacz profil autora
//ze Źródła Dziewicy
Goniłdm za tą sową już kilka dobrych minut. Drań miał łatwiej po posiadał coś takiego jak skrzydła więc miał w głębokim poważaniu czy jakaś ulica jest zapchana ludźmi lub straganami. Ja niestety musiałem nie dość, że pilnować aby mój nowy pierzasty kolega nie odleciał za daleko to jeszcze uważać żeby nie wpaść na coś lub na kogoś. A kilka razy było blisko. Czyżby ten przeklęty i samolubny ptak celowo wybierał taką drogę? Czy był to po prostu przypadek? Stawiam raczej na to pierwsze.
Cały czas wracałem do rozmowy z Pino, chyba nadal nie wierzyłem w to co mnie spotkało. Czemu akurat mnie wybrano? W końcu musiał być jakiś powód... wybieranie rekruta to raczej nie jest losowanie tylko wybierany jest najlepszy kandydat. Ciekawiło mnie też z jakimi osobami przyjdzie mi pracować. Raczej to nie będzie wielka koło miłośników tęczy i zwierząt. No cóż, zobaczymy jacy tak na prawdę są ci Rycerze Zodiaku. Tylko na razie muszę dogonić tą sowę i dowiedzieć się co to jest to sakiki. Raczej to nie jest zwierzę bo bym o nim wiedział. Może to jakaś rozumna istota? Albo potwór czy inne wynaturzenie. Nie ma co zgadywać, dowiem się gdy dotrę do siedziby. Chyba, że skrzydlaty leci gdzieś indziej.
Zatrzymałem się na chwilkę by złapać oddech po czym znów pognałem za sową. Ciekawe czy jednak na kogoś wpadnę podczas tego biegu.
#3PisanieRe: Aleja Zodiaku   Sro Sie 23, 2017 6:03 pm
Postać Niezależna


avatar
Skąd : Boski Świat
Join date : 13/08/2017
Liczba postów : 11
Zobacz profil autora
Zastanawiałem się, co on taki ślamazarny jakiś. I to ma być niby przewodnik? Spojrzałem za siebie, ale elfa ni widu ni słychu, zatem usiadłem na dachu jednego z budynków, aby poczekać na jaśnie pana ślimaka.
Kilka dzieciaków, jak tylko mnie dostrzegło, od razu zaczęło wołać. Zleciałem na dół, aby dać się wyprzytulać, wydrapać i jeszcze dostałem krakersy! Ach, jak ja je uwielbiam. Poza tym, odrobina pieszczot nikomu nie zaszkodzi, a tym bardziej mnie!
Gromadka szybko mnie opuściła, a ja ponownie wróciłem na swoje miejsce. Przystawiłem skrzydło do czoła, aby osłonić łebek przed promieniami Słońca. Próbowałem też wypatrzeć elfa. Dostrzegłem jego sylwetkę na horyzoncie. Ziewnąłem, wyciągnąłem się i rozprostowałem skrzydła. Nie lubiłem oczekiwań, dlatego już po chwili doskwierała mi nuda. Czyszczenie piór odbyłem w lesie, więc nie miałem co robić zbytnio. Rozglądałem się więc po okolicy, trochę pustawej w sumie. O tej porze, tutaj mało kto się pojawiał, więc obserwacja pustych uliczek też była nudna.
Ziewnąłem kolejny raz, a potem spojrzałem w dół.
-”No w końcu, buraku jeden!”-odparłem w umyśle elfa.-”Ja tu się nudzę, a ty sobie urządzasz jakiś tam spacerek! Wstydź się! Mojego czasu się nie marnuje, Erestorze Véneaná! Zapamiętaj to sobie dobrze!”-fuknąłem w jego głowie.
Tak, posiadałem zdolność telepatycznego porozumiewania się z innymi istotami. Z racji, że przed innymi, poza Rycerzami oczywiście, musiałem udawać zwykłą sowę, to potrzebna była inna forma komunikacji. Taka była najłatwiejsza. Nikt o niej nie wiedział, nie słyszał, więc bez obaw mogłem dyskutować z Rycerzami, bez ujawnienia swojego małego sekretu.
Patrzyłem na elfa, jeszcze z dobrą chwilę, po czym przeniosłem się na jego ramię. Wpatrywałem się w jego twarz z wielką uwagą. W sumie, był ładniejszy od Avenatha, ale co się dziwić, skoro był szpiczastouchym? Ci zawsze mieli ładne mordki, ale nic nie przebije avarieli, te to dopiero chodzące piękności są...ale co się dziwić, jak o połączenie elfa i anioła, jednych z najpiękniejszych ras jakie zamieszkują Ziemię.
-”Mam nadzieję, że nie zgubiłeś kamienia, który ci podarowałem, bo cię normalnie zabiję.”-przystawiłem mu swoje czoło, do jego wlepiając w niego swe oczy-Ten kryształ, który dostałeś jest bardzo ważny. Jak go zgubisz, to stracisz możliwość przywdziana zbroi i nie użyjesz swoich mocy. Wpraaawdzie, beze mnie ten kryształek nie zadziała, ale no jednak jest cenny.”-wyjaśniłem pokrótce.-”Wiesz, gdzie jest siedziba Zodiaku, jak się tam dostać?”-zapytałem w prost, cały czas rozmawiając z elfem w myślach.
W sumie, ciekawe co sobie pomyślał, słysząc mój głos w głowie. Hehehe, na pewno się wielce zdziwił, że ktoś od tak może sobie wejść do jego łepetyny i jeszcze z nim gadać. Uwielbiałem tą swoją zdolność, chociaż czasami musiałem uważać, zwłaszcza w przypadku Beliala czy Avenaha. Dwa, paskudne zboczeńce...mam nadzieję, że z tym tutaj elfem, nie będzie takich problemów. Chociaż, jak to się mówi nadzieja matką głupich nie?

OOC:
 
#4PisanieRe: Aleja Zodiaku   Czw Sie 24, 2017 2:01 pm
Obywatel
Rycerz Zodiaku


avatar
Skąd : Namitto
Join date : 11/08/2017
Liczba postów : 28
Zobacz profil autora
Był przewodnikiem i tropicielem, musiał umieć poruszać się po cichu a nie biegać na złamanie karku. Pino jak widać tego nie rozumie. Nie każdy ma skrzydła tak jak sowa no ale jak widać ten ptak tego nie rozumie. Gdy wreszcie dogoniłem tą sowę która jak widać nie kwapiła się żeby wrócić i zacząć mnie szukać tylko siedziała sobie na budynku. Nie wytrzymałem i pod nosem wypowiedziałem dwa słowa.
-Bloede Volatile*
Na szczęście niewiele osób rozumie język elfów. Choć może Pino jednak go zna. W sumie, nie interesowało mnie to. Jak widać ta sowa posiadała inną zdolność. Spojrzałem na niego uważniej gdy usłyszałem jego głos w swojej głowie. Nie dość, że zostawił mnie w tyle to jeszcze narzeka. Na chwilę odezwała się we mnie duma która jednak później ukryła się pod maską spokoju. Wyciągnąłem do niego dłoń w której cały czas trzymałem kamień. Mimowolnie się uśmiechnąłem, czy on naprawdę myślał, że zgubiłbym cokolwiek? A szczególnie coś cennego co dostałem kilka minut temu? On mnie chyba nie docenia...
-Trafię tam bez problemu ale nigdy nie byłem w środku
Ciekawe czy Pino potrafi też czytać myśli i wspomnienia jak słowa w księdze. Była to niewątpliwie przydatna umiejętność. Nie obawiałem się tego co mógł odnaleźć w mojej przeszłości. Nie zrobiłem niczego złego, nie mam się czego wstydzić czy obawiać.


*oznacza to dosłownie "Pieprzony ptak"
#5PisanieRe: Aleja Zodiaku   Czw Sie 24, 2017 4:41 pm
Postać Niezależna


avatar
Skąd : Boski Świat
Join date : 13/08/2017
Liczba postów : 11
Zobacz profil autora
Dla mnie liczył się czas. Nie interesowało mnie to, kim był z zawodu ten elfi wypierdek. W grę wchodziło zebranie z Havem, kolejnym wypierdkiem, ale ten przynajmniej miał poukładane w łepetynie, chociaż temperament miał smoka. Zwłaszcza kiedy się wnerwiał na Avenatha, to ział ogniem dosłownie. Hihihi.
Zaraz, zaraz chwila moment! Czy on właśnie nazwał mnie pieprzonym ptakiem?! Mnie?! Mnie?! Kogoś takiego jak ja nazwać pieprzonym ptakiem?! Już ja mu pokażę, co ten pieprzony ptak potrafi!
Wbiłem mu w ramię swoje ostre pazurki w ramię, na którym siedział. Całe moje ciało zaiskrzyło od wędrującym po moim ciele ładunku elektrycznym. Skupiłem się, a nim minęła chwilę elfi wypierdówek został porażony niewielkim wstrząsem elektrycznym. Nie na tyle, by mu zrobić krzywdę, ale na tyle by zrozumiał, kto tu rządzi.
-”Skoro jestem pieprzonym ptakiem, o radź sobie sam!”-fuknąłem odlatując z ramienia Erestora.-”Co za niewychowany, niekulturalny prymityw.”-tak, obraziłem się na niego.
Miałem prawo! Nazwał mnie pieprzonym ptakiem! Co za bezczelność. Jak tak można?!
Widziałem, co mi pokazał, ale teraz mało mnie to obchodziło. Niech sobie radzi sam!
Usiadłem na dachu, jednego z najwyższych budynków. Odwróciłem się do elfa tyłem. Nie miałem najmniejszego zamiaru z nim rozmawiać. Ani mi się śniło! Dopóki mnie nie należycie nie przeprosi, to nie ma mowy, żebym mu pomagał w jakikolwiek sposób. Niech sobie nie myśli, że może mnie, mnie Boskie Stworzenie w taki sposób obrażać!
Ukradkiem tylko na niego zerknąłem, po czym wyprostowałem się i odwróciłem łebek w bok, krzyżując skrzydła w okolicach klatki piersiowej.
Niech sobie nie myśli, że będzie mnie tu bezkarnie obrażać! No jeszcze czego. Przyleciał tutaj z innej planety i jeszcze mi się utaj panoszy bezczelnie. Co za jakiś brak taktu i wychowania! Gość dostosowuje się do miejsca, w które przybywa, a nie inaczej. On nie jest u siebie, ja natomiast tak. Nie od dzisiaj mieszkam na Ziemskim padole i opiekuję się ta bandą rozwydrzonych puszek konserw. Jeszcze, żeby środek był smaczny.
Szkoda, że poprzednia ekipa odeszła w tak brutalny sposób. Nowi Rycerze Zodiaku w ogóle nie mają u mnie szacunku. No, może poza wyjątkiem, którym jest Hav chociaż i on nie zachowuje się jak poprzedni Smok. Dopóki mi te dzieciaki nie udowodnią, że są godni mojej opieki, nie mam zamiaru ich szanować. Ani Avenath, Ani Belial ani Hav nie udowodnili mi jeszcze że są mnie godni. Jak tak dalej pójdzie, to proszę o zmianę miejsca, bo nie mam zamiaru tracić nerwów na kogoś, dla kogo jestem tylko pieprzonym ptakiem.
Znowu zerknąłem ukradkiem na elfa, po czym ponownie spojrzałem gdzieś w bok, byle tylko nie zwracać na niego uwagi. Korciło mnie, żeby odlecieć, ale chciałem zobaczyć jak zachowa się Rycerz Pegaza w takiej sytuacji. Można by powiedzieć, że niejako sprawdzałem go, tak jak to robiłem z pozostałymi Rycerzami. Niestety, zawsze kończyło się tak samo. Cóż, może teraz będzie inaczej?

OOC:
 
#6PisanieRe: Aleja Zodiaku   Czw Sie 24, 2017 8:07 pm
Obywatel
Rycerz Zodiaku


avatar
Skąd : Namitto
Join date : 11/08/2017
Liczba postów : 28
Zobacz profil autora
A więc Pino jednak rozumiał elficki? No cóż warto to zapamiętać. Miałem ochotę trzepnąć tego ptaka i to dosyć mocno gdy zostałem poczęstowany wstrząsem elektrycznym. Zacisnąłem pięści ale się powstrzymałem. Dlaczego? Cóż, nie obchodziło mnie czy jest boską istotą czy śmiertelną. Po prostu wyglądał jak zwierzę a zwierząt nie krzywdzę. Znów we mnie zawrzało gdy Pino postanowił głośno wyrazić swoje niezadowolenie.
-A ty to co? Bez skazy? W gorącej wodzie kąpany ptak który uwielbia  się obrażać
Jak widać znów odezwała się we mnie duma. To dosyć zaskakujące, że ten cały Pino potrafi wyzwolić we mnie tyle negatywnych emocji. Szczerze współczuję tym Rycerzom Zodiaku jeśli mają takiego opiekuna. No ale co mogę poradzić? Jest jak jest...
Westchnąłem i powoli skierowałem się z powrotem w stronę lasu. Skoro nie chciał mi pomagać to czemu ja miałbym iść do siedziby Rycerzy Zodiaku? Szczerze wolę cisze i spokój jaką zapewnia mi las niż wysłuchiwanie wiecznie niezadowolonego ptaszyska o przeroście ego. Odwróciłem się na chwilę i powiedziałem tak głośno żeby ta sowa usłyszała.
-Ja sobie poradzę sam ale ty będziesz mieć w najlepszym  wypadku będziesz mieć jedenastu Rycerzy.
Westchnąłem i ruszyłem dalej w stronę lasu. Co jakiś czas uderzałem laską o ziemię, mój wzrok powędrował na dłoń lewej ręki. Tak, kryształ nadal miałem ze sobą. Jeśli wybierze kogoś innego na moje miejsce to go oddam. Ale na razie go zatrzymam. A co będzie dalej to zobaczymy.
#7PisanieRe: Aleja Zodiaku   Wto Wrz 05, 2017 12:01 am
Obywatelka


avatar
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 27
Zobacz profil autora
Wpadłam na całkiem ciekawą rozmowę co by nie mówić. Widziałam jak mój długouchy co by nie było sąsiad gadał z napierzonym i widocznie niezadowolonym ptakiem. Nie miałam pojęcia o co chodzi ale zawsze można było odpocząć od poszukiwania owoców i ziół by posłuchać jak elf robi z siebie głupka i debila gadając do zwierząt, by po chwili móc mu trochę dopiec. Poczekałam więc chwilę ze swoim koszykiem przyglądając się temu dłuższy moment. Ledwo się powstrzymywałam od śmiechu widząc jak sowa się naburmuszyła jakby był zła na elfa, śmiesznie wyglądały te jej skrzydełka, więc na mojej twarzy wyrósł spory uśmiech. Po chwili wyszłam naprzeciw sąsiadowi, który wyglądał na widocznie zdenerwowanego. – Co się tak puszysz? Co zrobiłeś sowie? – spytałam przyglądając mu się. Odsunęłam mu się jednak z drogi bo by mi jeszcze przywalił, a z pewnością przynajmniej potrącił. Ten jednak począł krzyczeć, że nie będzie Rycerzem i że sowa będzie ich mieć jedenastu tylko. Zdziwiłam się i parsknęłam śmiechem. – Ty na rycerza? Chyba, żart nawet by bronić sowy się nie nadajesz. –stwierdziłam kręcąc głową i podeszłam do sowy. – Weź się nie martw nim on taki zawsze jest, lepiej chodź dam ci rybkę i pomiziam co?- uśmiechnęłam się do wyjątkowo urodziwej sowy, która siedziała na dachu budynku–Wiesz jak chcesz to możesz zamieszkać u niego w domu i dziobać go w łep jak cię zdenerwuje. – stwierdziłam i jeśli sowa zleciał, bo nie miałam zamiaru za nią ganiać to zaraz chwyciłam ją mocno w dwie ręce ale nie na tyle mocno by jej nie zgnieść. Pamiętam, że dawno, dawno temu miałam z tym wielki problem. Wiecie jakie to było frustrujące kiedy chcesz pobawić się z takim dajmy na to króliczkiem albo zjeść swój ulubiony owoc, łapiesz to i nagle BAM wszystko uwalone bo za mocno ścisnęłam.  Teraz jednak sówka mogła się nie bać, po wielu latach nabrałam wprawy chociaż w chwilach przypływy złości nadal mi się to zdarzało. Na szczęście sowa o tym nie wiedziała i lepiej niech tak pozostanie. Nie szłam jednak z nią cały czas na rękach, wsadziłam ją do koszyka z ziołami, więc przynajmniej jej piórka po wytarzaniu się w nich będą ładnie pachnieć.  Jeśli jednak sowa nie zleciała to jej strata, poszłam za Elfem zastanawiając się nad czymś. -Ej!-spojrzała to na elfa, to na sowę czegoś tu nie rozumiejąc. -Czekaj. Jedenastu rycerzy plus ty, to dwunastka, a taki skład mają tylko Rycerze Zodiaku. Elfie czy ty myślisz, że ta sowa cię na takowego mianowała czy żeś się najadł grzybków halucynków? – pokazałam to mówiąc w kierunku sowy.
#8PisanieRe: Aleja Zodiaku   Sro Wrz 06, 2017 4:30 pm
Postać Niezależna


avatar
Skąd : Boski Świat
Join date : 13/08/2017
Liczba postów : 11
Zobacz profil autora
Oczywiście, że rozumiałem! Za kogo ten elficki leszcz mnie uważał?! Ja tu jestem Boskim Stworzeniem! Moim obowiązkiem jest znać wszystkie języki, bo nigdy nie wiadomo, z jakim frajerem będę miał styczność...
-”Oczywiście, że jestem bez skazy.”-odparłem w elfiej łepetynie-”Trzeba było mnie nie nazywać pieprzonym ptakiem.”-fuknąłem, nadal porozumiewając się na linii myśli z Erestorem.
Co za jakiś durny, uszaty gnojek. Za kogo on się uważa?
Jakoś jego słowa mnie nie ruszały, bowiem wiedziałem, że Kryształ Zodiakalny i tak zmusi Erestora do pewnych działań, więc nie martwiłem się, że mogę sobie zostać z jednym Rycerzem mniej. Już Avenath też się o tym przekonał, że nie warto się stawiać, tak potężnej mocy.
W ogóle, kiedy tak się rozglądałem po okolicy, byle tylko nie patrzeć na elfa, dostrzegłem nadchodzącą kobietę. W dodatku dość ładną. Wredny plan zawitał do mej sowiej łepetyny.
Rozprostowałem skrzydła, po czym zleciałem na dół, do Kalliope.
-Huu!-odparłem lekko smutną tonacją głosu.
Spojrzałem na Kalliopę tak, żeby pokazać jej, jakim to jestem biednym i pokrzywdzonym ptaszkiem. Dlatego też, od razu otarłem się łebkiem o jej policzek.
-Huuu...-znowu wydałem z siebie smutny pomruk.
Już ja pokażę temu elfowi, że ze mną się nie zadziera.
-”Mnie przynajmniej kochają kobiety, mam ich pełno, a ty nawet nie masz ani jednej, chamie pospolity.”-mruknąłem do Erestora w jego głowie.
Oczywiście, że dałem się wsadzić do koszyka, poza tym będę ładnie pachnieć zioła, a ja uwielbiam zioła!
Patrzyłem na Erestora z miną zadowolenia i kiedy Kalliope nie patrzyła pokazałem mu język, a skrzydło tak uniosłem, tak zwinąłem pióra, aby pokazać elfowi środkowy pal...eee pióro. Niech sobie nie myśli, że będzie tutaj cwaniakować.
Swoją drogą, przyjrzałem się uważnie Kalliope. Zaraz, zaraz to przecież ta przemiła syrenka, co mnie zawsze rybkami karmi! Jak to się stało, że jej wcześniej nie poznałem? Obcięła włosy czy jak? No, w każdym razie rozsiadłem się w koszyku. Było mi tak dobrze.
Postanowiłem przejrzeć zawartość koszyka. Skoro mówiła o rybkach, to na pewno gdzieś tu jakieś miała!
Podniosłem łepetynę, słysząc stwierdzenie kobiety. Od razu przeniosłem wzrok na elfa, mrużąc przy tym oczy. Byłem ciekawy, jak teraz się zachowa, bowiem pewnych rzeczy nie powinien ujawniać. Ciekawe, jak wyjdzie z tej sytuacji, bowiem ja odzywać się nie mogłem. Dla Kalliope byłem tylko miłym uroczym stworzeniem pokryty białymi piórami.
Ogółem, poczułem też obecność naznaczonego, gdzieś niedaleko. Będę musiał później zrobić rozeznanie, chyba, że Hav zrobi to za mnie, a skoro nie ma go w siedzibie, to zapewne musiał już wcześniej o tym wiedzieć. Zobaczymy, najwyżej się potem do niego odezwę. Teraz jednak miałem inny problem, elfa i ciekawską syrenkę na głowie.
#9PisanieRe: Aleja Zodiaku   Sob Wrz 09, 2017 4:04 pm
Obywatel
Rycerz Zodiaku


avatar
Skąd : Namitto
Join date : 11/08/2017
Liczba postów : 28
Zobacz profil autora
Odwróciłem się i ruszyłem przed siebie. Miałem już dosyć tej sowy ale próbowałem tego po sobie nie pokazywać innym. Ukryłem uczucia pod pozbawioną emocji maską chociaż tamtemu chyba nie robiło to dużej różnicy. Skoro potrafi ze mną rozmawiać w ten sposób to pewnie czyta mi też w myślach. Próbowałem uspokoić gniew i dumę by chociaż postronni tego nie zauważyli. Przesunąłem dłonią po czole i dotknąłem palcem tej małej błyskotki znajdującej się na moim czole.  Czasem zastanawiałem się czy nie lepiej byłoby wrócić do domu.
Westchnąłem gdy syrenka ruszyła za mną. Tylko jej tu brakowało... chyba będę musiał się ulotnić nieco szybciej niż zakładałem. Nie dość, że będę musiał użerać się z sową to jeszcze z moją "sąsiadką". Co gorsza, niosła wcześniej wspomnianego ptaka w koszyku. Ten to ma wygodnie... Uśmiechnąłem się i wypowiedziałem trzy słowa tak by syrena je usłyszała.
-Va faill Möhini*
Powiedziałem po elficku, może uzna to za odpowiedź na swoje pytanie...  W każdym razie raczej zatrzyma się na chwilę próbując zrozumieć co do niej powiedziałem. To doprawdy zaskakujące, że nadal pamiętam język mojej rasy chociaż praktycznie z niego nie korzystam. A troszkę już tutaj mieszkam.
Zacisnąłem dłoń w której trzymałem kryształ i przyśpieszyłem. Odzyskałem siły i miałem nadzieję, że syrena oraz jej nowy kolega mnie nie znajdą. Muszę spędzić trochę czasu w samotności i się uspokoić.
Miałem nawet pomysł na to gdzie się udam. Rzadko tam zaglądałem a ryzyko, że moja znajoma tam trafi było doprawdy niewielkie. Musiałaby mieć dużego farta albo tak jak Pino... skrzydła. Miałem nadzieje, że tego pierwszego jej zabraknie na ten jeden raz.
Szybko zostawiłem ich za sobą i udałem się do lasu.

//zt

*"Żegnaj syreno"
#10PisanieRe: Aleja Zodiaku   Pon Wrz 11, 2017 10:43 pm
Obywatelka


avatar
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 27
Zobacz profil autora
Sówka jak sówka bardzo urocz była i całkiem spora w dodatku. Szybko jednak zgodziła się bym zabrała ją do koszyka. Tam jednak postanowiła sobie pomyszkować w moich ziołach. To nie było niczym fajnym z jej strony, bo kilka ruchów ej piórek i wszystko znajdzie się na ziemi. Pacnęłam więc w łepek to ciekawskie zwierzę zanim narobiło więcej bałaganu. -Nie mam tu rybek, więc nie rozrabiaj. -pomiziałam jej łepek zaraz słysząc coś w dziwny elfickim język. - Przestań bez przerwy gadać po elficku jak nie wiesz co powiedzieć i targają tobą emocje.-westchnęłam patrząc na jego zachowanie. Ten dupek tak zawsze miał, jak coś się działo to po elficku nawijał i tyle z tego było. Kiedyś w sumie słyszałam ten język i nawet zapamiętałam kilka słów ale ten język był skomplikowany. Mniejsza jednak z tym, spojrzałam znowu na sowę kiedy elf sobie poszedł widocznie zły i rozwścieczony. W sumie chyba chodziło mu o moje towarzystwo, więc dam mu chwile by odetchnąć, w końcu albo go i tak znajdę by nieco ponękać, albo sam wróci do swojego domu, a tam nie trudno będzie go odszukać. Tak czy siak wzięłam koszyk z sową, poczochrałam jej pióra i zniknęłam w sobie znanym kierunku, nie poszukując elfa

zt
#11PisanieRe: Aleja Zodiaku   Sro Paź 11, 2017 2:48 am
Obywatel
Rycerz Zodiaku


avatar
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/08/2017
Liczba postów : 10
Zobacz profil autora
Nie mogłem się doczekać, żeby spotkać tego nowego Rycerza Zodiaku! Byłem taki podekscytowany, chociaż nie bardziej jak Black Star, która szła tuż obok mnie.
Swoją drogą, nawet nie zauważyłem, kiedy to Belial zniknął mi z oczu. Nie chciało mi się jednak go szukać, gdyż bardziej interesowało mnie to kim jest ten nowy Rycerz Zodiaku! W duchu cieszyłem się jak dziecko, aż miałem ochotę skakać z radości.
-Jak myślisz, jaki jest? Jakiej jest rasy?-spojrzałem na moja sowogryfkę, które tylko zmrużyła oczy.-No co?! Nie bądź taka zazdrosna! Widzę, że jesteś. To, że pojawił się nowy Zodiak, nie znaczy, że o tobie zapomnę.- poklepałem ją po łbie.
-Grrrhhhrrr.-Black Star tylko mruknęła, nerwowo machając przy tym ogonem.
-"Co za upary zwierzak, no ludzie kochani!"-mruknąłem sam do siebie.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy poczułem, kolejny raz to uczucie, które mówiło o Rycerzu Zodiaku.
-D...drugi Zodiak?!-spojrzałem zszokowany na Black Star.-D....drugi Zodiak! Jak fajnie! Słyszysz, Blackuś?! Drugi Zodiak! Tego jeszcze nie było! Dwa Zodiaki jednocześnie!- zacząłem skakać dookoął sowogryfki, która patrzyła na mnie jak na idiotę.-O rany! Rany! Hav się ucieszy! W sumie, ja też się cieszę! Aua! No i za co?- Black uderzyła mnie skrzydłem w bok-Tak, pamętam.-westchnąłem, po czym uspokoiłem się z tejcałej euforii.
Spojrzałem na zegarek, w którym ukryty był kryształ zodiakalny. Byłem pierwszym, po havie Rycerzem, który się przebudził. Tyle lat byłem sam, do czasu, aż pojawił się Belial, ale to ja musiałem się wszystkiego uczyć, aby potem wprowadzić nowych Rycerzy, jeśli Hav nie mógł tego zrobić. Przydzielił mi ważne zadanie, którego nie mogłem popsuć. Tak jak wtedy, z Belialem, tak i tą dwójką, która się przebudziła będę musiał się zająć. Sakiki na pewno nas zaatakuje, nim Hav do nas dotrze.
Czułem tego ptowora w pobliżu. Był gdzieś tuż za rogiem. Miałem nawet wrażenie, że ktoś od jakieogś czasu mnie obserwuje. Zastanawiałem się, czy to złudzienie, czy może Pino czy ktoś inny.
Nie zapomnę dnia, w którym zostałem Rycerzem Zodiaku. Myślałem, że to jakaś bajka, sen, ale nie, to nie był sen. To była rzeczywistość, która dała o sobie szybko znać. Tamten Sakiki, prawie mnie zabił, gdyby nie Hav i Pino. Właśnie Pino....niby się na niego złoszczę, denerwuję, tak jak Hava, ale co on musiał przejść, kiedy wszyscy umarli, a on nie mógł nic zrobić?
Szkoda mi było tego ptasiora. Jeśli on myślał, że ja nie widzę tego, że spędzał dużo czasu na ich grobach, to się grubo mylił. Jestem Dzieckiem Nocy, nie ważne, że wypije eliksir, albo nie. Jestem wampirem i tego nie zmieni nic. Nawet, gdybym tego bardzo chciał.
Zastanawiałem się, czy Pino dlatego tak nas ciśnie, bo się boi, że nas straci. Martwiło mnie to, bo czasami odnosiłem wrażenie, że przesadzał.
Spojrzałem na Black Star. Poklepałem ją, a potem wtuliłem się w jej futro. Ukryłem w nim twarz. Ona była taka ciepła, a ja...brakowało mi tego. Sam nie wiem czemu, ale dopadła mnie nostalgia.
Tylko dlatego, że piłem eliksir, moje łzy nie były krwawe. Nie musiałem się obawiać, że ubrudze futerko mojej przyjaciółki i towarzyszki. Zacisnąłem pięści na jej puchatej ozdobie. Pozwoliłem sobie na wszystko, a skoro dane mi było teraz płakać, zamierzałem z tego skorzystać. W nosie miałem, że mnie potem będzie boleć głowa, liczyło się to, by dać upust emocjom.
Od byłem Rycerzem Zodiaku, często mi się przytrafiało, dobrze, że duch pierwszego Rycerza potrafił mnie wysłuchać. Chociaż też nie zawsze, a ostatnio, w ogóle się nie pojawiał. Może go czymś rozzłościłem? Nie byłem pewien. Może to przez wątpliwości? Może...
Odsunąłem się od Black Star, a potem przetarłem oczy rękawem.
-Posiedźmy tu chwilę co, o tam na tamtym kamieniu.-usiadłem na wskazanym miejscu.-Chyba, od bycia Rycerzem stałem się bardziej wrażliwy, nie sądzisz? Ej! To łaskocze!-zacząłem się śmiać, kiedy Blacky zaczęła mnie lizać po policzku.-Jesteś kochana, wiesz?-wtuliłem się w jej futerko, ponownie, a ona otuliła mnie skrzydłem.
Tak, posiedzimy tu chwilę, a na pewno ci nowi Rycerze będą tędy przechodzić. Jestem tego pewien, na pewno. Pino się juz o to postara!
Do tego, byłem pewien, że ich rozpoznam, że oni zaraz się tutaj zjawią. Czułem, po prostu czułem, że zaraz się spotkamy...
#12PisanieRe: Aleja Zodiaku   Sro Paź 11, 2017 4:13 pm
Obywatelka


avatar
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 27
Zobacz profil autora
No i przyszłam, a raczej przybiegłam za tym paskudnym ptaszorem, który miał czelność porwać mój koszyk z różnego rodzaju zieleniną. Można było wręcz stwierdzić, że ten ptak się ze mnie naśmiewał każąc za sobą biegać niczym dzieci bawiące się w berka. Tak siak pobiegłam za ptaszorem dokładnie w to samo miejsce, z którego chwilę wcześniej odeszłam, po rozmowie o ile można było to tym mianem nazwać z elfem. Zatrzymałam się i westchnęła spoglądając na wiszące w powietrzy ptaszysko z koszem w dziobie. Zaraz też spojrzałam na nieznajomego i jego wierzchowca. Musiałam głupio wyglądać wbiegając tak tutaj bo goniłam sowę. Westchnęłam pod nosem, uśmiechnęłam się i poprawiłam roztrzepane włosy udając, że nie jestem ostatnią idiotką. Spojrzałam na nieznajomego ale on i tak pewnie już pomyślał, że mam nierówno pod kopułką lub coś w tym stylu. No w każdym razie mógł sobie myśleć co on tam sobie chciała, a ja przez chwilę mogłam się przyjrzeć jemu i stojącego obok niego zwierzęciu.


Ostatnio zmieniony przez Kalliope dnia Sob Paź 14, 2017 7:43 pm, w całości zmieniany 1 raz
#13PisanieRe: Aleja Zodiaku   Sro Paź 11, 2017 8:13 pm
Obywatel
Rycerz Zodiaku


avatar
Skąd : Namitto
Join date : 11/08/2017
Liczba postów : 28
Zobacz profil autora
Po drodze zajrzałem do swojego domku. Stwierdziłem, że nie mogę ciągle nosić tego kamienia Zodiaku w kieszeni a tak się składało, że na głowie noszę bardzo ładną błyskotkę. Wymieniłem więc jeden z kamieni na ten który dostałem od sowy a na szyję założyłem amulet pegaza i udałem się w dalszą drogę.
Po drodze wracałem myślami do rozmowy z Natiquą i mojego pierwszego spotkania z sową. Gdy wreszcie "zszedłem z obłoków" stwierdziłem, że znajduje się w Aleji Zodiaku.
Dostrzegłem syrenkę która biegła za sową. Czyżby zdenerwowała Pino i ten postanowił za karę ukraść jej koszyk? Nie potrafiłem ukryć uśmiechu. Dostrzegłem też kogoś jeszcze, nieznajomy jak widać był w doskonałym humorze. Spojrzałem na zwierzaka który znajdował się obok niego z szeroko otwartymi oczami.
-Sowogryf - mruknąłem i skierowałem się w stronę Pino i jego "przyjaciółki"
Coś mi podpowiadało, że ten nieznajomy to Rycerz Zodiaku. A skoro on ma sowogryfa to czy to oznacza, że ja też niedługo będę miał swojego?


Ostatnio zmieniony przez Erestor Véneaná dnia Wto Paź 17, 2017 8:02 pm, w całości zmieniany 2 razy
#14PisanieRe: Aleja Zodiaku   Sro Paź 11, 2017 9:56 pm
Obywatelka
Przywoływacz


avatar
Skąd : Nexero -> Niebo
Join date : 14/08/2017
Liczba postów : 9
Zobacz profil autora
W sumie sama nie wiedziała co tutaj robi. Wędrowała po obrzeżach miasta w roli patrolu. Oczywiście był u jej boku Ugoth, a dokładniej na jej ramieniu. Nie lubiła go odsyłać. Wolała mieć ciekawską smokofretkę blisko. Była więc nieco zdziwiona gdy na swej drodze ujrzała trzy postacie. W sumie wyglądali jakby się znali jednak Sigyn zachowywała dystans. Nie wiedziała kim są ani co tu robią. Słyszała tylko o jednym z nich. Rycerz Zodiaku? Dla niej była to po prostu jakby kolejne zajęcie. Ona czuła się wybrańcem z powodu swego towarzysza. Pogłaskała Ugotha po pyszczku i podeszła nieco bliżej przyglądając się postaciom.
- Bądźcie pozdrowieni. - przywitała się by nie zgrywać tutaj czarnego charakteru. Nie chciał tez negatywnie wywrzeć na nich wrażenie, była po prostu ostrożna.
#15PisanieRe: Aleja Zodiaku   Pią Paź 20, 2017 4:53 am
Postać Niezależna


avatar
Skąd : ?
Join date : 19/08/2017
Liczba postów : 3
Zobacz profil autora
Wiedziałem doskonale o przebudzeniu się dwóch Kryształów Zodiaku, Pegaza oraz Tancerza. Nie bardzo podobało się to Behemarhowi. Wystarczy, że już trzech było wrzodem na tyłku, a co dopiero piątka! Nie mogłem na to pozwolić.
Pamiętałem doskonale, gdzie Pino prowadził nowych Rycerzy, dlatego postanowiłem skryć się na drodze prowadzącej do Siedziby Zodiaku. Dzięki magii, danej mi przez Behemarha, mogłem ukryć swoją obecność nie tylko skrywając energię, ale też moja osobę.
Długo nie musiałem czekać. Najpierw zjawił się Obserwator z tym swoich cholernym sierściuchem, a potem przybyli pozostali. Jednym z nich był elf imieniem Erestor, drugim syrena Kalliope, ale tej anielicy nie kojarzyłem.
Kim ona mogła być? Szybko zrozumiałem, kim jest, kiedy przyjrzałem się jej uważnie. Moje oczy zalśnił na czerwono.
-Idealnie...Przywoływacz...iskra...Przywoływacza...to jest dopiero moc...-oblizałem wargi szepcząc do siebie-Panie...-spojrzałem na zawieszony medalion na szyi, w którym odbijała się sylwetka Behemearha-Panie, wybacz, że przeszkadzam, ale śledząc Rycerzy natrafiłem na Przywoływacza, pozwól mi porwać jego iskrę....użycz mi swej mocy...-nie musiałem długo czekać, bo mój Pan obdarował mnie mocą.
Czułem, jak przepełnia moje ciało energia. Lekka fioletowa poświata otuliła moje cialo ,by po chwili zniknąć. Mogło mnie to zdradzić, gdyż niebo zmieniło swój kolor na fioletowy. Jednak, nawet jeśli, to i tak było za późno. Ja już upatrzyłem swój cel.
Sigyn stała na tyle blisko, abym ją sięgnął bez problemu i na tyle daleko, aby mnie nie dostrzegła.
Moja prawa dłoń lśniłą na fioletowo. Rycerze na pewno wiedzieli, że tu jestem, a przynajmniej Pino, więc nie mogłem dłużej czekać.  Nawet, jeśli nie byli w stanie mnie zlokalizować, mogli się przygotować na atak, a na to, nie mogłem im pozwolić.
Ja Pride, Mistrz Błyskwic musiałem działać szybko. Na otwartej prawej dłoni utworzyłem fioletową kulę więlkości piłki do ręki. Cisnąłem ją wprost w plecy niczego nie świadomej Sigyn.
Kula przeszeła przez jej ciało, a kiedy wydostała się drugą stroną, miała w sobie lśniącą iskrę, która przypominała wirujący kryształ. Źrenice anielicy nabrały barwy tęczkówek, co sprawiło, jakby w ogóle ich nie miała. Padła na ziemię niczym szmaciana lalka. Fioletowa kula zas, zawędrowała do mojej dłoni, a kryształ rozłożył się w piękny, błyszczący na czerwono kwiat.
-Ach, cóż za wspaniałe dzieło sztuki.-ujawniłem swoją obecność-Wiedziałem, że iskra duszy Przywoływacza jest piękna, ale nie że aż tak.-wszyscy mogli zobaczyć przed swoim nosem mnie.
Blondyna, o spojrzeniu złotych oczu, w których tliła się iskra nienawiści. Miałem na sobie swój ulubiony strój, biały płaszcz ze srebrnymi oraz czarnymi zdobieniami, a także szarą koszulę oraz koloru węgla kamizelkę przyozdobioną onyksami złączonymi łańcuszkami.
-Więc to są ci nowi  Rycerze, tak, Avenath?-spojrzałem na Avenatha, uśmiechając się przy tym bezczelnie.-Ciekawe, jak myślisz, będa tak dobrzy jak ty? Czy może tak silni jak Hav? A może nie koniecznie?-ścisnąłem trzymany w rękach kwiat-Jak myślisz, Rycerzu Obserwatora, będą w stanie stanąć do walki z przywoływaczem?-spojrzałem na leżącą Sygin-Wstawaj, to rozkaz.-rzuciłem krótko.
Wiedziałem, że to zrobi, bo w tej chwili była pod moją kontrolą. Miałem jej iskrę, wiec póki ta nie wróci do ciała, mogę z tą anielicą zrobić wszystko, co tylko będę chciał.
-Wiesz, Avciu dawno się nie widzieliśmy, więc chciałbym cię sprawdzić.-na mojej lewej dłoni pojawił się drugi kwiat, ten jednak lsnił na złoto.
Jak tylko go ścisnałem, a zza drzewa, tuż za Avenathem pojawił się...Bielial.
-Pokaż mi, jak bardzo się wzmocniłeś, Rycerzu Obserwatora.-uniosłem się w powietrzu, aby z góry i bezpiecznej odlełości obserwować to, co zaraz miało się wydarzyć.
Patrzyłem na Beliala, który robił to, co mu kazałem. Tak łatwo było podejść tego Rycerza Zodiaku, taki dumny, taki pewny siebie. Dla mnie, stał się łatwym celem.
-Nie zawiedźcie mnie, Rycerze Zodiaku, chcę tu zobaczyć...prawdziwe widowisko.-zupełnie ignorowałem Pino, który dla mnie był tylko zbędnym, pierzastym balastem. W ogóle, czemu on zawsze kręcił się w koło Rycerzy? Rozumiem, że się nimi opiekował, ale jak ważny jest, skoro jest tak blisko. Muszę rozwiązać tę zagadkę, ale póki co...chciałem się pobawić moimi nowymi zabawkami...zatem przedstawienie czas zacząć!

OOC:
 
#16PisanieRe: Aleja Zodiaku   Pią Paź 20, 2017 4:01 pm
Obywatel
Rycerz Zodiaku


avatar
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/08/2017
Liczba postów : 10
Zobacz profil autora
Do moich uszu dotarł znajomy łopot skrzydeł. To był Pino! Nawet Black Star go dostrzegła, gdyż od razu podniosła swój łeb.
-Tak, ta to Pino, tylko, co on tam trzyma?-skupiłem się, aby dojrzeć, co to ptaszysko ze sobą miało.
Jako wampir mogłem sobie na życzenie, o ile się skupiłem przybliżyć obraz, aby lepiej widzieć. Jednak posiadało to swoje ograniczenia, jak wszystko.
Bardzo się zdziwiłem, kiedy dostrzegłem, że Pino ma...koszyk w łapach.
-Koszyk?-na mojej twarzy pojawiła się konsternacja-Co się tak patrzysz? Nie mam pojęcia.-wzruszyłem ramionami.
Black Star skinęła łbem pokazując na biegnącą dziewczynę, która zaraz po chwili zatrzymała się. Zacząłem szybko analizować sytuację. Pino trzymał koszyk, ta laseczka za nim biegła, więc ptasior podwinął jej koszyk.
Coś przykuło moją uwagę w tej dziewczynie. Była jakaś inna, specyficzna...zaraz...zaraz...Ona była Rycerzem Zodiaku! Widziałem to po energii, jaka od niej była, czyli dlatego Pino ją tutaj ściągnął! Musiałem przyznać, że ten ptasior miał ten swój zakuty łeb na karku.
-Przepraszam za Pino, to nieokrzesany łobuz.- wstałem i podszedłem do Kalliope uśmiechając się.
Spojrzałem na Pino, który wisiał, że tak powiem nad nami. Puściłem do niego oczko, a potem powróciłem wzrokiem na syrenę.
-Nic sobie panienka nie zrobiła przez tego łobuza?-obszedłem ją dookoła.
Musiałem przyznać, że kamień miał naprawdę niezły gust. Zawsze, z tego co opowiadał Hav, kobiety wybierane na Zodiaka, były piękne, a nawet wręcz bym powiedział śliczne. Chociaż i tak, od niektórych byłem ładniejszy! O!
Zaraz po syrenie pojawił się elf. Od razu dostrzegłem na jego szyi Amulet Pegaza. Moje serce, tym razem żywe, bo piłem eliksir, zaczęło bić bardzo szybko. Nie tylko z ekscytacji, ale dlatego, że Erestor był pierwszym Rycerzem, nie licząc Hava, który miał Amulet. Nawet mnie się to nie udało...zaraz...to znaczyło, że udało mu się skontaktować z duchem pierwszego Rycerza Zodiaku! O ja cię! Ten elf to musiał być dopiero ktoś! Ja tyle czasu jestem Zodiakiem i jeszcze mi się to nie udało, ani razu!
-Cześć!-odparłem do elfa, szczerząc się i pokazując rząd swoich białych ząbków.
Jak się oboje dobrze przyjrzeli, mogli dostrzec, że moje kiełki są dość ostre i mają specyficzny wygląd. Ciekawe, jak zareagują, że maja styczność z wampirem.
Black Star podeszła do syrenki, obeszła ją dookoła. Nie spodobała się jej i już uznała, że musi ją trzymać z dala ode mnie. Widziałem to po oczach Blacky. To samo było z elfem. Sowogryfka wiedziała, że lubię chłopców, więc i już pewno planowała jak to Erestorowi dac popalić, gdyby za nadto się zbliżył. Ta zazdrosna Blacky.
-Fajnie, że jesteście już. Czekałem na was.-uśmiech nadal nie znikał z mojej twarzy-Jestem Avenath Arnreni, Rycerz Zodiaku Obserwatora, miło was poznać!-klasnąłem w dłonie-Ty pewnie jesteś Rycerzem Zodiaku Pegaza, a ty...w sumie to nie wiem...pasujesz mi na Zodiak Tancerki, bo jesteś taka ładna.-pokazałem palcem najpierw na Erestora, a potem na Kalliope-Jak się cieszę, że nie będziemy już z Belialem i Havem sami!-cieszyłem się jak dziecko, co w ogóle nie pasowało do kogoś, kto ma te sto dwadzieścia lat na karku.-Ach, właśnie, to jest Black Star, moja sowogryfka, wy też takie dostaniecie. Ej Black, co jest?-przedstawiłem moja pierzastą przyjaciółkę, która rozglądała się dookoła.-Black?-nie podobało mi się to.
Zawsze, reagowała tak wtedy, gdy w pobliżu kręcił sie Sakiki. Sam zacząłem się rozglądać. Wtedy dostrzegłem kolejną postać.  Szła w naszą stronę. Black też ją wypatrzyła. Może to był ktoś od nich? Przyjrzałem się temu komuś uważniej i odetchnąłem z ulga, kiedy dostrzegłem, że to kobieta z jakimś zwierzakiem na ramieniu. W dodatku, naprawdę uroczym.
-Bądź pozdrowiona.-skinąłem lekko głową, żeby przywitać się z nowo przybyłą.-Nie strasz mnie durnoto.-fuknąłem na Black, która zaczęła warczeć.
Zmarszczyłem brwi.
-Uspokój się. To tylko młoda kobieta. Słyszysz?-próbowałem uspokoić sowogryfkę, ale ta coraz bardziej się denerwowała.-Co się z tobą dzieje do cholery?!-byłem naprawdę wściekły-Przestań i to natychmiast! Słyszysz?!-Black zaczęła łopotać skrzydłami i wierzgać przednimi łapami-Kurwa mać, Black Star! Dość tego! Wiem, że jesteś zazdrosna, ale uspokój się!-ciężko było ją uspokoić, ale musiałem.
Jeszcze mi wystraszy Erestora, Kalliope oraz Sygin.
-Khyaaa! Khyaa!-Black Star stanęła na tylnych łapach.
-Uspokój się!-pokazałem jej swoje kły-Spokój do jasnej cholery!-warknąłem na nią basowym głosem-Shaaa!-a skoro to nie pomagało to syknąłem na nią.
Wtedy, dostrzegłem coś, co wcześniej umknęło mojej uwadze. Niebo zmieniło kolor. Nim, cokolwiek zrobiłem, Sygin już leżała nieprzytomna, a jej iskra znajdowała się poza ciałem, w fioletowej kuli.
W moiczo czach odbijał się kryształ, który zawędrował wprost w dłonie...
-Pride!-na widok blondyna poczułem strach, który przechodził przez moje ciało-Ghhhah!-odwróciłem się w jego stronę.
Moje kły wysunęły się na pełną długość, a w oczach lśniła nienawiść, ale też i strach. Nie mogłem tego jednak pokazać.
-Pino co teraz?! Nie zamienimy się teraz od tak przy nim!-odezwałem się do Pino w myślach-C...co ja mam robić?-byłem przerażony.
Nie spodziewałem się, że będę miał ugh...przyjemność spotkać go osobiście. Słuchając go, zrozumiałem, że było jak mówił Hav. Oni także, w jakiś sposób wyczuwali przebudzenie się nowych Rycerzy. Tylko jak?!
-Spieprzaj dziadu!-dałem kilka kroków do przodu-Lepiej walcz jak mężczyzna, a nie wysługujesz się innymi dupku! Oddawaj jej iskrę i to już!-zacisnąłem dłonie w pięści.
Drżałem ze strachu. Jeszcze musiało to być dzisiaj! Akurat kiedy piłem eliksir! Znaczy, nie żeby coś, ja wiedziałem, że tak może być kiedyś, ale za szybko...za szybko. Musiałem uważać, bo byłem teraz dość wrażliwy, tak jak żywa istotna. A to oznaczało...że jeśli mi przywali...to odczuję to tak samo boleśnie, jak człowiek czy elf czy ktoś inny.
Uniosłem jedna brew ku górze, kiedy ujrzałem drugą iskrę, którą posiadał Pride.
-C...Co? Bel...lial? Hehehe...to nie moż...liwe...-odwróciłem się nerwowo za siebie.-...B...Belial...nie...nie...to...-na widok zniewolonego Beliala strach mnie sparaliżował.
Skoro Belial został złapany przez Pride, to do cholery jak ja i te świeżaki mogliśmy go pokonać?!
Złapałem się rękami za ramiona. Zaczęło mi się robić zimno. Czułem się beznadziejnie. Nie dość, że nie mogłem przywdziać zbroi, to jeszcze musiałem stawić czoła Pridowi i jego dwóm marionetkom....Sygin i Belial...Nie dam rady walczyć z Belialem...nie dam rady...jak mogę walczyć z kimś, kogo nazywam przyjacielem? Jak?! Do jasnej cholery?!
Gdybym był bardziej ostrożny, idąc tutaj nie rozdzieliłbym się z Belialem i nie spotkałoby go nic złego...nie spotkało...czemu pozwoliłem, żebyśmy się rozdzielili...odleciałem myślami od rzeczywistości. Krótko mówiąc załamałem się psychicznie, bo czułem, że zniewolenie Beliala było z mojego powodu...bo gdybym się z nim nie rozdzielił, poczekał...może mielibyśmy szansę...może nic by się nie stało...może...
#17PisanieRe: Aleja Zodiaku   Pon Paź 23, 2017 11:00 pm
Obywatelka


avatar
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 27
Zobacz profil autora
Co za wredne stworzonko było z tej sowy, ładne ale wredne i lubiące rozrabiać podobnie tak jak ja. Mogło jednak już oddać mój koszyk, bo sobie coraz bardziej grabiło.  Ryb na pewno już nie dostanie. Niestety nie byłam w tym miejscu sama, a po chwili moje oczy skierowały się w stronę sowogryfa, który ładnie i potężnie wyglądał, to zwierzątko przynajmniej było posłuszne, względem swojego Pana, który stał tuż obok niego. Czarne włosy, jasna skóra facet wyglądał bardziej jak baba ale to nie mi było oceniać, kto jak lubił się ubierać i prezentować. Zresztą nie każdy dostał w genach męski wygląd, tak czy siak nie znałam tego jegomościa, więc uśmiechnęłam się do niego, słysząc jak ten mówi, że ta sowa co ukradła mi koszyk ma imię. – Nazwałeś tą sowę?-spojrzałam na niego jak na idiotę po chwili przypominając sobie że w sumie moje konie też nazywam. – To twoja sowa? Wychowuj ją lepiej, jest bezczelna - stwierdziłam oburzona. –Nie, nic mi nie jest, dziękuje. –odgarnęłam włosy i obróciłam tak jak nieznajomy mnie oglądał, co było dziwne i sprawiło, że tak właśnie się czułam, oglądana niczym koń na targu. Pojawił się również elf, na którego przybycie zareagowałam wielkim westchnięciem. Jeszcze jego nam tu tylko brakowało do pełnego kompletu. Zmarszczyłam nos na jego widok. –Miło cię poznać, jestem Kalliope-też się przedstawiłam w ładny i milutki sposób. –Nie, nie, to pomyłka nie jestem żadnym rycerzem, a na pewno nie razem z nim- wskazałam na elfa, obruszona. Co to miało być, na codzień miałam go dosyć, a oni jeszcze chcą mnie wrzucić do jednej organizacji razem z  nim, oni chyba nie wiedzą czym to wszystko może się skończyć. Spojrzałam też na tego sowogryfa, który jak jej pan musiał tez mnie obejść. –Ej, ej ja rozumiem, że wdałaś się w swojego pana ale nie musisz go papugować. – stwierdziłam lekko marszcząc brwi- O, a jego możesz, zjeść elfy podobno są smaczne -dodałam śmiejąc się wesoło pod nosem i od razu humor mi się poprawił i to znacząco. No przynajmniej na chwilę, bo ten facet nadal krzyczał i klaskał w dłonie jak nakręcana zabawka zacieszając z czegoś, co mnie denerwowało i czego nie rozumiałam. Ogólnie krzyczał jakieś nazwy, imiona i inne rzeczy, które irytowały mnie, a bardziej moje uszy. Chwilę później dołączyła do nas kolejna osoba i kolejna i wtedy to dopiero się zaczęło przedstawienie. Spokojnie patrzyłam sobie na to wszystko, wyjmując swoją jedyną broń, którą był malutki, zgrabniutki sztylet, przydawał się on nie tylko do wycinania grzybków. –Spokojnie tam- mruknęłam do tego wielkiego zwierzaka by się uspokoił i nie przeszkadzał, jak powszechnie wiadomo wypłoszone zwierzę może doprowadzić do wielkiej i nieoczekiwanej tragedii, psując wszystko co stanie na jej drodze, nawet misterny plan. Trzeba, więc było uspokoić pięknego zwierza, by później móc się zająć, wrzeszczący klaunem, który miał dwie marionetki. Całe jego działanie z odebraniem iskier życia wyglądało całkiem pokazowo ale po chwilowym szoku jakoś mi przeszło to osłupienie, otumanienie.  –Bardzo miło nam Pana poznać. A tych dwóch tutaj to kto? Bo widzi Pan ja nie znam ich o tych tutaj dwóch osobników, którymi Pan sobie tutaj steruje. Wiec bym była bardzo wdzięczna gdyby Pan raczyło mi trochę o nich opowiedzieć, dobrze? – spytałam uroczym i dziewczęcym głosem, mizdrząc się do niego i wdzięcząc jednocześnie zagadując. – A co do jakichś tam rycerzy, to jakaś pomyłka musiała zajść. Bo widzi Pan to o to tutaj Elf – pokazałam na niego podchodząc do przeciwnika, zagadując go. –to podobno jest rycerzem ale ja tam jeszcze nie widziałam go w akcji, bo widzi Pan ja go znam i widziałam jak on się rusza i inne takie i muszę przyznać, że to jest jedna wielka ciamajda, nic nie potrafiąca. Szczerze, więc mówiąc bardzo chętniej bym zobaczyła jaki kiepski jest z niego rycerz, bo to może być bardzo dobre przedstawienie, więc pozwoli Pan, że pooglądam sobie to przedstawienie. – stwierdziłam, łapiąc oddech i nawijać dalej. – A tego tutaj rycerzem też raczej nie można nazwać. Ma wielkiego kurczaka i już szpanuje jaki wielki to on nie jest, a tak to widzi Pan jak on się boi i panikuje, dupa wołowa z niego jednym zdaniem ujmując.- zagadywała i zagadywałam, go starając się odwrócić jego uwagę i zbliżyć się jak najbliżej mogłam, omijając przy okazji jego dwie marionetki.
#18PisanieRe: Aleja Zodiaku   Sro Paź 25, 2017 10:53 am
Obywatel
Rycerz Zodiaku


avatar
Skąd : Namitto
Join date : 11/08/2017
Liczba postów : 28
Zobacz profil autora
Mówiąc szczerze nie spodziewałem się tutaj sowy i syreny. Tej drugiej szczególnie. Wyciągnąłem w stronę Avego dłoń. Uśmiechnąłem się do niego a później przeniosłem swój wzrok na sowogryfkę. Obecność syreny delikatnie mówiąc zignorowałem....
Oczywiście zauważyłem, że mój nowy, jak się później dowiedziałem - kolega z pracy to wampir. Ale co z tego, nie będę przecież prześladował innych ras za to, że mają inny wzrost, kolor skóry, zęby czy nadmiar owłosienia na ciele. Zauważyłem też, że Black źle reaguje na mnie i na syrenkę. Wolałem do niej nie podchodzić, wiedziałem co może zrobić taki "pupil" gdy zostanie wprowadzany z równowagi. Spojrzałem zdziwiony na kolegę wampira gdy powiedział, że syrena została nowym rycerzem.
-Chwila moment... ja mam pracować z nią?
Westchnąłem usiłując się uspokoić. Jakby się tak zastanowić to miałem się pogodzić z Pino a nie syrenką. Pocieszałem się myślą, że przynajmniej będę miał własnego sowogryfa.
"Miło Cię znów widzieć Pino." -.pomyślałem.
W końcu on i tak czyta w moich myślach. Po co więc mówić na głos?
Zachowanie sowogryfki robiło się coraz bardziej niepokojące. Dostrzegłem Sygin i zacząłem się zastanawiać czy to ona tak spłoszyła Black. Szybko zrozumiałem, że było to coś innego.
Z rękawa wystawił głowkę mała smoczyca po czym szybko  wleciała mi na ramię. Widziałem w jej oczach, że coś tu nie gra
-Rycerzu Obserwatora, chyba mamy kłopo...
Nie zdążyłem dokończyć bo nieco nagle stało się fioletowe a Sygin upadła na ziemię. Odruchowo zrobiłem krok w jej stronę. Mój wzrok powędrował za Iskrą dopóki nie natrafił na Pride'a. Gość nie wyglądał raczej na "dobrego" bardziej na zadufanego w sobie elegancika.
Cały czas patrzyłem na kulę nie zwracając większej uwagi na słowa nieznajomego. Gdy jednak Sygin się podniosła a wampir zaczął panikować na widok Beliala spojrzałem na sowę. Moja dłoń odruchowo powędrowała na górną część laski aby w razie wypadku wyciągnąć z niej moja broń.
"Pino, kim jest ten gość w białym płaszczu?"
Smok nerwowo patrzył  na dwie marionetki i na lalkarza
#19PisanieRe: Aleja Zodiaku   Pon Lis 13, 2017 11:43 pm
Postać Niezależna


avatar
Skąd : Boski Świat
Join date : 13/08/2017
Liczba postów : 11
Zobacz profil autora
Pomysł z kradzieżą koszyka nie był wcale taki głupi. Kalliope ruszyła za mną. Nie mogłem pozowlić, żeby osoba trzecia dowiedziaął się o tym, kim ona jest.
To w sumie było trochę zabawnę, że dała się tak złapać, na starą i sprytną sztuczkę. W każdym razie, miałem z tego niezłą zabawę. Wiem, że pewnie mnie z tego powodu, troszkę przestanie lubić, ale nie miałem wyjścia. Tak to już było z tymi Rycerzami Zodiaku.
Lecąc tak czułem energię Beliala oraz Avenatha, ale dostrzegłem tylko tego drugiego. Może bel niedługo do nas dołączy? Miałem taką nadzieję, chociaż byłem pewien, że był razem z Avenathem. Dziwne. Czyżby się rozdzielili? Całkiem możliwe. Zapewne Bel miał dość gadania Avego i jego zachowania.
Jak tylko znalazłem się blisko wampirka skinąłem do niego łbem. Chyba nie był w zbyt dobrym humorze, skoro przytulał się do Black Star. Może pokłócił się z Belialem i dlatego się rozdzielili? W przypadku tego wampira, było to całkiem możliwe.
Jaki byłem uradowany, że dostrzegłem Erestora, który faktycznie, jak czułem, posiadał Amulet Pegaza. Byłem z niego taki dumny! Może jednak źle oceniłem Eresia? Całkiem możliwe.
-"Sama jesteś bezczelna, ty podróbo wieloryba."- powiedziałem sobie w myślach, na słowa Kalliope.
Nie odzywałem się, jeszcze w jej myślach, aby jej nie wystraszyć.
Cały czas trzymałem koszyk w pazurkach.
-"Ciebie również, Eresotrze. I gratulację z okazji otrzymania Amuletu Pegaza."-odpowiedziałem elfowi w myślach, a do tego skinąłem lekko głową na powitanie.-"Czyżbyś znał tą młodą damę?"-zapytałem, gdyż widziałem, jak niezadowolony był na widok Kalliope-"Czyżby twoja była dziewczyna, Erestorze?"-dodałem kolejne pytanie.
Miałem nadzieję, że będzie mi dane, na spokojnie porozmawiac z Rycerzami, kiedy to pojawiła się kolejna osoba. Od razu poznałem, że to Przywoływacz. Kiedyś miałem okazję takiego widzieć, ale nigdy z tak bliska. Przyjrzałem się uważnie jej towarzyszowi. Zaiste, urocze. Zastanawiałem się, czemu Black Star tak dziwnie zaczęła reagować na Przywoływaczkę? Znowu odezwała się jej zazdrość o Avego?
Odrzuciłem ową myśl, ponieważ towarzyszący Erestorowi miniaturowy smok, ujawniła swoją oboecność i zaczęła prowadzić obserwacje okolicy. Dostrzegłem, że niebo zmieniło kolor, ale  było już za późno. Sygin padła nieprzyotmna, a jej Iskara opuściła ciało. Wodziłem za nią wzrokiem, a kiedy dostrzegłem Pride przeraziłem się. Koszyk Kalliope został wypuszczony z mocih pazurków i spadł na dół. Cała jego zawartość rozsypała się po piaskowej drodze.
-"Uciekajcie stąd!"-zawołałem telepatycznie do Avenatha, Kalliope oraz Erestora-"Uciekajcie do siedziby, do Hava! Natychmiast!"-nie mogłem przy nim naładować ich Kryształów, bo by wydało się, jak ważny jestem dla Zodiaku.
Nie mogłem także ofiarować Kalliope jej Kryształu...co za pech. Liczyłem, że mnie posłcuhają.
-"Avenath! Nie kłóć się z nim! Zabieraj Erestora i Kalliope i uciekajcie stąd, ja się  nim zajmę!"-byłem gotowy do walki.
Zamierzałem bronić Rycerzy i tym razem nie zamierzałem nawalić jak wtedy! Nie mogłem dopuścić do tego, co stało się wcześniej!-"Erestorze to Pride! Ten, który zniszczył miasto dwadzieścia lat temu...i..."-zacząłem odpowiadać elfowi na pytanie, ale poczułem ból na sercu-"...i morderca poprzednich Rycerzy Zodiaku..."-spojrzałem Erestorowi prosto w oczy.
Wiedział, że nie żartuję.
Tego, co zobaczyłem potem, się nie spodziewałem.
-Belial...-szepnąłem do siebie.
Załamałem się, widząc, jak mój podopieczny stał się marionetką Pride.
Z ledwością byłem w stanie utrzymać się w powietrzu. Nie mogłem uwierzyć, w to co widziałem. Czułem, że nawaliłem na całej linii. Miałem ich chronić, a znowu...znowu Pride miał ich w swoich łapach. Nie wiedziałem, w którym momencie nawaliłem. Byłem zły na siebie, że nie wyczułem Pride i nie ostrzegłem ich w porę. Może już sie po prostu do tej fuchy nie nadaję?
Dostrzegłem wzrok Pride. Widziałem w jego oczach tą dumę oraz górowanie nad moją osobą.
Naprawdę, jako opiekun zawaliłem...zawaliłem w zupełności...teraz, tym bardziej nie mogłem naładować ich Kryształów, bo Belial także mógłby dobyć swojej zbroi, a to byłoby zabójcze dla wszystkich...zostałem postawiony w kropce...Co robić? Co robić?! Co ja mam robić?!
Znowu, jak wtedy...okazałem się bezużytecznym stworzeniem...chyba po tym wszystkim będę musiał zrezygnować z tej fuchy...
#20PisanieRe: Aleja Zodiaku   Wto Lis 14, 2017 12:13 am
Postać Niezależna


avatar
Skąd : ?
Join date : 19/08/2017
Liczba postów : 3
Zobacz profil autora
Patrzyłem na to całe przedstawienie z przyjemnością. Jeszcze mi do tego brakowało kieliszka schłodzonego, czerwonego wina.
Zwróciłem uwagę, że Pino jakby się załamał? Nie zachowywał się na typowe stworzonko na kolanka. Może ta sowa była o wiele bardziej ważna niż się Mistrzowi wydawało? Będę potem musiał poszukać informacji o tym ptaszysku. Póki jednak co, miałem lepsze rzeczy do roboty. Zabawa moimi nowymi zabawkami.
Przeczyściłem ucho, kiedy Avenath wydzierał się na mnie.
-Czy mi się zdawało, czy jakaś mucha brzęczy?-rozejrzałem się dookoła, ignorując zaczepki Avenatha.
Czułem jego strach oraz niepewność. Widziałem, że się mnie bał i o to chodziło! On miał się mnie bać! Rycerz Zodiaku, który się mnie boi! To jest dopiero widok!
Miałem rację, żeby dorwać Zodiak, kiedy jeszcze się formują. Chociaż wtedy, też była dobra zabawa, kiedy tak dorwałem każdego z nich. Mordując jeden po drugim. Hahaha!
Spojrzałem na Kalliope, której morda się nie zamykała. Nie interesowało mnie to, co mówiła. Uśmiechnąłem się chytrze, po czym zniknąłem jej z oczu.
-Szkoda, że marnujesz swoje usta na zbędne gadanie.-szepnąłem jej do ucha, jak tylko pojawiłem się za jej plecami.-Mogłabyś je wykorzystać do znacznie...ciekawszych rzeczy.-dmuchnąłem jej w ucho, po czym błyskawicznie znalazłem się w powietrzu.-Och, wybaczcie mi mój brak nietaktu.-poruszyłem dłońmi a skradzione Kryształy zaczęły lewitować koło mnie.
Ukłoniłem się nisko, kładąc prawą dłoń w okolicach serca.
-Jestem Pride, mistrz magii powietrza, a dokładniej elektryczności.-wyprostowałem się-Mistrz Arkan Pierwszego Kręgu Magicznego.-rozłożyłem ręce na boki-I to ja zabiłem poprzednich Rycerzy Zodiaku! I z wami zrobię dokładnie to samo! Będziecie mnie błagać na kolanach, żebym ukrócił wasze męki!-zacisnąłem dłonie w pięści-Hahahahahha!- nie mogłem się powstrzymać, aby nie zacząć się śmiać.-A waszą eliminację, zacznę od najsłabszego ogniwa!-zniknąłem im ponownie z oczu.
Pojawiłem się tuż przed Avenathem, który najwidoczniej załamał się, widząc swojego przyjaciela pod moim mocami.
Nim się zorientował, co się dzieje, został uderzony z całej siły w brzuch. Wampir odleciał kilkanaście ładnych metrów, aż wbił się w drzewo. Otumaniony padł pod nim. Ten wampir, był dzisiaj jakiś inny, taki słaby, niczym człowiek. Czyżby nie pił krwi? I w ogóle, dlaczego chodził za dnia?! Był wampirem do jasnej cholery! Chyba, że to nie czystokrwisty Bachor Nocy, tylko śmierdząca połówka.
Nie istotne! Pojawiłem się szybko koło niego. Złapałem za gardło, które mocno ścisnąłem. Uniosłem otumanionego Avenatha.
-Jesteś taki słabiutki dzisiaj, co to się stało, drogi Avciu?-uśmiechnąłem się podle.
Moje oczy zalśniły, a przez moją rękę przeszły błyskawice, które dotarły do Avenatha. Poraziłem go prądem na tyle mocno, aby wyeliminować go z dalszej zabawy.
Puściłem wampira, a ten padł nieprzytomny pod moimi nogami.
Spojrzałem pewnym siebie wzrokiem na Erestora oraz Kalliope.
-Wasza kolej...-skinąłem głową w stronę Beliala oraz Sygin, którzy posłusznie ruszyli w kierunku: Belial w stronę Kalliopę, zaś Sygin w stronę Erestora.-Zabić ich!-wydałem polecenia.
Spojrzałem na nieprzytomnego Avenatha.
-Phi! Jakim cudem taki ktoś został Rycerzem Zodiaku? Żałosne.-skrzyżowałem ręce na piersiach i patrzyłem jak zaraz zacznie się kolejna część atrakcji.


OOC:
 
#21PisanieRe: Aleja Zodiaku   Wto Lis 14, 2017 12:39 am
Obywatel
Rycerz Zodiaku


avatar
Skąd : Stary Świat
Join date : 09/08/2017
Liczba postów : 10
Zobacz profil autora
Całkowicie zatraciłem się w myślach. Nie mogłem zrozumieć, jak to się wszystko stało. Jak do tego doszło.
Nie reagowałem nawet na to, jak Black Star mnie zaczepiała. Moja sowogryfka na wszystkie sposoby próbowała sprowadzić mnie na ziemie, ale nie było to dla niej łatwe. Strach, załamanie to wszystko sprawiło, że straciłem kontakt z rzeczywistością.
Black Star spojrzała na Pride, który chwilowo zajmował się Kalliope. Uczyłem Blacky, że jeśli kiedykolwiek spotkamy się z mordercą Zodiaków, to nie ważne co się ze mną będzie działo, ona ma odnaleźć Hava. Mimo, że miała opory, zrobiła to. Zostawiła nas i korzystając z nieuwagi Pride, oddaliła się w stronę siedziby Rycerzy Zodiaku, do naszego Rycerza Smoka.
Ja zaś ścisnąłem mocniej ramiona. Jak by tego było mało cholerne wspomnienia z ataku na Larnwick powróciły. Miałem wrażenie, że stoję między płonącymi budynkami, pośród ciał, a wszystko dookoła pokryte jest krwią.
Było mi bardzo zmino, a łzy same cisnęły się do oczu.
Zakryłem twarz dłońmi. Chciałem to przegonić, to wszystko, ale nie potrafiłem. Wspomnienia, w których widziałem ciała dzieci, rozrywały moje i tak martwe już serce. Potem jeszcze widziałem jak Pride przebija na wylot Rycerza Obserwatora tuż pod moim nosem, a potem wyrywa mu serce. Czy mnie też spotka taki sam los? Czy Pride, zabije mnie tak samo jak tamtego? Co jeśli Rycerze Zodiaku nie mają już takiej mocy jak kiedyś?
Opuściłem ręce w zdłuż ciała. Patrzyłem przed siebie, na wprost. Nie skupiałem się na żadnym punkcie, bo przed oczami miałem tylko widok śmierci tego, którego zastąpiłem.
Dlatego nie zareagowałem w porę, kiedy Pride pojawił się przede mną, a potem uderzył mnie z całej siły w brzuch. Solidny cios, a potem zderzenie z drzewem sprawiło, że oprzytomniałem. Spróbowałem wstać, ale rozjeżdżałem się. Miałem rację. Po wypiciu eliksiru, byłem słaby jak dziecko, a nawet gorzej. Najgorsze jest to, że Pride to dostrzegł. Na szczęście, mylił się w tym, co widział i niech tak zostanie.
Jak tylko złapał mnie za szyję, wbiłem palce w jego rękę. Wiedziałem, ze to nic nie da.  Nie mogłem mu nawet odpowiedzieć, bo nie miałem jak. Zerknąłem ukradkiem na Pino. Biedak. Co on musiał czuć widząc to wszystko? Widząc Beliala w takim stanie? Co jeśli to wszystko weźmie na siebie? Uzna, że to jego wina?
W momencie, gdy poczułem prąd przechodzący przez moje ciało zacząłem wierzgać nogami. Starałem się uwolnić, ale nie miałem jak. Nie kontrolowałem łez. Te spływały mi po policzkach, aż na ubranie. Tak bardzo bolało to, co robił Pride. Bolało! Na mojej twarzy widniał grymas bólu.
-"Pino, Pegazie, Tancerko....przepraszam..."-odparłem do nich w myślach, a tamta dwójka mogła się przekonać, że my Rycerze możemy komunikować się ze sobą poprzez telepatię.
Ostatnie co zapamiętałem to przeszywający ból oraz zapach spalenizny. Upadłem pod nogi Pride niczym szmaciana lalka i nic już więcej nie mogłem zrobić. Porażenie prądem sprawiło, że straciłem przytomność i teraz wszystko zależało od Erestora oraz Kalliope.
#22PisanieRe: Aleja Zodiaku   Sro Lis 15, 2017 10:46 pm
Obywatelka


avatar
Skąd : Ocean
Join date : 16/08/2017
Liczba postów : 27
Zobacz profil autora
Nie, no serio kłoda była bardziej kumata niż ten zapchlony elfa. Ja tu zagadywałam tego popaprańca, a on nie raczył zrobić kompletnie nic by zabrać mu te pierdzielone iskry. No nic nie denerwujmy się, jeszcze od tego zwariuję i oszaleje, włosy mi posiwieją na głowie i to dopiero będzie szok, od tego to bym dopiero ze świrowała. No i dokładnie w tej chwili usłyszałam głos w mojej głowie, który mówił mi bym uciekała. Aha, nie wiedziałam, że obłęd już mnie dopadł. Poczęłam nad tym rozmyślać i się martwić, a z transu wiecznie przebiegających mi przez głowę myśli wyrwały nie słowa Prida, które wypowiedział tuż obok mojego ucha Szybko obróciłam się widząc jak lata w powietrzu. No co to miało być, nawet tam nie doskoczę by go capnąć za nogę i ściągnąć na ziemię. – No może i tak ale nie mam zamiaru słuchać kto jest beznadziejny i wysługuje się bo sam nie potrafi sobie z nikim poradzić- mruknęłam na niego, słuchając części jego przestawienia, aż krzyknęłam na całe gardło, z całej siły by się zamknął. Spojrzałam jak ten zajmuje się wampirkiem, skoro tak to postanowiłam się zakraść do niego o d tyłu i zwinąć klejnot rycerzyka. Czy to się udało to nie wiem ale w głowie modliłam się by ktoś usłyszał moje myśli i mi pomógł w zabraniu mu tych klejnotów.
#23PisanieRe: Aleja Zodiaku   Sob Lis 18, 2017 12:09 pm
Obywatel
Rycerz Zodiaku


avatar
Skąd : Namitto
Join date : 11/08/2017
Liczba postów : 28
Zobacz profil autora
Na ucieczkę było trochę za późno a nawet jeśli to nie zamierzałem zostawić Pino w potrzebie. Nie jestem tchórzem a bez tej sowy Rycerze przestaną istnieć. Porażka czy odwrót nie wchodzi w grę. Prędzej sam wyzionę ducha niż pozwolę komukolwiek z tej gromady umrzeć.
Gdy tylko dowiedziałem się kim jest ten gość w płaszczu, zarówno od Pino jak i od samego Pride'a w mojej głowie zapaliła się żaróweczka. Gość z pewnością nie należał do skromnych, trzeba to wykorzystać. Zastanawiało mnie kiedy przestanie kłapać tym dziobem. Chociaż syrena gadała jeszcze więcej i dziwiło mnie jak on to wytrzymuje. Ja na jego miejscu od razu uwolniłbym jej głowę od reszty ciała... i odciął język po może przecież gadać dalej. Z tą rybą wszystko było możliwe.
Zarówno Pino jak i Ave najwidoczniej się załamali co nie było dobrą wiadomością. To co później zrobił Pride sprawiło, że ze zdumienia otworzyłem usta...
Jak on załatwił tego wampira? Przecież one nie czują bólu! Pokonał istotę silniejszą ode mnie i znacznie bardziej doświadczoną.
W moich oczach zdumienie ustąpiło miejsca wściekłości która jednak chwilę później również została wyparta. Starałem się panować nad strachem i trzymać go w sobie, nie pozwalając by odebrał mi możliwość racjonalnego myślenia i oceny sytuacji.
Nie masz za co przepraszać...
Podbiegłem do sowy i złapałem ją po czym lekko potrząsnąłem.
PINO! Do diabła weź się w garść. Musimy jakoś wyrównać szanse... Co zrobić z iskrą jeśli uda mi się ją zdobyć?
Gdy zauważyłem, że syrena zaczyna otwierać dziób z całej siły ją kopnąłem by zamiast okazywać swoje niezadowolenie zaczęła krzyczeć z bólu. Gdyby próbowała podejść do Pride'a podłożyłbym jej laskę by się o nią przewróciła. Nie może tego zepsuć, nie może. W międzyczasie szepnąłem coś w języku elfickim* a smok który do tej pory siedział w rękawie poleciał jak strzała by nie oberwać od blondyna i zniknął między budynkami. Zniknięcie sowogryfa nie umknęło też mojej uwagi, tak jak i dwie latające iskry. Niestety, dwie marionetki mojego przeciwnika - anielica i demon zaczęły się zbliżać. Albo teraz albo nigdy. Zacząłem klaskać.
-Świetnie to przemyślałeś Mistrzu Arkan Pierwszego Kręgu Magicznego, widzę, że w twoim wypadku siła idzie w parze ze sprytem i inteligencją. Urządzić zasadzkę na Rycerzy wtedy gdy będą rozdzieleni i kompletnie nieprzygotowani. Do tego z taką łatwością wyeliminowałeś wampira, istotę która uchodzi za odporną na ból i choroby. Jestem pod wielkim wrażeniem tak błyskawicznego zwycięstwa.
Ukłoniłem się. Grałem na czas usiłując uśpić ostrożność przeciwnika. Wiedziałem, że Feineweddd mnie nie zawiedzie. Była inteligentna i dobrze rozumiała komendy wydawane w elfickim, w końcu sam jej tego uczyłem.
-To twoje kolejne zwycięstwo nad Rycerzami Zodiaku, prawda? Czy moich poprzedników pokonałeś z równą wartością?
Zapytałem wciąż trzymając sowę. Kątem oka dostrzegłem moją małą smoczycę która zbliżała się do Pride'a. Jednak moja twarz nawet nie drgnęła. Przyjmowałem najbardziej przerażoną i uniżoną pozę jaką tylko znałem, musiałem dać jej jeszcze chwilę.
Dziecko Słońca, bo tak w ludzkim języku brzmiało imię mojego pupila spróbowało złapałać jedną z iskier, którą okazała się być iskrą Beliala i szybko pomknęła do mnie zostawiając zdobycz w mojej dłoni a samemu chowając się w moim rękawie.
Teraz musiałem się zbliżyć do Beliala z iskrą.


* "Cymerwch Bwleyd" - Zabierz kulę
#24PisanieRe: Aleja Zodiaku   Sob Lis 18, 2017 9:51 pm
Postać Niezależna


avatar
Skąd : Boski Świat
Join date : 13/08/2017
Liczba postów : 11
Zobacz profil autora
Co się elf dziwił? Widziałem to, śmierć każdego z Rycerzy Zodiaku, jednego za drugim. To jak Pride zabijał ich na moich oczach! Pamiętam doskonale martwe ciała każdego z Zodiaków pokryte karmazynową cieczą. Do tego ten blondyn, który podnosił zakrwawione dłonie i uśmiechał się bezczelnie. Potem powtarzał, w kółko, że to moja wina, że to ja ich nie uratowałem. Tak, to była moja wina, dlatego, że byłem za słaby...byłem za słaby...za słaby żeby ich obronić...Rycerz Lisa wyciągnęła wtedy do mnie rękę, prosząc o pomoc, ale ja nie mogłem zrobić nic...Jestem beznajdziejny! Jestem za słaby! A teraz historia się powtarza! Historia się powtarza.
Moje oczy wpatrywały się pusto w twarz elfa, który zaczął mną potrząsać lekko, ale to nic nie dawało. Nawet jego krzyk. Dopiero widząc nieprzytomnego Avenatha, powróciłem do realności. Właśnie! Nie mogę pozwolić by historia się powtórzyła! Nie pozwolę na to! Teraz przecież jestem silniejsi niż wtedy! Nie po to, tyle trenowałem, tyle czasu szukałem Rycerza Smoka, potem pozostałych, których nadal szukam, aby to wszystko się posypało!
Wykorzystałem to, że elf mnie przytulał i wtuliłem łeb w poły jego ubrania. Pozwoliło mi to, naładować jego Kryształ Zodiakalny. Dzięki temu, jak tylko będzie, niestety sytuacja zagrażająca życiu, Erestor będzie mógł dobyć zbroi. Wszystko w sumie zależało od niego teraz. Dlaczego? Ta cała Kalliope albo była odważna, albo tak bardzo głupia, skoro dosłownie fikała do Pride. Wiedziałem, że to się źle skończy, ale nie mogłem pokazać tego, kim jestem! Jeśli użyję mocy, a on to zobaczy, odkryje mój sekret, a na to nie mogłem pozwolić. Naraziłbym, jeszcze bardziej Rycerzy Zodiaku.
Rozejrzałem się dookoła. Nigdzie nie widziałem Black Star, czyżby ta udała się po Hava? Mam nadzieję, że tak. Naprawdę, nie przypuszczałem, że Pride tak szybko się pojawi, ale skąd on wiedział, gdzie dokładnie spotkają się Rycerze Zodiaku?! Albo wyciągnął to od Beliala, tuż po przejęciu jego Klejnotu albo...ktoś nas obserwuje...
Rozejrzałem się nerwowo dookoła. Nie czułem niczyjej obecności. Przynajmniej, nie teraz.
-"Erestor naładowałem twój Kryształ Zodiakalny."-powiedziałem do elfa w myślach-"Tylko jest mały problem...dopiero w chwili zagrożenia życia, dasz radę pierwszy raz dobić zbroi...więc..."-dodałem smutnym tonem.-A iskra to musisz ją włożyć do ciała inaczej Belial umrze.
Spojrzałem na Erestora smutnymi oczyma. Póki co, nie mogłem zrobić nic, kompletnie nic. Przynajmniej nie teraz, nie póki nie było wszystkich Rycerzy w komplecie.


Ostatnio zmieniony przez Pino dnia Sob Lis 18, 2017 10:48 pm, w całości zmieniany 1 raz
#25PisanieRe: Aleja Zodiaku   Sob Lis 18, 2017 10:44 pm
Postać Niezależna


avatar
Skąd : ?
Join date : 19/08/2017
Liczba postów : 3
Zobacz profil autora
-Właśnie o to chodzi, panienko. Inteligentna osoba potrafi wykonać zadanie rękoma osób trzecich.-popukałem się palcem w skroń-Niestety z inteligencją trzeba się urodzić, ty jej najwyraźniej nie posiadasz.-patrzyłem uważnie na Kalliope-Myślisz, że cię nie widzę? Doprawdy?-przyglądałem się jak Nowy Zodiak próbuje się do mnie podkraść, kiedy to nie spuszczałem z niej wzroku.-Wiesz, mogłabyś się juz w końcu zamknąć. Moje uszy dłużej tego nie zniosą.-zmarszcyzłem brwi.
Patrzyłem jak drugi Nowy z Rycerzy kopie tego pierwszego. Zaciekawiło mnie to. Czyżby mieli jakiś zgrzyt? Dla nas, dla mojego Mistrza było to wręcz coś idealnego, w sumie nawet też i dla mnie. Skoro już teraz nie mogą się porozumieć, by zagrożeniu jakim jestem ja, to co będzie potem? Sami się powybijają. Doprawdy, ci aktualni Rycerze Zodiaku to jakieś ofiary życiowe.
Spojrzałem na nieprzytomnego Rycerza Obserwatora. Pokiwałem głową na boki. Chciało mi się śmiać z tej całej sytuacji.
Elf się dziwił, jak wytrzymywałem z tą gadatliwą laską? Powód był prosty. Lust też dużo mieliła ozorem, czasami za dużo. Chociaż w łożku potrafiła ugościć. Oblizałem usta. Miałem nadzieję, że za dobrze wykonane zadanie, spotka mnie...mała nagroda.
W sumie, znowu zacząłem się zastanawiać, czemu to to ptaszysko jest tak ważne. Nawet ten elf się zmartwił tym stworzeniem. Długo jednak nie było mi dane rozmyślać, gdyż z nich wybił mnie, właśnie Erestor.
-Wprawdzie pomysł nie należał do mnie, a do mego Mistrza. Ja tylko wykonuje jego rozkazu, jednakże dziękuję za słowa uznania.-ukłoniłem się nieznacznie.-Oczywiście, że kolejne. Nawet nie wiesz, jaką mi to sprawia przyjemność, patrząc jak nie potraficie się między sobą porozumieć nie mówiąc już o strachu.-położyłem prawą dłoń na klindze mojej szabli-Oczywiście. Każdemu z nich wyrwałem serce. Jak trzymałem je w tej ręce...--pokazałem lewą dłoń-...to jeszcze biło, a ich krew była taka ciepła i...smaczna...Hehehehe...-zacisnąłem mocniej uścisk na klindzie.-...z resztą, będziecie mieć zaszczyt zobaczyć  moją finezję...-w błyskawicznym tempie pojawiłem się przed nim wykonując precyzyjne cięcie szabli, a iskra należąca do Beliala została przecięta idealnie na pół.
Jej części oddzieliły się w powietrzu od siebie, w nieznacznej odległości, po czym rozsypały się na drobny mak, a ja zaś odskoczyłem na bezpieczną odległość.
Belial upadł niczym szmaciana lalka. Jego źrenice odzyskały kolor, a on odzyskał przytomność, ale tylko na chwilę. Bardzo szybko tracił siły, a do tego stał się przezroczysty. Wyciągnął rękę w stronę Erestora.
-Co za...uroczy widoczek.-odparłem widząc jak Belial zamienia się w złote perełki ulatujące ku górze, po czym całkowicie zniknłą.
Po prostu, przestał istnieć. Właśnie zabiłem Rycerza Zodiaku Feniksa.
-Właśnie go zabiliście.-podszedłem do Sygin po czym wsadziłem jej iskrę w ciało.
Nieprzytomna padła w moje ramiona. Razem z nią na rękach uniosłem się w powietrzę.
-Zabiliście Rycerza Zodiaku Feniksa! Hahahahaha!-dookoła mnie pojawił się płatki róż, które wirowały.
Zniknąłem tak szybko, jak się pojawiłem. Zabrałem ze sobą Sygin, bo jednak w formie żyjącej bardziej mi się przyda, tym bardziej, że jest Przywoływaczem.
Byłem bardzo ciekawy tego, co stało się po moim odejściu, ale wiedziałem, że prędzej czy później tak się stanie, bo mój Mistrz zawsze nam wszystko mówił, zawsze.

z/t razem z Sygin

OOC:
 
#26PisanieRe: Aleja Zodiaku   
Sponsored content



Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Crystal Empire :: 

Obrzeża

na skraju i jeszcze dalej

 :: The Settlement Silent Wind
-
Wymiana
Wszelkie treści zawarte na forum są całkowitym wytworem administracji Crystal Empire, tudzież zabrania się ich kopiowania. Stronę graficznąforum wykonała Przyczajona Grafika z grupy Monochrome Layouts z pomocą kodów własnych lub w inspiracji kodami znalezionych w różnych miejscach. Za pomoc dziękujemy Moe - Yuriee. Wszelkie grafiki należą do prawowitych autorów, a administracja nie roszczy sobie do nich żadnych praw.
BlackButlerDragon Ball New Generation RebornLuciferum zaprasza!
Yggdrasil - portal o grachaegyoShinjuRegashiHogwartDreamVampire KnightKról LewSmocze RPG - Smoki Wolnych Stad