Share |  Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
#1PisanieRuiny Parku Wielkiej Dwójki   Sro Maj 31, 2017 3:56 am


avatar
Administracja
Head admin
Join date : 24/04/2017
Liczba postów : 486
Zobacz profil autora
#2PisanieRe: Ruiny Parku Wielkiej Dwójki   Sob Paź 13, 2018 11:00 pm


avatar
Obywatel
Join date : 08/10/2018
Liczba postów : 12

Statystyki
Życie:
1200/1200  (1200/1200)
Mana:
1700/1700  (1700/1700)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Można by rzec, że to był dzień jak każdy inny. Nie mógł nie powiedzieć, że ostatnio dosięga go codzienna rutyna. Każdego dnia udaje się do swojej biblioteki, pomaga obcym ludziom, a potem powrót do domu. I pustka.
Sam nie wiedział, kiedy to jego stopy same skierowały go do mniej zaludnionej części miasta. Nigdy wcześniej nie przykładał się do zwiedzania miasta, i to był pierwszy raz kiedy udał się tutaj, w te rejony. I nie trudno było dostrzec, w czym inne jest to miejsce od reszty miasta.
Miejsce do którego dotarł było ruiną. Budynek, lub coś co go przypominało był rozwalony, dodatkowo wszystko było przeżarte roślinnością. A jednak nie mógł odmówić temu miejscu uroku. Lubił takie melancholijne miejsca, opuszczone, będące tylko niemrawym pomnikiem tego, czym kiedyś były..
Ciekawym spojrzeniem przeleciał całość zabudowy. W tej chwili naprawdę żałował, że nie potrafił szkicować. Z tego miejsca mogło by powstać mnóstwo klimatycznych i mrocznych szkicy. Niestety jedyne co na tę chwilę mógł zrobić, to po prostu cieszyć swoje oczy.
Była to też idealna chwila by móc odpocząć psychicznie od ostatnich dni. Nawet jeśli praca bibliotekarza nie była zła, to jednak czuł, że czegoś mu brakowało w jego życiu.
Oczy przykuł na zielone oczko wodne, przy którym przysiadł. Widać było, że jego lata świetności już dawno minęły, a woda straciła swoją świeżość. Sam widok jednak spokojnej wody uspokajał go, dzięki czemu mógł poczuć chwilowy spokój. W mig dał się porwać jakim niezobowiązującym rozmyślaniom jak i marzeniom. Cały świat wokół nagle przestał istnieć. Dostrzegał tylko jezioro, własne myśli i marzenia.
#3PisanieRe: Ruiny Parku Wielkiej Dwójki   Nie Paź 14, 2018 7:04 pm


avatar
Postać Niezależna
Skąd : Stary Świat
Join date : 02/09/2017
Liczba postów : 6
Zobacz profil autora
Dzień? Komuś to się chyba pory dnia popieprzyłY, chyba,  że pił eliksir, to wtedy inna sprawa, zupełnie inna.
Kain, od dłuższego czasu spacerował po ruinach. Delektował się tą upiorną atmosferą. Poza tym, miał całkiem przyjemną zabawę, kiedy straszył tych wszystkich łowców duchów od siedmiu boleści.
Czaił się na nich w mroku, między zniszczonymi budynkami, aby jako cień pognać im kota. Czasami nawet, dla lepszego efektu przemykał swoim wampirzym chodem, powodując drganie liści czy trawy. Czasami, a to coś zrzucił, a to przesunął, a niekiedy dmuchnął w ucho czy chuchnął. To, jak śmiertelnicy robili w gacie, zdarzało się, że i dosłownie, sprawiało, że Ojciec Wampir potrafi się zaśmiać.
Dzisiejszej nocy, poza straszeniem gówniarstwa, robił zwiad. Podczas nieobecności pani Burmistrz I Marcusa Takato, to on się tym zajmował, a potem raportował o wszystkim, co go niepokoiło. Wiedział doskonale, że dwa sakiki kręcił się blisko miasta, a takie ruiny, były idealną kryjówką.
Poruszał się powoli, rozglądając się, nasłuchując czy wąchając powietrze. Czuł smród magii Pride, który nadal jeszcze, mimo, że coraz mniej, unosił się w powietrzu. Jakby tego było mało, pojawił się ktoś nowy. Liczna grupa, która śmierdziała spoconym niedźwiedziem. Kainowi, nie podobało się to, że nie potrafił rozpoznać, cóż to była rasa. Być może, to jakaś sztuczka Pride, albo rzeczywiście jakaś nowa, nieodkryta rasa zawitała na tereny Larnwick. Niemniej, miał to na uwadze.
Jakie było zdziwienie, starego wampira, kiedy poczuł znajomą mu energię.
Uśmiech spowił jego blade lico.
-Życie ci nie miłe, że przesiadujesz sam, w takim miejscu?- nie przywitał się, ani nic.
Po prostu, wyszedł z cienia, zaraz obok Ariela i miał głęboko w poważaniu, czy go wystraszył czy nie. Mógł uważać, a nie oddawać się jakimś marzeniom, które był zwykłą pierdołą.
- Dwa sakiki krążą po okolicy, być może są w mieście, a ty urządzasz sobie nocne rozważania. - burknął stając obok mężczyzny.
Spojrzał na niego ukradkiem, po czym wyprostował się.
- Zaczynam żałować swojej decyzji, odnośnie...twojej osoby. Myślałem, że jesteś...bardziej rozważny. – nie przesuwał zimnego wzroku z Ariela. -Chcesz skończyć, jak wszyscy, których dusze z powodu cierpienia, krzyczą, dlatego, że byli tak nieostrożni... – spojrzał przed siebie, na odbijające się w tafli jeziora lekko zachmurzone niebo. -...jak ty? - bił chłód od wampira.
Jednak nie taki, jak ten co z zimą przychodzi, tylko taki, od którego wszystkim Kainitom dawał się we znaki.
- Czujesz to? Ten ból, płacz, skowyt? - zamknął powieki. - Oczywiście, że słyszysz, inaczej byś tu nie przychodził, czyż nie?- jak wampir wypowiadał owe słowa, zawiał lekki wiatr. - Piłeś eliksir. – rzucił, krótko. - Nie rozumiem, waszej pogoni za byciem żywym. Jaki to ma sens? Najpierw decydujecie  się tego zrezygnować, a by potem próbować to odzyskać. Nie lepiej po prostu...umrzeć? – w jego głosie nadal dało się posłyszeć nutkę chłodu, pogardy oraz wyniosłości.
Kain zerknął tylko ukradkiem na Ariela, po czym wrócił do obserwowania, muskanej wiatrem tafli jeziora.
#4PisanieRe: Ruiny Parku Wielkiej Dwójki   Wto Paź 16, 2018 11:01 am


avatar
Obywatel
Join date : 08/10/2018
Liczba postów : 12

Statystyki
Życie:
1200/1200  (1200/1200)
Mana:
1700/1700  (1700/1700)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Musiał popracować na ostrożnością i uwagą.. Było mu wstyd, że dał się tak łatwo podejść. Nidy nie słyszał wcześniej głosu Ojca wampirów, ale gdy ujrzał jego lico, stało się dla niego jasne, z kim ma do czynienia.. I wolałby już by to były te dwie sakiki...
Nie był wstanie mu odpowiedzieć na jego pierwsze słowa, będąc przejęty jego obecnością, miał naprawdę straszną aurę, i gdyby mógł uciekł by stamtąd.
Prawdę mówiąc nic nie wiedział o etyce wampirów, jeśli takowa w ogóle istniała. Nie miał pojęcia, jak ma się odnosić do Kain'a, czy nawet jak powinien się przywitać.
Jednak mimo swojej niewiedzy, wstał i starając się nie okazywać po sobie emocji, ukłonił się. Starszym, a szczególnie takim naprawdę starszym wypadało okazać szacunek.
- Dobry wieczór. - uznał, że najlepszym przywitaniem będzie to zwykłe, bez pierdółek typu ,, najwyższa wampirza wysokości" czy coś..
Słowa Kain'a biły chłodem a może nawet lekką wrogością, ale pomimo to, starał się zachować zimną krew.
- Jeśli żałujesz, to sądzę, że zawsze możesz zmienić decyzję. - wiedział, że igrał z własnym życiem, ale przecież gdyby serio chciał go już zabić, zrobił by to jednym pierdnięciem. - Założę się, że naprawienie tego błędu, było by dla Ciebie ułamkiem sekundy. - wiedział, że nie powinien paplać takich rzeczy, ale z drugiej strony nie mówił przecież nic co rzeczywiście mogło by obrazić jego rozmówcę.
Słuchał dalej słów Kain'a, zamykając oczy i oddając się temu miejscu, i jego aurze. Otworzył je ponownie po zakończeniu wypowiedzi Ojca Wampirów.
- Umrzeć? - jego głos brzmiał jakby się zastanawiał jakie skarpetki miał dziś założyć. Pozwolił jednak sobie nie odpowiedzieć na to pytanie, by móc w myślach się zastanowić, czy być może to on właśnie nie chciałby umrzeć. Był najstarszym z wampirów, pewnie przeżył już tysiące lat. Być może właśnie tego innym zazdrościł? Śmierci?
- Czasami warto umrzeć, dla parę chwil spokoju. - ruiny były naprawdę opustoszałym miejscem. - Dla paru chwil, z dala od zgiełku miasta, tętniącego życiem. - kontynuował swoje rozważalnia nie będąc już pewnym czy kieruje je do siebie czy do rozmówcy.
- To czy żyjemy, czy jesteśmy martwi, nie różni się przecież tak od siebie. Nie wybieramy sobie by się rodzić, i nie wybieramy by umrzeć. Los decyduje za nas, my musimy tylko pogodzić się z tym jak jest. - musnął wzrokiem fale jeziora, pozwalając sobie na obejście go dookoła. - Eliksir daje po prostu nadzieję, że nie jesteśmy potworami, że w środku, wciąż jesteśmy.. ludzcy.
Uznał, że na dziś wystarczy filozoficznych rozważań. Jedna sprawa go zastanawiała od samego początku jego przybycia.
- Jeśli wolno mi spytać.. - nieśmiało spojrzał na twarz wampira, jakby szukał w niej odpowiedzi na pytanie. - Jeśli naprawdę żałujesz decyzji, to dlaczego przyszedłeś tu dziś? Mógłbyś przecież pozostawić sprawę losowi, jeśli faktycznie grozi mi niebezpieczeństwo, to przecież prędzej czy później przypłaciłbym za to życiem. - O Sakiki wiedział, jednak fakt, że sam ojciec wampirów przyszedł mu o tym powiedzieć, musiał coś znaczyć. A on chciał poznać odpowiedź.
#5PisanieRe: Ruiny Parku Wielkiej Dwójki   Wto Paź 16, 2018 2:09 pm


avatar
Postać Niezależna
Skąd : Stary Świat
Join date : 02/09/2017
Liczba postów : 6
Zobacz profil autora
Mało który wampir był w stanie poznać, kiedy Kain pojawiał się w pobliżu.
Nawet, jeśli byłby uważny i tak nie dostrzegłby Ojca Wampirów.
Och, wolałby spotkać dwa sakiki, niż Kaina? Lepiej, niech Ariel uważa, czego sobie życzył, bo takie marzenia potrafią się spełniać.
Każdy wampir posiadał swoją etykę, wedle własnego uznania. Jednak, ukłon, który z automatu wykonał Ariel, był czymś co młody krwiopijca, miał zawsze stosować. Także, Dzieci Nocy posiadały, tylko jedną zasadę odnośnie etyki – ukojenie się przed starszym od siebie, zwłaszcza Kainem.
I bardzo dobrze chłopak zrobił. Kain, jakby mógł to by rzygał tymi wszystkimi dostojnościami,, najwyższą wampirzą jegomościowością i innymi tego typu nazewnictwami. Uważał to za jawne podlizywanie się, którego nie tolerował. Dlatego, ci którzy o tym nie wiedzieli, często kończyli ze skręconym karkiem. Owszem, nie zabiło, ale bolało jak jasna cholera, o ile takowa w ogóle istnieje.
- Odważnie sobie pogrywasz, chłopcze. – Kain spojrzał na rozmówcę, po czym stanął naprzeciwko niego. -Nawet szybciej... – wąskimi palcami dotknął lewego policzka Ariela. -...ale szkoda by było zmniejszać naszą populację. - opuszkami zaczął wodzić po dotykanym miejscu.
Zaczął uważniej przyglądać się Arielowi. Nie przestawał go dotykać. Patrzył na jego reakcję, na to jak się zachowuje, czy odczuwa strach, czy może podniecenie? Widział, w oczach niektórych wampirzych gówniarzy jedno i drugiego. U takiego jednego, to dostrzegał za każdym razem strach, który napawał go radością. Chociaż, podniecenie na widok Ojca Wampirów, też łechtało jego egoistyczne ego.
Kain nie szukał już śmierci. Kiedyś, owszem, ale teraz. Zdążył już wyprać się z uczuć i pogonią za czymś, co kiedyś nazywał życiem i śmiercią. Miała to być dla niego kara, ale zmienił taktykę. Zaakceptował to, kim był. Czym się stał. Znalazł z tego powodu pozytywne strony, z których korzystał ile wlezie. Dlatego wzbudzał taki strach i lęk, nie tylko wśród wampirów, ale i innych ras. Jedyną, tak naprawdę osobą, która się go nie bała, był Khaji. Jednak, to rozprawa na inny czas...
Pozwolił wypowiedzieć się, Arielowi.
- Hahahaha! – Kain rzadko się śmiał, ale nie było to nic przyjemnego. - Dawno nikt nie opowiedział mi czegoś, tak zabawnego.– przeniósł dłoń na podbródek Ariela, po czym uniósł jego głowę tak, aby ich wzrok się spotkał. - Każdy posiada wewnętrznego potwora. – jego oczy zrobiły się puste, bez emocji. - Potrafisz odróżnić co jest ludzkie, a co nie jest? – rzucił pytaniem, a przy okazji lekko ścisnął podbródek Ariela. - To nie my, doprowadziliśmy do zagłady. Nie my, rozgniewaliśmy Bogów. -  kły Kaina powiększyły się. - Twierdzisz, że jesteśmy potworami, tak? Pozwól, że ci pokażę, co naprawdę, znaczy być potworem. – nim chłopak zareagował, Ojciec Wampirów odchylił jego szyję i zatopił w niej swoje kły.
Do głowy Ariela zaczęły napływać wspomnienia wampira.
Kain pokazał, jak ludzie potrafili się zachowywać. Najpierw, pokazał to jak sam z zimną krwią zabił swojego brata z zazdrości. Potem, jak ludzie krzywdzili innych sobie podobnych na różne sposoby. Kamienowanie, polowania na czarownice, gwałty, morderstwa, zabójstwa, przemoc w rodzinie, znęcanie się nad zwierzętami. Na sam koniec, zostawił najgorsze obrazy. Pierwsza Wojna Światowa, której był świadkiem, potem Druga Wojna Światowa i zniszczenie Hiroszimy oraz Nagasaki. Potem Trzecia Wojna Światowa, która była najgorsza ze wszystkich.
I na sam koniec zabawa w Boga. Eksperymenty, o których wiedzieli tylko nieliczni. Kain, jako wampir mógł to obserwować i cierpiał, kiedy ludzie odkryli, że wampiry istnieją, ale władze ukryły to przed innymi. Pokazał także eksperymenty, na elfach, wróżkach, atlantach czy lykaninach oraz wampirach. I tak oto, Ariel dowiedział się, czemu inne rasy ukrywały się przez tyle lat.
Ojciec Wampirów, był jednym z tych, którzy dostali prawo do pamiętania tego wszystkiego, żeby takim jak Aristow, pokazywać, dlaczego wszystko zaczęło się od nowa i co znaczy pojęcie bycia potworem.
Oderwał kły od szyi chłopaka. Oblizał je, delektując się słodką, dla niego krwią młodzika.
- Zastanów się dwa razy, co kogo czyni potworem. – w oczach Kaina było mnóstwo bólu, a to rzadko się zdarzało.
-Nie myśl sobie, że przyszedłem tutaj dla ciebie. – odwrócił się tyłem do Ariela. - Udałem się na zwiad, gdyż pod nieobecność burmistrz, ja się tym zajmuję oraz pozostali Ojcowie Opiekunowie. Ta część miasta, jest pod moja jurysdykcją. – chłopak mógł dostrzec, że Kain, mimo chłodu tak naprawdę przejmował się, nie tylko wampirami, ale innymi stworzeniami.
Nauczył się bowiem szanować życie, którego nigdy już nie odzyska.
#6PisanieRe: Ruiny Parku Wielkiej Dwójki   Wto Paź 16, 2018 4:28 pm


avatar
Obywatel
Join date : 08/10/2018
Liczba postów : 12

Statystyki
Życie:
1200/1200  (1200/1200)
Mana:
1700/1700  (1700/1700)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Sakiki wydawały mu się o wiele mniej groźne, niż bycie sam na sam z Kain'em. Po tych bestiach wiadomo czego się spodziewać, natomiast ten wampir był jak na razie zagadką dla Ariela.
Nie widział też sensu w zbytnim płaszczeniu się przed starszym wampirem. Sam uważał to za denerwujące, i gdyby był na miejscu Kain'a zabronił by takich zachowań względem siebie.
Jednak nie był. Był sobą.
Średnio go pocieszyło go sprostowanie białowłosego, z drugiej strony to świadczyło na jego korzyść. Wampir nie zamierzał skracać jego żywota. Przynajmniej na razie. Wiedział jednak, że stąpa bo cienkim lodzie, bo zupełnie nie znał starszego wampira. To, że wydawał się trzymać każdą emocję na wodzy, nie znaczyło, że takowych nie miał i nie zdarzało mu się nimi ponieść.
Jednak prawdziwe zaskoczenie przyszło parę chwil potem, gdy palce Kain'a zetknęły się z jego policzkiem. Nie miał pojęcia jak interpretować ten gest.
Spojrzał na Mistrza z dozą ciekawości. Zupełnie nie wiedział co miał na celu, postępując w ten sposób. Czuł jednak, że wampir po prostu go sprawdza, zapewne chcąc ujrzeć strach, albo.. upojenie jego majestatem. On zaś był ciekawy. Ciekawy do czego się posunie.
Zdziwiło go jednak gdy Białowłosy się roześmiał. Nie wiedział jednak czy był to objaw pozytywnego rozbawienia, czy raczej takiego podszywanego irytacją.
Zachowywał zimną krew nawet wtedy gdy odwrócenie wzroku było niemożliwe, przez dłoń go trzymającą. Zresztą nie było ku temu potrzeby, Kain mówił prawdę, z którą nie mógł się nie zgodzić.
Następne co poczuł to kły wbijające się w jego szyję. Nie było sensu się jednak temu sprzeciwiać, bądź co bądź gdyby nie on, pewnie już dawno byłby pochowany pod ziemią. Zresztą chyba mógł uznać to za pewnego rodzaju zaszczyt? Bał się, że takie naruszenie jego strefy osobistej, spowoduje u niego jakieś obciachowe gesty. Już widział oczyma wyobraźni minę wampira, gdyby się zarumienił.
Rozmyślania zostały przerwane jednak przez wizję obrazów, które wypełniły jego głowę. O wielu z nich czytał, jednak zobaczenie po kolei każdej z nich było dla niego czymś naprawdę przerażającym. Czytane przez niego książki nie były nawet w jednym procencie tak straszne jak to co ujrzał. Przerażenie było widoczne na jego twarzy, a ustąpiło dopiero gdy niepokojące obrazy ustały. Musiał przez chwilę pozbierać myśli by zrozumieć po tych wizjach co się do niego mówi.
Pozwolił sobie na delikatny uśmiech, słowa które potem usłyszał dawały mu nadzieję, że to tylko chłodna otoczka wokół wampira. Że w środku ma uczucia.
- Nie miałem tu na myśli ludzi jako wzór. - każda z ras dla niego była tak samo zła jak i dobra. - I nie twierdzę by my, czy inne rasy były potworami. W żadnym języku nie ma słowa, które znaczyło o czymś co "ludzkie" bez ukazania ludzi jako najlepszy tego przykład. Miałem na myśli, że każdy z nas szuka w sobie uczuć i chce mieć pewność, że nadal ma serce. - ostrożnie dobierał słowa. - Jednak akurat my nosimy brzemię bestii, która w nas siedzi. - Ludzie nie mieli takiego problemu, mogli chlastać swoimi emocjami na prawo i lewo, bojąc się najwyżej o to by się z kimś nie pobić. Wampiry jednak musiały radzić sobie ze swoją bestią. I radzić sobie z tym, że sami siebie nieraz za taką uważają.
- Wiele osób, z różnych ras uważa siebie za potwory. W tym i ja. - nie miał pojęcia czy takie wyżalanie się miało sens. - Jeśli to nie będzie nietaktem i nie uwłaszcza to Twojej godności, prosiłbym Cię o naukę. Chciałbym umieć nad sobą panować, i nie martwić się o to, że jestem niebezpieczny dla innych. - bał się, że te słowa będą zbyt odważne i zuchwałe, więc w geście pokory, przykląkł, nawet jeśli wampir teraz na niego nie patrzył.
Mógł wybrać innego wampira, jednak to właśnie Kain w jakiś pokraczny sposób wzbudzał jego zaufanie. Mógł stwierdzić, że mieli trochę wspólnego. Obaj byli bratobójcami.
#7PisanieRe: Ruiny Parku Wielkiej Dwójki   Wto Paź 16, 2018 5:36 pm


avatar
Postać Niezależna
Skąd : Stary Świat
Join date : 02/09/2017
Liczba postów : 6
Zobacz profil autora
O nie, w porównaniu do Sakiki Kain był aniołkiem. Kain, nie zabijał i nie będzie zabijać dla samego mordowania. Tak, niestety robił te stwory i Ariel będzie musiał trochę poszperać i popytać, aby dowiedzieć się, jak niebezpieczne są zarówno dla istot żywych, jak i dla nich samych.
Oczywiście, że Kain nie zamierzał go zabijać. Skoro, podarował mu dar, to znaczy, że go wybrał z jakiegoś, bliżej nieokreślonego powodu i tylko on sam o tym wiedział. Także, nawet jak Ariel by spytał, nie otrzymałby odpowiedzi. Ojciec Wampirów już taki był, tajemniczy, pogardliwy, ale gdzieś tam w środku pokorny, mimo że tego nie pokazywał.
Pewnie, że go sprawdzał. A pomyślcie tylko, jak musi wyglądać takie sprawdzanie, kiedy to Kain spotyka dla przykładu, takiego Marcusa Takato. Dwumetrowy krwiopijca, który zaczyna drżeć jak osika na wietrze przed Kainem. To jest dopiero, groteskowy widoczek.
I prawidłowo. Właśnie oto, chodziło w byciu wampirem. Zachowywanie zimnej krwi, w każdej sytuacji, a zwłaszcza tej, niewygodnej dla kłarza.
Oj, wbijanie kłów szyję Ariela, było dość przyjemne. Jak każdy wampir wiedział, to takie „przyjemności” były lepsze niż orgazm dla żywego organizmu, ale dla Dzieci Nocy, również. Mimo, bycia martwymi to odczuwali ten impuls przyjemności, co nawet dla nich samych było wielką zagadką wszech czasów.
To, co Kain zrobił, to była implementacja jego wspomnień, na krótki okres w myśli Ariela. Chłopak, widział oczami Ojca Wampirów to, co on kiedyś przed laty mógł oglądać. Czuł także, emocje, jakie towarzyszyły wtedy krwiopijcy. Zatem, efekt nie tylko był spotęgowany obrazami, ale również odczuciami. I to, było coś, co wampiry zarazem lubiły, ale i też nie. Dzięki temu, że posiadały taką zdolność, mogły czytać myśli innych poprzez nie tylko krew, ale zajrzenie w ich myśli. Oczywiście, normalnie to się czyściło pamięć po takiej czynności, ale teraz było to celowe. Kain nie zamierzał pucować wspomnień Ariela, gdyż miał to pamiętać, jako przestrogę.
- Myślisz, że tam byli tylko ludzie? Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz. – Kain położył palec na czole Ariela i lekko odchylił jego głowę do tyłu. - Masz moje wspomnienia, skup się na nich, a dojrzysz coś więcej, niż tylko ludzkie istoty, od których pochodzimy. – Ojciec Wampirów miał rację.
Jak Ariel skupił się na tym wszystkim, to mógł dostrzec inne rasy, które pod przykrywką potrafiły postawić się przeciwko swoim pobratymcom.
- Każdy z nas posiada wewnętrzną bestię. Nie ważne, czy jest człowiekiem, czy wampirem, elfem, krasnoludem czy kimś takim. – Kain spojrzał wyniośle na Ariela, nie zabierając palca z jego czoła. - Głupiutki wampirku. – mężczyzna zabrał palec z czoła rozmówcy. - Potworem są ci, którzy nie szanują swojego daru życia. Nie ważne, gdzie się urodziłeś, kim jesteś, liczy się to, co zrobiłeś z darem życia. – Kain patrzył na poczynania Ariela.
Zaskoczyło go to, bo mało kto z młodych wampirów, był tak odważny, aby prosić jego samego o nauki.
Tu nie chodziło o wzbudzanie zaufania, a bardziej szacunek. Kain, mimo swojego charakteru, nie traktował Ariela jak kogoś gorszego. Mimo, że czasami sprawiał takie wrażenie. Szanował zdanie rozmówcy i to świadomie czy też nie, odbijało się na tych, z którymi rozmawiał.
- Każdy z nas, musi sam obrać drogę do kontroli nad samym sobą. – zimna dłoń wylądowała na głowie Ariela. - Nie pomogę ci, zapanować nad samym sobą, bo to wszystko siedzi w twojej głowie, o tutaj. – przesunął dłoń tak, aby znowu ułożyć palec na czole rozmówcy.
Popukał go w nie.
- Samokontrola. To jest nasza największa zaleta. Jednak, tego musimy nauczyć się sami, bo to jest nasza kara. Kara za to, że dostaliśmy możliwość patrzenia na zmieniający się świat. Na narodziny i śmierć. – strzelił pstryka Arielowi. - Znajdź sobie kogoś, komu oddasz martwe serce. – mężczyzna odwrócił się tyłem. - Samokontroli, najlepiej, uczuć się dla kogoś. Kogoś, kto jest dla nas ważny. – w tym momencie, zawiał silniejszy wiatr.
Peleryna Kaina, załopotała w rytm podmuchów powietrza.
Atmosfera, jakby zmieniła się nieznacznie.
-Idź stąd. - rzucił krótko. - Nasza rozmowa jest skończona. – Kain zrobił się jakiś, inny.
Zupełnie tak, jakby celowo chciał zakończyć rozmowę i zostać sam.
Pytanie tylko, co było tego powodem?
#8PisanieRe: Ruiny Parku Wielkiej Dwójki   Wto Paź 23, 2018 5:34 pm


avatar
Obywatel
Join date : 08/10/2018
Liczba postów : 12

Statystyki
Życie:
1200/1200  (1200/1200)
Mana:
1700/1700  (1700/1700)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Ariel złapał się na zamyśleniu apropo tych potworów. Kain na pewno się nie mylił, i wypadało by zgłębić trochę bardziej ich temat. Szczególnie jeśli istniała taka możliwość, że są w pobliżu. Wolał by wiedzieć o nich trochę więcej, skoro istniało ryzyko, że kiedyś taką napotka. Oczywiście miał nadzieję, że nie będzie miał tej "przyjemności".
Wciąż owładnięty widokami, które podarował mu białowłosy, starał się skupić na tym co do niego mówi. Będzie musiał sobie wieczorem zrobić jakąś mocną herbatę, by się odstresować po takich widokach. Fakt, że Najstarszy Wampir musiał przeżywać to na własnej skórze był jeszcze okropniejszy. Zaczynał się zastanawiać nad tym wszystkim, a jego myśli zeszły na fakt jaki strach wywołuje w innych wampirach. Musiał mieć ciężki żywot, nosić taki bagaż wspomnień, i znosić samotność, która z pewnością mu towarzyszyła. Nie chciał jednak pochopnie osądzać go, widział go w końcu pierwszy raz.
-Muszę się zgodzić. - wlepił wzrok w podłogę. - Nie ważne czym jesteśmy, lecz ważne to jakim. W każdej rasie są kanalie i bohaterzy. - mimo iż to był bardzo poważny temat, to nie przeszkadzało mu to. Kain był dobrym rozmówcą, posiadał dużą wiedzę, i pomimo jego strasznej aury, chętnie częściej by z nim rozmawiał na dziwne, jak i te całkiem niedziwne tematy.
Niestety słowa Kaina, nie pocieszyły go. Wiedział, że właśnie nauka siebie, nauka tego by umieć panować nad emocjami jest najtrudniejsza. O wiele bardziej by wolał wypić jakiś magiczny soczek i nagle nabyć tą umiejętność.. Nie ma jednak dróg na skróty, mógł się jednak przygotowywać mentalnie do tego, że czeka go dużo pracy.
I Jednak udało się Kain'owi wywołać na jego policzkach rumieniec. Od razu stanął mu w głowie obraz Avenatha. Łapiąc się za głowę, po pstryknięciu, starał się za wszelką cenę odsunąć od swoich myśli obraz wampira. Dobrze wiedział, że nie miał szans u takiej osoby, był tylko gościem z tłumu..
Zauważył jednak zmianę w zachowaniu Mistrza. Nie potrafił się go jednak posłuchać. Nie potrafił walczyć, ale dobrze wiedział, ze może zrobić coś bardziej pożytecznego niż po prostu ucieczka. Po za tym, nie wypadało mu po prostu uciec, nawet jeśli tu byli wrogowie. Wdzięczność za dar wspomnień i mądre słowa, była zbyt wielka, by pozwolić mu uciec.
- Zwołać pomoc? - całkowicie zignorował jego próbę wypędzenia go stąd. Chciał mu pokazać, że jest w stanie pomóc, nawet jeśli w niewielkim stopniu.
#9PisanieRe: Ruiny Parku Wielkiej Dwójki   Pon Paź 29, 2018 1:02 pm


avatar
Administracja
Administrator
Join date : 24/04/2017
Liczba postów : 150
Zobacz profil autora
Wiatr, który wcześniej umilał wampirom rozmowę zawiał nieco mocniej.
Nawet chmury na niebie, zaczęły szybciej płynąć, atmosfera zrobiła się mroczniejsza niż wcześniej. Zupełnie tak, jakby przybyła wraz z podmuchem powietrza.
Kain, jako pierwszy wyczuł zmianę atmosfery, gdyż cały czas miał się na baczności. Nie mógł jednak rozeznać się w sytuacji. Czuł dwie aury. Z jednej emanowało mnóstwo pozytywnej energii, ale druga była jej przeciwieństwem.
Ta pierwsza znajdowała się bardzo blisko nich. Ktoś, kto znajdował się w pobliżu, tylko się im przyglądał, a może raczej bezczelnie podsłuchiwał toczącą się między nimi rozmowę. Właściciel drugiej zaś, znajdował się spory kawałek wampirów, ale zbliżała się. Kierowała się prosto na nich dobre kilka chwil, gdy nagle zatrzymała się.
I wtedy, również Ariel mógł wyczuć obie te aury i zrozumieć, że mają podwójne towarzystwo.
Kain, zareagował tak, a nie inaczej, ponieważ złowroga aura błyskawicznie przesunęła się za tą pozytywną. Co ciekawe, właściciel ten przyjemniejszej energii, nawet nie zorientował się, że ma coś lub kogoś za plecami. Nadal tkwił w miejscu i nie ruszał się. No dobra, to pewnego momentu, kiedy to nagle z ciemności, wprost na twarz Kaina zawitała skórka od żółtego banana, która powoli osunęła się na ziemię. Tuż pod nogi krwiopijcy.
Przyjemny dla ucha, ledwo słyszalny śmiech doszedł do wrażliwych uszu wampirów. Mogli już wywnioskować, że dowcipnisiem, był jakiś mężczyzna i na pewno nie był dzieckiem.
Szybko zdali sobie sprawę, że mają styczność z tym psotnikiem co to biega po mieście i zostawia wszędzie bananie dekoracje. Nie koniecznie tam, gdzie pasowały.
W każdym razie, nagle śmiech ucichł. Nastała dziwna, nienaturalna cisza.
Trwała tak jeszcze chwilę, gdy nagle krzyk rozległ się po lesie. Wampirze uszy zostały, dość mocno skalane tymi dźwiękami.
Z cienia, wybiegła antropomorficzna małpa, w której ogon wgryzała się sporej rozmiarów dynia o ostrych zębach i złowrogim spojrzeniu.
I tak oto, Kain i Ariel dowiedzieli się, kto był właścicielem pierwszej aury, tej przyjemniejszej – Sun Wukong, największy psotnik i kawalarz wszecheonów. Jeśli chodzi o drugą, to mieli pewność, że nie należała do tej dyni, która wgryzała się w puchaty, małpi dodatek. Ten ktoś stał i obserwował ich z daleka jeszcze dobre kilka minut. Jednak kiedy zniknął, z lasu wyskoczyła ogromna dynia o wściekłym spojrzeniu i ostrych oczach. Jej otwór gębowy poruszał się szybko i wyciekała z niego pomarańczowa ślina.
Dwa wampiry oraz małpa miały teraz towarzystwo, magiczna dynię, która lada moment miała zamiar dobrać się do ich zacnych tyłków.

#10PisanieRe: Ruiny Parku Wielkiej Dwójki   Pon Paź 29, 2018 3:22 pm


avatar
Postać Niezależna
Skąd : Stary Świat
Join date : 02/09/2017
Liczba postów : 6
Zobacz profil autora
Kain czuł, od samego początku, że ktoś, kto posiadał dość radosną aurę wędrował za nim, praktycznie od samego rana. Nie czuł jednak powodu, do interwencji. W sumie, chciał w delikatny sposób odpędzić tego kogoś, między innymi strasząc łowców duchów. Chociaż, to nie zadziałało, więc Ojciec Wampirów po prostu olał sprawę, brzydko mówiąc.
Na całe szczęście spotkał Ariela, z którym mógł przeprowadzić ciekawą rozmowę. Jednak ta, została zakłócona przez dziwną atmosferę.
-Nie sądzę. Poradzę sobie.- rzucił krótko mentor młodzika.
Najpierw silny wiatr, potem, a potem kolejna aura, która poruszała się dość szybko w ich kierunku, by za chwilę zatrzymać się na krótki moment. Dzięki temu, Kain mógł dokładnie zbadać okolicę. Mimo, że użył spojrzenia w ciemności, to nie mógł rozeznać się kim były obie istoty. Nie podobało mu się to. Tym bardziej, że ta druga aura szybko przesunęła się za tą pierwszą. I czuł, że ten pozytywny ktoś, nawet tego nie zauważył.
I to był moment, w którym Kain oberwał skórką od banana w twarz. Skupił się tak mocno, na aurach, że nie dostrzegł lecącej wprost na niego rzeczy. Ta, bardzo powoli zostawiając klejący ślad na licu wampira, spadła pod jego nogi.
Na twarzy krwiopijcy widniała konsternacja z chęcią mordu, co wyglądało i komicznie i przerażająco. Jeszcze ten śmiech, który doszedł do jego uszu.
Starał się być spokojny, ale w środku wrzał, że ktoś śmiał go w taki sposób obrazić. Do tego, w myślach, rozrywał na kawałki tego cholernego, zakichanego dowcipnisia, o którym tyle słyszał.
Jego gniewa przerwała nienaturalna cisza i to, że śmiech ucichł. Zaczął nasłuchiwać.
-Kurwa! – syknął z bólu, kiedy krzyk skalał jego wrażliwy słuch.
Jak, jakoś przywykł do wysokiego dźwięku zaczął szukać jego źródła.
- Hę? – Ariel miał okazję zobaczyć najprawdziwsze zdziwienie i zaskoczenie na twarzy Kaina.
To był dopiero zabawny widok, kiedy stary, poważny wampir, a miał otwartą buzię, a oczy niczym te u kota, który zobaczył przelatującego ptaszka.
Zorientowawszy się, że Kain, nadal ma towarzystwo Ariela, szybko się poprawił i udał, że taka sytuacja zdziwienia nie miała miejsca.
-Tak myślałem, że to ten psotnik od skórek bananowych. – spojrzał gdzieś w bok.
To było bardzo śmieszne, kiedy ten staruch udawał, że go nic nie zaskoczyło i o wszystkim doskonale wiedział.
Nie było jednak, zbyt dużo czasu na rozmyślania, gdyż z cienia wyskoczyła wielka dynia, na której widok, to już całkiem Kain...zbaraniał.
Stał tak chwilę, dopóki magiczna dynia nie zaczęła kłapać ostrymi zębiskami.
Kain, nic już więcej nie mówił. Starał się, w myślach znaleźć rozwiązanie z tej sytuacji. Wiedział, że jest duża szansa na to, że ta dynia mogła nie być jedyną i posyłanie Ariela z dala od niego, mogłoby zaszkodzić wampirowi. Nie mógł na to pozwolić. Dlatego jego oczy zalśnił na czerwono, a paznokcie zamienił się w pazury. Uszy nabrały szpiczastego kształtu, a całe jego ciało zmieniło barwę na srebrną. Cała postura wampira przybrała ostrych rysów, do tego miało się wrażenie, jakby nieznacznie urósł. Ariel był świadkiem, jak Kain, na jego oczach zamienia się w bestię, którą jako jedyny mógł kontrolować w pełni.
Ojciec Wampirów, kierował się tylko jednym, chęcią obrony Ariela, który nie był w stanie sam się w tym konkretnym momencie obronić.
Zignorował Wukonga, głównie dlatego, że ten rzucił mu w twarz skórką od banana. Poza tym, nie miał zamiaru wybierać, między Arielem, jego dzieckiem, a jakimś wrzeszczącym antropomorficznym małpiszonem.
#11PisanieRe: Ruiny Parku Wielkiej Dwójki   Wto Paź 30, 2018 10:51 am


avatar
Obywatel
Join date : 08/10/2018
Liczba postów : 12

Statystyki
Życie:
1200/1200  (1200/1200)
Mana:
1700/1700  (1700/1700)
Pancerz:
0/0  (0/0)
Zobacz profil autora
Pomimo iż obydwaj czuli, że atmosfera się pogorszyła, starał się zachować zimną krew. Był w końcu wampirem, musiał zachować jakoś swoją godność. Ucieczka równała się ze tchórzostwem, a to by był wstyd, gdyby się nim wykazał przy samym Mistrzu.
Przytaknął na jego odpowiedź, ale nie oddalił się. Chciał zostać na tak długo, aż się nie upewnią, kto stoi za tym wszystkim. Wtedy mógłby ewentualnie pobiec po pomoc.
Sam nie był zbyt dobry w rozpoznawaniu aur, ale nawet i on mógł stwierdzić, że mają dwóch gości. Przyjaciela i wroga. Nie świadczyło to najlepiej, musieli uważać.
Starał się zachować zimną krew. Starał się, ale gdy zobaczył jak skórka banana ląduje na twarzy Kaina... Zasłonił dłońmi usta, nie mogąc uwierzyć w taki widok. Zaczął się zastanawiać, czy wszystko z nim tak i czy czasem przesłanie tych wspomnień nie odbiło się na jego psychice.
Sytuacja jednak jak najbardziej miała miejsce, bo gniew Kain'a wyczuwał nawet i on. No i skórka spadła na podłogę.
Wnet przypomniał sobie miastowe plotki o złodzieju bananów. Dotychczas myślał, że to kawał jakiś podrostków, które po szkole nie mają co z sobą począć. Jednak ta sytuacja zmusiła go do zmiany myślenia. Dzieciaki nigdy nie odważyły by się by rzucić czymkolwiek w jakiegokolwiek wampira.. Zaczęło go to ciekawić. Kto krył się za tymi atakami. Musiał być to ktoś potężny, inaczej nie odważył by się na to.
Dobra, to o tej potędze się wytnie. Najwidoczniej coś jednak zaatakowało tego gościa, bo jego siarczyste kurwy słyszał dobitnie. I nawet jeśli to był tylko dowcipniś to chyba wypadało mu pomóc, skoro teraz mogła go zbijać sakiki...
Jedak największym zdziwieniem było, gdy z krzaków wyskoczyła człowiekomałpa z dynią na ogonie. Teraz naprawdę zaczynał rozważać swoje zdrowie psychiczne, ale widząc minę Kain'a.. Zaczynał rozważać Zdowie ich obojgu...
Klasnął w dłonie i uśmiechnął się przyjaźnie pierwszy raz od paru godzin.
- Cudownie! - starał się mówić na tyle cicho, by tylko Kain go słyszał. - Sugeruję się byśmy się oddalili, oni załatwią się oboje. Dwa problemy za jednym zamachem.. - mruknął konspiracyjnie. Oczywiście wszytko to miało na celu by rozluźnić atmosferę i nie było mówione na serio, bądź co bądź, stawała się ona dziwna, i naprawdę nie wiedział jak się z nią czuć. Z jednej strony, było trochę do śmiechu, z drugiej wiedział, że to na pewno nie była to jedyna dynia.
Jednak po chwili był świadkiem, jak jego mistrz zmienia swą postać.
A on mógł tylko patrzeć. Z podziwem jak i strachem obserwował swojego mistrza. Nie był pewien jakie były jego zamiary, ale gdyby wiedział, że zmienił się z intencją chronienia go, z pewnością bardzo by to docenił. Nie mógł też przestać patrzeć na tą ogromną dynię, która również wskoczyła. Wiedział jedno, na pewno nie miała dobrych zamiarów
#12PisanieRe: Ruiny Parku Wielkiej Dwójki   



Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Crystal Empire :: 

Larnwick

piękna stolica Aglar

 :: Schohootmoac Valley
-
Wymiana
Opisy przedstawiające uniwersum świata zostały stworzone przez Administrację Crystal Empire oraz Użytkowników pomagających przy tworzeniu forum na podstawie pomysłów własnych oraz inspiracji różnymi źródłami, zabrania się ich kopiowania. Stronę graficznąforum wykonała Przyczajona Grafika z grupy Monochrome Layouts z pomocą kodów własnych lub w inspiracji kodami znalezionych w różnych miejscach. Za pomoc dziękujemy Moe - Yuriee.
HogwartDream aegyo